Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie! Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

 

Gdzie nasza roztropność, a gdzie rozsądek? Czego nam brakuje? Gdy wychodzimy na spotkanie z Panem, to tak chcielibyśmy Mu przynieść wszystko i o wszystkim opowiedzieć. Tak naprawdę zapominamy, po co tu przyszliśmy. Co niesiemy ze sobą, modlitwę, problemy, a może tylko tak chcemy pogadać z Jezusem. Nosimy ze sobą lampy naszego życia, ale zapominamy o oliwie. Już się przyzwyczailiśmy, że to tak ma być. Idę więc znów do Chrystusa ze swoją lampą życia, otwieram, gadam i gadam, i nic się nie dzieje, bo zapomniałem o oliwie.

Skąd nabrać oliwy do swojej lampy? A może wystarczy choć raz wsłuchać się w wołanie Pana, choć raz usłyszeć Jego głos. Może tym razem uda nam się napełnić nasze lampy Chrystusem.