Słyszałem kiedyś o pewnym bezdomnym, który odwiedzał siostry zakonne, żeby dostać coś do jedzenia. Podobno był bardzo wybredny i często zwracał uwagę siostrom, a to że za mało masła, a to szynka nie taka itp. Bezczelny. Przecież dostaje za darmo jedzenie, nie powinien wybrzydzać i brać bez gadania to co mu ludzie dają! Jakim prawem tak się zachowuje?

Ale można spojrzeć na to z drugiej strony... Skoro ktoś chce dać mu jeść, to czy ów Pan Bezdomny nie ma prawa powiedzieć co lubi, co bardziej mu smakuje lub na co ma ochotę? Czy to rzeczywiście jest bezczelność? 

A może Pan Bezdomny ma poczucie własnej wartości i nie boi się korzystać w pełni z tego, co jest dla niego? Więc jeśli ktoś jest gotów zrobić mu kanapkę, to nie boi się poprosić o więcej masła czy wędliny. 

Przenieśmy ten obrazek na relację z Bogiem. Taki rodzaj "bezczelności" to właściwie klucz do tego, żeby poczuć się przed Nim na właściwym miejscu. Chodzi o życie według tego, do czego stworzył nas Bóg. Odkrycie, jak uczył św. Franciszek z Asyżu, że jestem tym kim jestem w oczach Boga i nikim więcej. To przyjęcie w pełni przebaczenia grzechów, które Bóg daje ciągle i nie trwanie w nich dłużej. To w końcu głęboka ufność, że skoro sam Bóg nazywa mnie swoim dzieckiem, to ja bez żadnych konwenansów, kompleksów, sztucznej uniżoności mogę mówić do niego 'Ojcze!'. 

Słowo 'bezczelność' w takim kontekście zupełnie już nie pasuje. Dobra Nowina jest taka, że możesz – możesz prosić o więcej wędliny, ale przede wszystkim możesz żądać jeszcze więcej łaski Bożej!