Kościół wypowiada się na temat cieżaru grzechów, także seksualnych, choć nie zawsze w konkretnych sytuacjach jest łatwo wytyczyć wyraźne granice cieżkości poszczególnych grzechów.(por. RP 17) Warto spróbować zgłębić ten temat, aby na trudne pytania i niekiedy wielkie dylematy sumienia nie dawać zbyt prostych odpowiedzi.
Co to są grzechy śmiertelne?
Już w Starym Testamencie istnieje świadomość, że są grzechy, za które skazywano winnego na wygnanie na pustynię - „wyłączenie spośród ludu”. Taka kara oznaczała pozbawienie człowieka pomocy wspólnoty i skazanie go na śmierć z głodu, nocnego zimna, nieuniknionego ataku drapieżnych zwierząt polujących na pustkowiu. Oprócz grzechów, za które karano śmiercią widziano także inne grzechy, przede wszystkim popełnione z nieświadomości, które mogły być odpuszczone poprzez złożenie ofiary przebłagalnej. (por. RP 17).

W Nowym Testamencie pojawia się nowa interpretacja grzechu rozumianego nie tylko jako zły czyn, ale jako stan serca człowieka. Św. Jan mówi o grzechu, „który sprowadza śmierć” (prós thánaton), w przeciwieństwie do grzechu, „który nie sprowadza śmierci” (me prós thánaton) (1J 5,16n) (por. RP 17). W tym głębszym, duchowym ujęciu grzechu karą za niego nie jest śmierć fizyczna, ale śmierć duchowa: „chodzi o utratę prawdziwego życia czy „życia wiecznego”, którym według św. Jana jest znajomość Ojca i Syna, komunia i ścisła więź z Nimi”(RP 17). Ten fragment Pisma św., jak i inne, potwierdzają istnienie win, mogących ściągnąć na grzesznika jako karę „śmierć wieczną”.
Grzech śmiertelny, to taki grzech, który pozbawia człowieka łaski uświęcającej, przyjaźni z Bogiem, miłości, a zatem szczęśliwości wiecznej. Skutek grzechu śmiertelnego wprowadza taki nieład w duszy, że że człowiek odwraca się się od celu ostatecznego, czyli od Boga. Przestaje go kochać. Schodzi z drogi prowadzącej do Boga. Przerywa wędrówkę ku Niemu.
Grzech powszedni, to taki grzech, który sprawia, że człowiek w drodze do Boga zatrzymuje się chwilowo lub zwalnia kroku, „nie porzucając jednakże drogi Bożej” (por. RP 17). Grzech powszedni nie powinien być jednak pomniejszany „ tak jakby automatycznie był czymś, na co można nie zwracać uwagi, lub grzechem mało ważnym. Człowiek wie przecież z bolesnego doświadczenia, że świadomym i dobrowolnym aktem swej woli może zawrócić i iść w kierunku przeciwnym woli Bożej, oddalając się w ten sposób od Niego (aversio a Deo), odrzucając komunię miłości z Nim, odrywając się od zasady życia, którą jest On, a zatem wybierając śmierć” (por. RP 17). Grzechy powszednie, które są przecież też jakimś odejściem od Boga mogą stopniowo doprowadzić do decyzji popełnienia grzechu śmiertelnego. Widać to dobrze w sferze seksualnej, że grzechy natury seksualnej osłabiają życie modlitwy, prowadzą do rezygnacji z niego, osłabiają poczucie bliskości Boga, co owocuje obojętnością wobec Niego. Osłabiają także wolę trwania w dobrym i ułatwiają podjęcie całego szeregu decyzji, które systematycznie odrywają od Boga. Lekceważenie jeszcze stosunkowo małych problemów seksualnych u niektórych ludzi może szybko zaowocować pojawieniem się znacznie większych problemów i grzechów. W szczególnych sytuacjach może się nawet zdarzyć, że u niektórych ludzi grzechy seksualne są w stanie zniszczyć osobowość do tego stopnia, że szatan uzyskuje duży wpływ na życie człowieka.

