Najgorsze uczucie na świecie to okazać się niewystarczającym.

Z drugiej strony tak ciężko jest przyjąć, że coś się robi dobrze. Trudno uwierzyć we własne możliwości. Żyć i działaś na miarę SWOICH możliwości.

Dziś w naszym kapucyńskim świecie przeżywamy wspomnienie św. Anioła z Acri. Myślę, że Kościół powinien ustanowić go patronem każdego Człowieka Porażki, choćby dlatego, że to taki święty o którym pewnie nie słyszałeś.

Do zakonu wstępował trzy razy. Dwie pierwsze próby zakończyły się ucieczką z klasztoru. Anioł się bał. Dopiero za trzecim razem, kiedy usłyszał o życiu innego świętego kapucyna, Bernarda z Corleone, coś w nim pękło i postanowił zostać.

Pierwsze próby głoszenia – porażka. Wszystko się mieszało, zapomniał o czym chciał mówić.

Porażka w relacjach z rodziną – Anioł mocno przeżywał to, że idąc do zakonu pozostawi schorowaną matkę samą.

To co stało się jego ratunkiem i uwolnieniem z porażki to kontemplacja krzyża.

Mówiąc prościej – spojrzenie. Kontemplacja to słowo, które brzmi bardzo wzniośle, ale kryje w sobie prostą treść. Kontemplować to widzieć rzeczy takie, jakimi są.

Jeśli czujesz się dziś Człowiekiem Porażką to weź krzyż do ręki. Albo idź gdzieś do kościoła. Patrz na krzyż. Nie musisz robić nic więcej. Pan będzie mówił.

Kontemplacja krzyża wyprowadziła Anioła z doświadczenia porażki do życia. Przestał się zamartwiać i zbytnio troszczyć o siebie. Jego serce pękło, pozwolił się zranić Chrystusowi. Stał się głosicielem Miłosierdzia – w konfesjonale i na ambonie.

Patrz na krzyż. Tam każda twoja porażka już została przezwyciężona. Możesz być sobą.