Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego odrzucą z pogardą wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom".

 

Błogosławieństwa jakie wypowiada Jezus zupełnie odwracają naszą ludzką logikę. Bo kto chce z własnej woli być ubogim, głodnym, płaczącym lub znienawidzonym przez innych? Nie ma takiego człowieka na ziemi. Zdarzają się jednak tacy ludzie, którzy z miłości do Chrystusa przyjmują na siebie cierpienia fizyczne i inne udręczenia, traktując je jako błogosławieństwo. Włączają się tym samym w ofiarę krzyżową Zbawiciela, który oddał swoje życie dobrowolnie, z miłości do człowieka.

Cierpienie stanowi część naszego ziemskiego życia. W zasadzie to nie można go ominąć i złudnym jest przeświadczenie, że nigdy w życiu mnie ono nie spotka. Każdy z nas wcześniej czy później go doświadczy. Od nas zależy jedynie to jak je przyjmiemy. Czy uczynimy to z wiarą? Czy nie zasklepimy się w przeżywaniu cierpienia, stawiając siebie i nasz ból na pierwszym miejscu. Jezus obiecuje nagrodę w niebie tym, którzy przyjmą cierpienie i niewygody życiowe dobrowolnie, z miłości do Boga i do drugiego człowieka. Błogosławieni Ci, którzy są blisko Pana i Jego łaska na nich spoczywa. Nie są oni wolni od cierpienia, ale wiedzą, że to co przeżywają ma sens i czyni ich życie duchowo płodnym.