Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarzy wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody. Raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę swego ludu po całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze.

 

Gdy sięgnąłem po dzisiejsze czytanie, od pierwszego zdania towarzyszyła mi myśl: „Panie Boże, kiedy to się w końcu stanie”? Dopiero po chwili przyszła refleksja. Przecież to wszystko już się stało! Uczta – Eucharystia. Zdarty całun/zasłona – narodziny Chrystusa (możemy oglądać Boga). Zniszczona śmierć – Jego Zmartwychwstanie.

Jedno jeszcze się nie dopełniło – „I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremu zaufaliśmy...”. Jakoś trudno jest nam całkowicie złożyć ufność w Bogu. I dziwimy się, że ten ponoć dobry Bóg jeszcze nie otarł naszych łez i nie odjął od nas hańby, chociaż przyrzekł. Dopóty Bóg ma skrępowane ręce, dopóki nie pozwolisz Mu zadziałać w twoim życiu. Pozwól, żeby Jego ręka spoczęła na tobie.