Dlaczego grzechy seksualne są poważnym (ciężkim) nieuporządkowaniem moralnym?

Sfera seksualna jest obszarem szczególnie delikatnym, szczególnie podatnym na wpływy otoczenia, plastycznym w kształtowaniu. Przy jej udziale człowiek potrafi przeżywać szczęście, głęboką radość życia jak i z jej powodu bardzo cierpieć — przeżywać poczucie winy i długotrwały psychiczny ból, emocjonalne zranienie. Im bardziej jakaś sfera jest bogata i dynamiczna, tym łatwiej może dać wielkie szczęście jak i szybko ulec nieporządkowi. Dlatego tym bardziej powinno się otoczyć ją rozumną troską, szczególną ochroną i miłością. „Według tradycji chrześcijańskiej i nauki Kościoła oraz wskazań prawego rozumu porządek moralny w dziedzinie seksualnej obejmuje dobra życia ludzkiego tak wielkiej wartości, iż wszelkie bezpośrednie naruszenie tego porządku jest obiektywnie przekroczeniem ciężkim” (PH 10).
Zanim wyjaśnimy znaczenie sformułowania „obiektywnie przekroczeniem cieżkim” zatrzymajmy się nad motywacją, takiego stanowiska. Surowa ocena naruszenia porządku w sferze seksualnej nie wypływa, jak się niektórym wydaje, z postawy negującej wartość seksualności, ale wprost przeciwnie z postawy jej afirmacji. Zachwyt nad darem współżycia małżeńskiego jest tak wielki, że Kościół dostrzega w nim obecność samego Boga. Takie piękne założenia muszą mieć wpływ na interpretowanie grzechów małżeńskich. Celem drogi proponowanej małżonkom przez Kościół jest odkrycie wielkiej wartości aktu seksualnego. Ich bliskość ma pomagać im budować więź między nimi, przyczyniać się do rozwoju ich miłości, przybliżać do Boga. Gdy jednak pomimo troski o ład seksualny nie obserwujemy u wierzących małżonków takich owoców, a zamiast coraz radośniej przeżywanej bliskości Boga i człowieka nasila się poczucie winy z powodu upadków na drodze do Boga, pojawiają się zahamowania w ekspresji swojej seksualności i to nawet w czasie współżycia seksualnego, gdy małżonkowie boją się do siebie przytulać, gdy z powodu trudności seksualnych prawie w ogóle nie przystępują do Komunii św. - to możemy być pewni, że małżonkowie źle zinterpretowali naukę Kościoła. Owocem troski o chrześcijańskie życie nie mogą być, zamiast radości spotkania z Bogiem i wzmocnienia miłości między małżonkami - lęk, oziębłość i stałe poczucie zagrożenia grzechem lub poczucie prawie nieustannego wpadania w grzechy ciężkie. Gdyby rozwijać taki kierunek formacji katolickiej, to w którymś momencie trzeba by sformułować wniosek, że sakramentalne małżeństwo jest wyborem życia najbardziej zagrażającym zbawieniu, bo przecież tylko w nim ludzie żyją w tak dużej bliskości, że są permanentnie narażeni na grzech śmiertelny. Przekazywanie ludziom informacji, że kontakt z kochaną osobą – współmałżonkiem oznacza nieustanne zagrożenie grzechem ciężkim jest teologicznym i moralny absurdem. Jest jednym z większych grzechów przeciwko małżeństwu.
Ciężka materia grzechów seksualnych
W dzisiejszych czasach ludzie coraz częściej przeczą możliwości popełnienia grzechu śmiertelnego w sferze seksualnej i tym samym akceptują coraz szersze spektrum zachowań seksualnych, które Kościół przez wieki uważał za złe. Kultura Zachodu akceptuje, a nawet preferuje wszystkie zachowania seksualne, oprócz pedofilii. Kanony etyczne współczesnej kultury tylko w tym jednym przypadku oznaczają się surowością. Zawężenie możliwości popełnienia grzechów śmiertelnych (utożsamianych w tradycji i nauczaniu Kościoła z ciężkimi) tylko do największych zaburzeń osobowości, sprawia, że chrześcijanie mało gorliwi stają się otwarci na wszelkie propozycje jakie niesie im świat. Są pozbawieni zarówno wzrorców czystości jak i barier powstrzymujących ich przed złem. Uznanie za dozwolone większości zachowań seksualnych dotychczas traktowanych jako „ciężka materia” osłabia u tych ludzi dążenie do zachowania wskazań moralnych (por. PH 10).

Takim liberalnym poglądom Kościół wyraźnie się sprzeciwia głosząc, że każdy grzech w sferze seksualnej może doprowadzić do grzechu śmiertelnego, ale to nie znaczy, że opowiada się za drugą skrajnością – że każdy grzech seksualny jest śmiertelny. Trend, aby uznać prawie większość zachowań seksualnych za moralnie dozwolone pojawił się też na terenie kościelnym w odpowiednio zmutowanej formie. Rozpowszechniać się zaczął pogląd, że grzechami śmiertelnymi są tylko grzechy bezpośrednio odrzucające Bogu. Dlatego współczesne dokumenty Kościoła nieustannie dopowiadają, że grzechami śmiertelnymi mogą być także ludzkie czyny, które poważnie godzą w przykazanie miłości bliźniego, np. terroryzm albo handel kobietami lub dziećmi. Takie okrutne czyny mogą być popełniane świadomie i dobrowolnie i wtedy są grzechami śmiertelnymi. Ich sprawca może w ogóle nie mieć intencji odrzucenia Boga, może nawet w ogóle o Bogu nie myśleć, a jednak świadomie i dobrowolnie wybierając coś co jest poważnym nieuporządkowaniem moralnym zrywa kontakt z Bogiem (por. VS 70).
Takimi czynami w sferze seksualnej mogą być, np. gwałt, aborcja, wykorzystywanie seksualne, współżycie seksualne poza związkiem małżeńskim, ale też grzechy wydawałoby się mniejszego kalibru, ale w wielu przypadkach, gdy są lekceważone, prowadzące do rozwinięcia się niebezpiecznych skłonności w nałóg, podatności w uzależnienie. Nie wiadomo kiedy człowiek przekroczy niebezpieczną granicę. W ankietach niemal wszyscy erotomani wyznają, że ich problemy zaczęły się od masturbacji. Antykoncepcja nie tylko pomaga podjąć decyzję współżycia z przypadkową osobą – złamanie zakazu „nie cudzołóż”, ale i zwiększa prawdopodobieństwo podjęcia decyzji o aborcji, w przypadku gdy pomimo zabezpieczeń dojdzie do poczęcia dziecka. Rozwiązłość seksualna prowadzi do coraz częstszych przypadków molestowania seksualnego. Często te same osoby, które zgadzały się na obecność erotomańskich wzorców zachowań w kulturze stają się rzecznikami surowych kar dla przestępców seksualnych. W kolejnej odsłonie swojego oświecenia przybierają maskę żarliwych obrońców moralności.

Czyny, które zawsze rodzą zło bez względu na intencję, z jaką się je podejmuje – są w teologii moralnej określane jako «czyny wewnętrznie złe». Są one radykalnie sprzeczne z dobrem osoby, stworzonej na obraz Boży. Dobra intencja, szczególne okoliczności popełnienia grzesznego czynu mogą łagodzić ich zło, ale nie mogą go usunąć . Mogą rodzić się z rozpaczy, samotności, presji otoczenia, ale pomimo tego zło jakie się dokonało zniszczyło jakieś wielkie dobro. Niewinni ludzie tracą życie, dzieci zostają pozbawione rodziców i wychowania, zniszczona zostaje osobowość człowieka, jego rozwój zostaje zahamowany na wiele lat… Zło, do którego człowiek doprowadził jest obiektywnie tak wielkie (bez względu na intencje), że jego skutki dramatycznie zwracają się przeciwko samemu człowiekowi z ciemną i potężną niszczycielską siłą . Człowiek sam sprowadza na siebie lub innych cierpienie (czasami naprawdę olbrzymie) przez to, że pogwałcił prawo natury. Nie Bóg go karze, ale sama ludzka natura, która nie zniosła dokonanego na niej gwałtu. Cóż z tego, że możemy usprawiedliwić daną osobę zdejmując z niej częściowo ciężar osobistej winy moralnej (dostrzeżmy jej ludzką niedojrzałość, zrozumiemy powagę motywów jakimi się kierowała) jeśli zło, które popełniła i tak zniszczyło jej zdolność do kochania współmałżonka, poważnie skomplikowało jej życie osobiste i rodzinne, doprowadziło do nałogu, rozwodu, pozbawiło życia istotę ludzką.

Kiedy grzechy seksualne są śmiertelnymi?
Stwierdzenie, że naruszenie porządku w sferze seksualnej „jest obiektywnie przekroczeniem ciężkim” oznacza, że Kościół, wypowiadając się zdecydowanie na temat zła moralnego osądza jedynie zewnętrzne zachowania (ludzkie czyny), a nie człowieka, który się tego czynu dopuścił. Gdy zastanawiamy się nad obiektywnym złem, które wyrządza jakiś czyn, albo prowadzi do niego, np. utratę życia, stwierdzamy, że zabicie człowieka jest obiektywnie przekroczeniem ciężkim. Gdy jednak osądzamy konkretnego człowieka nasz sąd, o ile ma być sprawiedliwy, musi być o wiele bardziej złożony. Dlatego sprawiedliwy osąd moralny wykracza poza ocenę zewnętrzych skutków ludzkiego czynu. Wymaga dowiedzenia się czegoś o jego wnetrzu: z jaką intencją działał, w jakich okolicznościach się to wydarzyło.
Poznając mądrość nauki Kościoła uczymy się osobowego a nie przedmiotowego podejścia do człowieka. Jego czyny interesują nas w kontekści jego życia. Dopiero przy takim spojrzeniu możemy dostrzec i uporządkować kilka kwestii. Gdy ktoś zrobi jakieś zło, ale nie zdaje sobie z tego sprawy, to nawet gdy zrobił komuś krzywdę, nie jest odpowiedzialny moralnie za swój czyn. Mówimy wtedy o błędzie, ale nie o grzechu. Błędy się nam często zdarzają, np. zapomnieliśmy wyłączyć gaz. Gdy uświadamiamy je sobie szybko staramy się je naprawić, ale się z nich nie spowiadamy. Gdy jednak robimy to samo świadomie i dobrowolnie, to wyrządzona komuś z tego powodu krzywda, jest winą moralną. Odpowiedzialność moralna za swoje czyny dotyczy wszystkich ludzi, ale nie wszyscy traktują ją jako grzech. Grzech jest wtedy, gdy dany człowiek jest chrześcijaninem - przeżywa osobistą więź z Bogiem i ma świadomość, że wyrządzając świadomie i dobrowolnie komuś zło występuje przeciwko przykazaniu miłości Boga i człowieka.
Taka głęboka i różnorodna refleksja nad ludzkimi decyzjami jest możliwa dopiero wtedy, gdy w centrum naszego osądu znajdzie się CZŁOWIEK JAKO OSOBA – rozumna i wolna, a nie poszczególne zachowania czy czyny „same w sobie". Ocena samych czynów człowieka – ich obiektywnego zła jest, jakkolwiek ważna, to jednak bardzo powierzchowna. Ocena moralna – czy coś jest dobre czy złe - o jaką nam chodzi pojawia się dopiero „wtedy, gdy dane zachowanie nie analizujemy „samo w sobie”, lecz w odniesieniu do konkretnej osoby, do jej specyficznego stopnia świadomości moralnej i wolności, a także w odniesieniu do zewnętrznych uwarunkowań, w jakich ta osoba działa. Z tego względu te same zachowania mogą mieć zupełnie inną wartość moralną, jeśli zostały wykonane przez różne osoby lub przez tę samą osobę, ale w różnych fazach jej życia i osobowego rozwoju” .

W przypadku oceny moralnej małżonków warto wziąźć pod uwagę nie tylko osobowy rozwój, ale i w jakim okresie małżeństwa pojawiają się grzechy seksualne? Pomimo zewnętrzego podobieństwa każdego z grzechów, jest zasadnicza różnica, gdy, np. zachowania antykoncepcyjne pojawiają się przy możliwości regularnego współżycia seksualnego, czy np. po kilkumiesięcznym okresie wstrzemięźliwości w fazie karmienia piersią? Czy u małżeństwa bezdzietnego czy mającego już trójkę albo czwórkę dzieci? Tego typu rozróżnienia budzą czasami kontrowersję, dlatego, że pewna grupa ludzie woli proste i nieskomplikowane (a tym samym bezosobowe) rostrzygnięcia moralne. Tylko, że wtedy, gdy mamy do czynienia z żywym człowiekiem takie proste rostrzygnięcia mogą się okazać bardzo niesprawiedliwe. Wyjaśnijmy to na najbardziej jaskrawym przykładzie sądu nad człowiekim, który spowodował śmierć drugiej osoby. Wykroczył przeciwko przykazaniu: „nie zabijaj”. Jest to przykazanie sąsiadujące z przykazaniem: „nie cudzołóż”. W przypadku zabicia człowieka można otrzymać bardzo różną karę. Karę śmierci lub dożywotniego więzienia - za zabójstwo z premedytacją; za zabójstwo w afekcie można pójść do więzienia na kilka lat; dostać karę w zawieszeniu - za nieumyślne spowodowanie śmierci, np. w wypadku samochodowym. A gdy stwierdzi się niepoczytalność człowieka (np. ratującego świat przed kosmitami, z którymi utożsamia niektórych ludzi) – można zostać uniewinnionym, ale w zamian za to skierowanym do szpitala psychiatrycznego na stosowne leczenie. W każdym z tych przypadków dokonała się tragedia zabicia człowieka, ale ten obiektywnie zły czyn został w inny sposób oceniony. Dlaczego? Ponieważ w każdym z tych przypadków nie sądzono już czynu jako takiego, ale człowieka, który ten czyn dokonał. Zrozumienie filozofii takiego podejścia powinno wyjaśnić wiele wątpliwości w dziedzinie życia seksualnego. Jeżeli takie zasady oceny stosuje się w przypadku największych krzywd, to tym bardziej trzeba je stosować w przypadku problemów typowo małżeńskich, pojawiajacych się u kochających się małżonków.

Kościół w swoim nauczaniu moralnym od wieków stosuje takie podejście do grzesznika. Ma ono odbicie w definicji grzechu śmiertelnego. „Grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i ktory nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą” (za VS 70). Definicja ta „nie tylko zwraca uwagę na „poważną materię” grzechu śmiertelnego, ale przypomina też, że jego koniecznym warunkiem jest „pełna świadomość i całkowita zgoda”. Zresztą zarówno teologia moralna jak i praktyka duszpasterska dobrze znają przypadki, w których czyn poważny ze względu na swoją materię nie stanowi grzechu śmiertelnego, z powodu braku pełnej świadomości lub całkowitej zgody osoby, która go dokonuje” (VS 70). W refleksji nad grzechami seksualnymi często się zapomina, że ocena moralna także tych grzechów dokonuje się nie tylko na podstawie jednego z trzech kryteriów, ale na podstawie wszystkich trzech kryteriów: ciężkości materii grzechu (wielkości zła), świadomości człowieka i dobrowolności jego zachowań. Bardzo dużo ludzi, gdy mówi o swoich grzechach seksualnych przypomina sobie, że popłniając je kierowali się opinią środowiska, która traktowała takie decyzje za normalne, dobre, niegrzeszne; że przez długi czas nie zdawali sobie sprawy, że czyny te są grzechem; że mieli jakieś poczucie zła, ale nie byli w stanie w pełni tego sobie uświadomić; że naciski rodziny były tak silne, że nie umieli się im przeciwstawić…. Ci wszyscy ludzie mówią bardzo ważną prawdę o swojej świadomości i wolności w podejmowaniu brzemiennej w skutki decyzji.
