Błogosławieni jesteście, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego odrzucą z pogardą wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom".

 

Można przetrzeć oczy ze zdumienia, czytając dzisiejszą Ewangelię… Jezus obiecuje błogosławieństwo, a więc szczęście tym, którzy są ubodzy; tym, którzy głodują; tym, którzy płaczą, a w końcu i tym sponiewieranym za przyznawanie się do Niego… Dość nietypowe powody do szczęścia!

Powody do zmartwienia też są poniekąd dziwne: bogactwo, sytość, śmiech czy uznanie w oczach ludzi… Aż cisną się na usta słowa pogubionych uczniów z innego wydarzenia ewangelicznego: Trudna jest ta mowa, któż może jej słuchać? Wszystko, patrząc po ludzku, jest u Jezusa na opak – powody do szczęścia i powody do zmartwienia powinny być zamienione miejscami! A jednak to nie jest pomyłka Jezusa – Bóg wie, co mówi!…

W każdym położeniu człowieka, w każdym momencie naszego życia liczy się nasza wewnętrzna postawa wobec okoliczności, a nie same okoliczności. Można być ubogim i zarazem szczęśliwym w takim stanie posiadania, który pozwala mieć i być, a nie skupiać się na samej majętności, jak to grozi ludziom bogatym… W każdej z przytoczonych przez Mistrza z Nazaretu sytuacji życiowych chodzi o nasze podejście do życia – szczęście jest w nas a nie wokół nas…