Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: "Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie". Lecz On im odpowiedział: "Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?" Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

 

Czy my wiemy, gdzie szukać naszych dzieci? Czy wiemy, gdzie szukać naszych bliskich, czy nawet rodziców? Czy faktycznie znamy siebie tak dobrze, aby wiedzieć, w jakim miejscu się znaleźć? Takie pytania rodzą nam się po przeczytaniu dzisiejszej Ewangelii. Słowo skłoniło nas do refleksji nad swoimi relacjami z najbliższymi nam osobami. Kiedyś słyszeliśmy powiedzenie, że jesteśmy wypadkową pięciu osób, z którymi najczęściej przebywamy. No właśnie... Czy znamy te osoby i czy faktycznie chcemy z nimi przebywać? Czy one wiedzą, gdzie nas szukać w trudnych chwilach?