XXVI Niedziela Zwykła (Jk 5, 1-6)

Teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam i toczyć będzie ciała wasze niby ogień. Zebraliście w dniach ostatecznych skarby. Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów. Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi. Potępiliście i zabili sprawiedliwego: nie stawia wam oporu.

Nie zapomnę jednego z zapachów dzieciństwa. Zawsze wdzierał się w nos późną jesienią, na początku zimy w każdym publiczny miejscu. "Zapach" naftaliny. Być może chronił przed molami trudem zdobyte kobiece futra, chude lisy z plastikowymi oczami. Naftalina odeszła do lamusa wypchana z rynku przez lawendowe zamienniki. Zapach inny - problem ten sam. Bo problemem nie jest taki czy inny zapach odstraszający mole, ale brak świeżości. Deficyt świeżego powietrza, nowości, działania... Bo czy nie o tym dzisiejsze II czytanie? Czy nie jest smutnym wyrzutem nad rozlanym mlekiem? Czarną konsekwencją? Czego? Braku świeżości, otwarcia drzwi na Ducha, dostrzeżenia problemu. Bogactwo zamyka, radzi otoczyć się wysoki murem, strzec przed wrogiem sprytnym monitoringiem. Czy zatem bieda otwiera? Czasem. Częściej jednak pomaga zbierać skarby niepoliczalne...

ks. Radek Warenda scj

www.radekscj.pl