Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec".

 

W tym fragmencie Ewangelii Jezus mówi o istocie tego, czym powinno być nasze życie. Mamy stawać się na Jego wzór. Mamy kochać – Boga, drugiego człowieka i siebie samego. Ta miłość zawsze związana będzie z umieraniem w nas tego wszystkiego, co nie jest z niej, co nie pozwala jej w nas i przez nas działać, co nie pozwala świadczyć o Bogu, który jest Miłością.

Służyć Jezusowi to właśnie kochać – kochać ze względu na Niego, to widzieć zdecydowanie dalej poza własny horyzont.

Strata zawsze wiąże się z jakimś bólem. Jednak, jeśli świadomie się na nią decydujemy – ze względu na Miłość – to zawsze będzie ona osłodzona Bożymi owocami.

Nie jest dobrze, żeby człowiek był sam – dobrze jest, kiedy wydaje plon, plon obfity. Dokonuje się to przez nasze obumieranie. Ważne, byśmy nie skupiali się na samym fakcie obumierania – to jest brama, by być bardziej, pełniej, mocniej. Taką drogę obrał Jezus. Jeśli my odpowiedzieliśmy na Jego wezwanie, to nie mamy innej.

Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili...