I mówił do nich: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”. Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

 

Wysyłanie apostołów przez Jezusa na misję głoszenia Królestwa Bożego jest początkiem Kościoła. Z tamtego posłania zrodziła się nie tylko wiara Żydów współczesnych Jezusowi, ale pośrednio również nasza wiara.

„Wysyłał ich po dwóch”. Jezus czynił tak z wielu względów. Zupełnie po ludzku patrząc – we dwóch zawsze raźniej, zwłaszcza gdy idziemy w nieznane, gdy idziemy z misją, która jest zupełną nowością. Nie zapomnijmy też, że w czasach Jezusa chodzenie w pojedynkę po bezdrożach, pustynnych ścieżkach, nie było zbyt bezpiecznie. Dlatego wysyłał „po dwóch”. Do tych względów ludzkich dochodzą te bardziej apostolskie: sprawa była o wiele bardziej wiarygodna, jeśli opierała się na świadectwie dwóch osób – podobnie jak w sądzie, tak i w przepowiadaniu Królestwa potrzeba było mocnych świadków, by przyjęto ich przesłanie.

Dyrektor sercańskich misji i rekolekcji również na prace rekolekcyjne do większych parafii wysyła po dwóch księży. Dzielą się oni kazaniami, wspierają się wzajemnie, młodszy uczy się od starszego; gdy czasem któryś zachoruje, wysiądzie mu gardło, wówczas drugi przejmuje jego działkę. Przede wszystkim jednak dają świadectwo jedności, braterskiej życzliwości, przez co są zbudowaniem dla kapłanów, ale i dla wiernych. Dlatego Jezus posyła ich po dwóch…

„Dał im też władzę...”. To Jezus daje swoim apostołom i ich następcom duchową władzę: nad duchami nieczystymi, ale też władzę sprawowania Eucharystii, odpuszczania grzechów, głoszenia Królestwa Bożego. Wszystko, co apostołowie, a potem też kapłani, misjonarze posiadają, pochodzi od Chrystusa. Nie mają tego z siebie samych. To nie pochodzi z ich zdolności, fantazji, inteligencji; nie z własnej pracy czy zapobiegliwości.

Ta moc, to światło, ta specyficzna władza zupełnie przekracza ludzkie możliwości. Ona może pochodzić tylko od Boga. I dlatego słuchacze, wierni, nawet jeśli w pierwszym odruchu mocno skupiają się na człowieku, który głosi Chrystusa, nie powinni zapominać, że jest on jedynie narzędziem w ręku Boga. Czasem to żywe narzędzie jest zgrabniejsze, łatwiej pomaga dotrzeć do Boga, nie zasłania Go; czasem jednak ta słaba ludzka postura głosiciela sprawia, że wierni muszą się bardzo wysilać, aby nie zwątpić, że ten człowiek reprezentuje Boga, że mówi w Jego imieniu, że nawet w nieudolny sposób zwiastuje Chrystusa.

Władza duchowa pochodzi od Boga, nie od człowieka – dlatego nawet wtedy, gdy człowiek-apostoł jest słaby, grzeszny, może i nieudolny, to jednak słowo, czy sakramenty, które głosi i sprawia, skutkują Bożą łaską. O to możemy być spokojni. To On dał im władzę…

„Przykazał im, aby nic nie brali ze sobą”. Dlaczego Jezus kazał apostołom iść bez zabezpieczeń, bez podstawowych rzeczy, które wtedy były niezbędne w podróży? Jezus nie chce, byśmy szukali oparcia w środkach materialnych, nawet w tych bardzo nowoczesnych. Siła i moc naszej misji tkwią w słowie, które mamy głosić: „Spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących” (1 Kor 1,21). Boże Słowo – to jest nasz atut, bogactwo, którym się dzielimy. Młody Kościół po zmartwychwstaniu Jezusa nie miał żadnych struktur materialnych, kościołów, domów rekolekcyjnych, samochodów. Mimo tego ubóstwa rozwijał się bardzo dynamicznie: mocą słowa, wiarygodnością świadków, tchnieniem Ducha. Dlatego nie potrzeba zbyt wiele, by pozyskać wielu.

„Strząśnijcie proch z nóg”. A jeśli ktoś nie przyjmie świadka Chrystusa, jego los jest smutny. Proch strząśnięty z nóg Chrystusowych świadków będzie świadectwem dla nich, oskarżeniem, że nie rozpoznali czasu swojego nawiedzenia, że nie uwierzyli. Cóż, byli i tacy, którzy nie uwierzyli samemu Jezusowi, choć czynił niezwykłe znaki. Wielu jednak uwierzyło.

Podobnie z uczniami Jezusa – im też nie wszyscy dadzą wiarę, ale równocześnie wielu będzie takich, którzy otwartym sercem przyjmą ich słowo. Dlatego trzeba i warto iść do wszystkich spragnionych Bożego słowa, Bożego życia. W imię Jezusa, który nas posyła.