Jezus powiedział do swoich uczniów: "Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Gdy któregoś z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą. Wszystko więc, co chcielibyście, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem to jest istota Prawa i Proroków".

 

Dzisiejsza Ewangelia mówi nam, abyśmy prosili, a otrzymamy, abyśmy szukali, a znajdziemy, abyśmy pukali, a otworzą nam. I to jest generalnie super. Tylko czemu tak często to wszystko, o czym tu mówi Pan Jezus, nie dotyczy mnie?! Tyle razy na modlitwie proszę i nic! Nie dostaję tego, o co proszę, szukam i nie mogę znaleźć, pukam, ale drzwi są ciągle zamknięte...

Gdy tak o tym myślę, przychodzi mi do głowy taka refleksja, że Pan Jezus wie, co mówi. Mało tego. On, wbrew mojemu doświadczeniu, spełnia moje prośby! Tylko często nie realizuje ich natychmiast i w takiej formie, jak tego mógłbym oczekiwać. Ale po czasie odkrywam, że dostałem dar o wiele wspanialszy, niż mogłem sobie wymarzyć!

Dlatego też bardzo polecam, aby zacząć dziękować Panu Bogu za rzeczy, o które nigdy Go nie prosimy, czyli cierpienie, porażki, trudne doświadczenia. Dlatego że On zawsze pragnie naszego największego szczęścia i za każdym trudem, porażką i cierpieniem schowany jest niewyobrażalny prezent, jakiego się nie spodziewamy i o który nigdy nie ośmielilibyśmy się prosić.

Panie Jezu, dziękuję Ci za wszystkie trudności, niepowodzenia, porażki. Ja wiem, że Ty mnie kochasz i pragniesz dla mnie największego szczęścia! Amen.