Film na samym początku wyjaśnia jego tytuł. Otóż młody Rajmund – takie było chrzcielne imię późniejszego ojca Kolbego – ma wizję Matki Bożej, która proponuje mu dwie korony – białą i czerwoną. Pierwsza symbolizowała czystość a druga męczeństwo. Matka Boża zapytała młodego Mundka, którą wybiera. Wybrał obie. Czystość realizował jako zakonnik. Męczeńską śmierć poniósł w obozie koncentracyjnym.

„Dwie korony” to fabularyzowany dokument. Jak przekonują jego twórcy, to pierwszy film ukazujący nieznane dotąd powszechnie fakty z życia o. Maksymiliana Kolbego, począwszy od jego dzieciństwa, aż do heroicznej śmierci.

Reżyserem filmu jest Michał Kondrat. „Dzięki temu filmowi widzowie będą mogli poznać nie tylko jego niesamowite dzieła, ale także niezwykłą duchowość i charyzmę. O. Maksymilian Kolbe był osobą małomówną, ale zachwycał swoją postawą. Film pokazuje jego działalność w innych krajach oraz fenomen jego umysłu. Będąc młodym chłopcem opracował bardzo nowoczesne urządzenie, dużo doskonalsze niż ówczesny telegraf. Mało kto wie, że o. Maksymilian Kolbe zaprojektował także pojazd do przemieszczania się między planetami” – podkreśla Kondrat.

W rolę o. Maksymiliana Kolbego wcielił się Adam Woronowicz. W pozostałych rolach wystąpili Cezary Pazura, Artur Barciś, Maciej Musiał, Antoni Pawlicki, Dominika Figurska, Sławomir Orzechowski i inni. Muzykę do filmu skomponował Robert Janson.

djęcia dokumentalne zostały zrealizowane w Polsce, Japonii i we Włoszech. Do udziału w nich zaproszeni zostali duchowni i świeccy, znawcy życia o. Maksymiliana. Jeden z nich, współwięzień z obozu w Auschwitz, Kazimierz Piechowski, wspomina, iż słowa, które wówczas usłyszał od św. Maksymiliana Kolbego, przemieniły go i ukierunkowały duchowo na całe życie.
„Dwie Korony” grane są w polskich kinach od 13 października.

Tak na film zareagowano po jego krakowskiej premierze:

O. Michał Legan OSPPE z Katedry Teologii Mediów na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II, gdzie m.in. prowadzi zajęcia fakultatywne: „Krytyka filmowa”: 

„Nie zdawałem sobie sprawy, że to jest film, który łączy wątki fabularne z dokumentalnymi. Kiedy usłyszałem o tym z ust reżysera, to trochę się spiąłem w środku, bo to rzadko ładnie wychodzi. Ale tym razem jestem przekonany, że to zostało doskonale połączone i że bardzo się zgrywa. Rzeczywiście jest chyba taka potrzeba, żeby tę historię opowiedzieć nie tylko w fabule, czyli w takiej formule, w której zawsze można wziąć w nawias intencje autorów – czy to co pokazują jest prawdziwe, czy może troszeczkę przesadzili. A ta konkretna historia jest tak piękna w swojej prawdziwości, że chyba potrzebowała właśnie świadectwa, potrzebowała wypowiedzi tych, którzy odkryli postać Maksymiliana Kolbe.

Jestem pod bardzo dużym i bardzo pozytywnym wrażeniem. Z przyjemnością oglądało się film. Wielki atut w muzyce, wielki atut w balansie między patosem a poczuciem humoru, bardzo piękne epizody, świetnie zagrane, świetnie poprowadzone.

Osobiście bardzo kocham tego świętego. Nawet na bierzmowanie wziąłem jego imię. Jest taki wątek, który regularnie pojawia się w filmach o świętych – to jest taka scena, w której bohatera filmu przedstawia się jako głuptaska, który nic nie znaczy, który jest marzycielem, który siedzi naprzeciwko ludzi ważnych, zarządzających czy posiadających pieniądze i pokornie o coś prosi. Ci ważni i bogaci różnie reagują. Najczęściej mówią „nie, to nie do zrobienia, to się nie uda, to jest plan, który nie wyjdzie”. Potem historia to weryfikuje i okazuje się, że to ci święci szaleńcy mieli rację. Dzisiaj odkryłem właśnie Maksymiliana jako kogoś takiego, jako takiego pokornego szaleńca, który nie miał prawa być przez swoich współczesnych zrozumiany do końca, bo pewnie w swoich planach bardzo przesadzał i te plany były kosmiczne – dosłownie i w przenośni – a historia weryfikuje, że tacy szaleńcy mają w Kościele najwięcej racji. Może to odkrycie nie jest zbyt głębokie, może nawet banalne, ale bardzo pocieszające dla wszystkich szaleńców dzisiejszego dnia.

Myślę, że trzeba się odważyć na szalone pomysły, że nie można pozostać w ryzach tego, co prawdopodobne, co możliwe za ten grosz, który się ma tu i teraz, co dostępne – trzeba się odważyć na szaleństwa, trzeba się odważyć na oddanie życia”.

O. Jan Maria Szewek OFMConv – rzecznik prasowy krakowskiej prowincji franciszkanów konwentualnych, współbrat św. Maksymiliana Marii Kolbego:

„Ciekawa konwencja, że to jest film fabularyzowany. Myślę, że właśnie te elementy fabularne były w filmie ożywiające; było dużo humoru słownego – to jest atut, który może przyciągnąć młodego widza.

Mnie jest ciężej oceniać pewne rzeczy, ponieważ wszystkie treści dotyczące o. Maksymiliana dobrze znam. Pracowałem w Centrum św. Maksymiliana w Harmężach koło Oświęcimia, więc zwłaszcza wątek obozowy doskonale jest mi znany gdyż często oprowadzałem gości po wystawie pana Mariana Kołodzieja.

Myślę, że dla nowego widza, dla człowieka, który nie zna o. Maksymiliana, to jest to bardzo wartościowy film – daje dużo wiedzy, ale może też zbliżyć do Pana Boga. Film pokazuje, jak w życiu św. Maksymiliana działała Opatrzność, na czym polega nie tylko wiara w Boga, ale i zawierzenie Panu Bogu – jeżeli się zawierzy Panu Bogu, to można góry przenosić, można zdobywać rzeczy, o których sobie inni nawet nie pomarzą. Reżyser pokazał wielkość wiary i to, że św. Maksymilian miał czyste intencje – osiągnął tak wiele, bo nie siebie szukał, ale szukał Pana Boga, szukał dobra drugiego człowieka. W filmie pokazano też konsekwencję św. Maksymiliana – to, co głosił na ambonie, to, co głosił poprzez media przez siebie stworzone, to później o tym zaświadczył w Auschwitz oddając życie za drugiego człowieka. On słowem głosił przykazanie miłości – najważniejsze przykazanie i pokazał, że nie tylko głosił, ale i praktykował, że nie tylko o tym mówił, ale w to głęboko wierzył. Całym swoim życiem pokazał, że Bóg jest dla niego najważniejszy, że pomagając innym dojść do Pana Boga, samemu się zbliża do Boga, czyli pomagając innym się zbawić, samemu się zbawia”.