Świadomość i dobrowolność decyzji człowieka

Kościół także zwraca uwagę, że przy ocenie moralnej grzechów seksualnych trzeba sobie zdawać sprawę ze specyfiki samej seksualności „Należy oczywiście przyznać, że ze względu na rodzaj i przyczyny grzechów natury seksualnej, zdarza się, że nie występuje w nich w pełni wolne przyzwolenie. W wyniku tego wymaga się tu roztropności i ostrożności w wydawaniu jakiegokolwiek sądu o odpowiedzialności człowieka”(PH 10). Kościół także uważa, że psychologia dostarcza zagadnieniu grzechów seksualnych „wielu ważnych i pożytecznych wskazówek, w oparciu, o które należy wydawać bardziej właściwy sąd o odpowiedzialności moralnej i ukierunkować działalność duszpasterską” (PH 9 w kontekście grzechu masturbacji). Psychologia może np. pomoc zrozumieć jak niedojrzałość wieku młodzieńczego przeciąga się ponad ten wiek lub jaki wpływ na zachowania seksualne człowieka ma brak równowagi psychicznej lub też nabyte przyzwyczajenia „zmniejszając dobrowolność czynów i sprawiając, że subiektywnie nie zawsze zaciąga się ciężką winę” (PH 9 w kontekście problemu masturbacji). Decyzja popełnienia zła rodzi się czasem z trudnych czy wręcz dramatycznych doświadczeń głębokiego cierpienia, samotności, gdy człowiek czuje się opuszczony przez najbliższych. Czasami popada w rozpacz z racji całkowitego braku perspektyw ekonomicznych, niejednokrotnie poddany jest silnej presji najbliższego otoczenia. Na popełnianie grzechów seksualnych wpływa niedojrzałość uczuciowa, nabyte nawyki, stany lękowe, depresje. Często zachowania seksualne są wyrazem żalu, urazu czy reakcją na poczucie niższości . Dużą rolę odgrywają czynniki społeczne, kulturowe jak na przykład intensywna reklama zachowań niemoralnych. Wszystkie okoliczności, które wpływają na decyzję popełnienia zła, jak i intencja z jaką się coś robi mogą znacznie złagodzić odpowiedzialność moralną, a nawet zredukować do minimum winę moralną grzesznika . Nie mogą jednak usunąć zła, które się i tak dokonało bez względu na motywy postępowania i trudne warunki w jakich się podejmowało decyzję. Podobnie jak kradzież zawsze wyrządza komuś jakąś krzywdę, nawet wtedy, gdy osobą kradnącą jest bezrobotna matka nie mająca pieniędzy na nakarmienie głodnych dzieci. Można powiedzieć, że im człowiek jest mniej dojrzały duchowo, im trudniejsza jest jego sytuacja, im większy lęk go ogarnia - tym mniejsza jest świadomość lub dobrowolność czynu i tym samym mniejszy jest osobisty grzech człowieka. Im większej ofiary wymaga trwanie w dobru, tym bardziej taka postawa jest znakiem świętości, ale równocześnie niemożność podjęcia tak trudnego wezwania spotyka się z większym miłosierdziem Boga i wyrozumiałością Kościoła.

Jest wiele sytuacji bardzo złożonych i niejasnych pod względem psychologicznym, które wywierają wpływ na poczytalność grzesznika. Dlatego w wielu przypadkach słuchając człowieka nie umiemy wydać sprawiedliwego sądu. Nasze osądy są albo zbyt surowe, albo zbyt łagodne, i w tym sensie niesprawiedliwe. Dlatego Kościół ma świadomość, że ostatecznym sędzią ludzkich sumień jest tylko Bóg. Przedstawiciele Kościoła nie mając możliwości pełnego poznania sumienia drugiego człowieka nie ustalają także kryteriów jego zbawienia. Nie przypadkowo Kościół nie wypowiedział się nigdy na temat dostąpienia zbawienia lub wiecznego potępienia (czyli śmierci w stanie grzechu śmiertelnego) takich figur zła jak Judasz, Stalin lub Hitler, choć ich decyzje i czynu zostały surowo potępione. Kościół bezpiecznie może głosić tylko prawdę, która oświeca i porusza ludzkie serca. Oznacza to, że Kościół głosząc bardzo trudną naukę ( we wszystkich dziedzinach, a nie tylko w dziedzinie seksualnej) nie potępia nikogo. Nie zna bowiem historii życia danego człowieka, planów Bożych względem niego, okoliczności jakie wpłynęły na decyzję, nie zna intencji jego wyborów, aktualnej zdolności do rozeznania dobra i zła itp. Wszystkie te kryteria i zarazem fakty obciążające lub usprawiedliwiające człowieka znane są w pełni tylko Bogu. Nawet największy grzesznik w ludzkiej ocenie może być zbawiony, ponieważ jego występki mogą znaleźć usprawiedliwienie w oczach Bożych. „Należy tu przypomnieć przede wszystkim słowa Pisma Świętego: człowiek bierze pod uwagę to, co widoczne dla oczu, Bóg natomiast patrzy w serce(1 Sm 16, 7)”(PH 10).

Napięcie pomiędzy obiektywną i subiektywną oceną grzechu
Bardzo często, i to właśnie w przypadku grzechów seksualnych, próbujemy ocenić grzech wybiórczo tylko na podstawie jednego z trzech podanych kryteriów. W Kościele polskim silnie zakorzeniony jest jeden typ wrażliwości chrześcijańskiej, która reaguje przede wszystkim na obiektywną materię grzechu i dlatego silnie sugeruje, że wszystkie grzechy seksualne, ponieważ mają ciężką materię są od razu ciężkie i tym samym śmiertelne. To prowadzi do wielkiej surowości w ocenie moralnej ludzi grzeszących seksualnie. Popełnia się wtedy błąd, który polega na braku sprawiedliwego osądu ludzkiego czynu. Nie bierze się wystarczająco pod uwagę wymienianych przez naukę Kościoła dwóch ważnych czynników: świadomości i dobrowolności człowieka.

Wyważony i roztropny sąd nie jest łatwy. Ludzie zależnie od osobowości, sposobu w jaki przeżywają swoją seksualność, doświadczeń życiowych, potrzebują różnego podejścia duszpasterskiego. Jednym osobom trzeba z całą stanowczością uświadamiać powagę zła, które czynią, innym, przeżywającym duże poczucie winy i straty trzeba pomóc odzyskać głębszy sens życia. W wielu przypadkach potrzebne jest oddramatyzowanie problemów seksualnych, aby umęczony człowiek, zafiksowany na swojej seksualności, mógł pomimo swoich problemów cieszyć się życiem, odkryć Bożą miłość i przebaczenie.
