Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał. Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: Proś mię, o co chcesz, a dam ci. Nawet jej przysiągł: Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa. Ona wyszła i zapytała swą matkę: O co mam prosić? Ta odpowiedziała: O głowę Jana Chrzciciela. Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela. A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swej matce. Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

 

Pomimo tego, że został uwięziony, nie powstrzymał się z wypełnianiem obowiązków. Napomniał Heroda według zasad, którymi żył. Zrobił to prawdopodobnie nie z poczucia sztywnego obowiązku, a troski o drugiego człowieka. Niestety Herod nie potrafił odpowiedzieć tym samym i zdał się na szacunek wśród tłumu.

To sytuacja drastyczna, ale przypominająca rozterki z naszego dnia codziennego. Serce bardzo dobrze podpowiada Tobie, co jest dobre, ale ze względu na innych ludzi czynisz zło... Coś ciągnie Cię w kierunku zła, bo jest bardziej światowe i modne. Czy dzisiaj potrafisz, jak Jan Chrzciciel, bez względu na wszystko, mieć szacunek do drugiego człowieka?

 

Przeczytaj również >>Nie jest dobrze, aby był sam...<< Juliusza Gałkowskiego.