Jednostronność oceny może bardzo negatywnie wpłynąć na penitenta. I Rozważnym taki przypadek – osoba molestowana w dzieciństwie przyjęła na siebie winę za czyn ojca, który ją wykorzystywał. Ma wzmożone poczucie winy, bardzo niską samoocenę. Natężenie tych stanów wzrasta szczególnie, gdy osoba ta naruszy sferę seksualną. Jej głębokie konflikty wewnętrzne sprawiają, że od wczesnych lat się masturbuje. Gdy na spowiedzi słyszy, że po każej mastrurbacji nie może już iść do komunii (dość częsta praktyka duszapsterska bezwględnie zalecająca spowiedź po takim grzechu seksualnym) odczytuje ten komunikat jako informację od kapłana, że popełniła naprawdę wielki grzech i zerwała kontakt z Bogiem. W tym momencie odzywa się w niej całe dzieciństwo, dramat molestowania, wzięcia na siebie winy za to wydarzenie. Olbrzymi lęk i ból. Akcent postawiony na ciężkość grzechu budzi te wszystkie emocje. Problemy seksualne jeszcze się nasilają. Masturbacja staje się kompulsywana. Pragnie się z niej poprawić, jednak nie potrafi. Osoba nie może wytrzymać tej sytuacji, narastajacego poczucia winy, odrzucenia przez Boga. Prosi o możliwość przystępowania do Komuni św, czyli o potwierdzenie, że nie jest w stanie grzechu śmiertelnego. Kolejny zakaz kapłana oparty na zewnętrznych przesłankach częstej masturbacji (już częstszej niż przed miesiącem) wzmacnia coraz bardziej chorobowy stan penitenta, co doprowadza tę słabą psychicznie osobę do skraju wytrzymałości psychicznej. Pojawią się myśli samobójcze. Spowiedź staje się torturą psychiczną, którą osoba wierząca chce nadal kontynuować, aby pojednać się z Bogiem. Środek ten zamiast pomagać nasila kompulsywne zachowania. Kapłan ze względu na częstotliwość grzechów zaleca częstszą spowiedź, co jeszcze bardziej utrudnia pomoc tej osobie.

Jest to skrajny, ale autentyczny przykład, pokazujący, że jednostronność oceniania grzechów seksualnych pod kątem tylko „ciężkiej materii” może być tak samo dużym zagrożeniem jak kwestionowanie odpowiedzialności czlowieka za swoje czyny. Zarówno duszpasterze jak i małżonkowie mają kłopot z przyjęciem wyważonej opcji, która będzie dostrzegała powagę grzechów seksualnych, ale nie będzie ich zaraz kwalifikowała jako śmiertelne, a z drugiej strony będzie dostrzegała złożoność ludzkich wyborów – całą gamę uwarunkowań popełnienia grzechu, ale ważąc stopień odwiedzialności człowieka za jego czyn nie będzie lekceważyć sobie grzechów seksualnych i tym samym osłabiać wolę walki, aby ich nie popełnić. Magisterium Kościoła boi się tej jednostronności, dzisiaj przechylającej się raczej w kierunku lekceważenia sobie grzechów seksualnych. Gdy wypowiada się o subiektywnych kryteriach oceny grzechu szybko dopowiada: „Jeśli jednak zaleca się roztropność w osądzaniu stopnia subiektywnej winy poszczególnych wykroczeń, to bynajmniej nie wynika z tego, że w obrębie ludzkiej płciowości nie popełnia się grzechów śmiertelnych”(PH 10) albo w innym miejscu tego samego dokumentu: „ W ogólności nie powinno się jednak domniemywać braku poważnej odpowiedzialności; jeśli ma to miejsce, to kwestionuje się możliwość człowieka działania w sposób moralny”. (PH 9 w kontekście problemu masturbacji). Te zdania są symptomatyczne dla naszego tematu. Pokazują napięcie w nauczaniu Kościoła, który widząc potrzebę usprawiedliwiania grzesznika zdaje sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach łagodne, chciałoby się powiedzieć bardziej liberalne podejście, niesie ze sobą ryzyko zlekceważenia powagi grzechów seksualnych, że katolik słysząc słowa pełne zrozumienia dla słabości człowieka od razu radykalnie zaneguje możliwość popełnienia grzechu śmiertelnego i zacznie „hołdować ciału”. Idąc pod prąd można znów za silnie akcentować „obiektywną materię” grzechów seksualnych. Wielu ludzi też błędnie zrozumie intencje tej nauki. Ten błąd zrodził u wielu olbrzymie cierpienie i traumę.

Gradacja grzechów ciężkich
W czasie trwania Synodu Biskupow na temat pokuty i pojednania niektórzy Ojcowie zaproponowali potrójne rozróżnienie grzechów, które byłyby określane jako powszednie, ciężkie i śmiertelne. Ten podział mógłby naświetlić fakt, że między grzechami ciężkimi istnieje pewna gradacja”(RP). Rozróźnienie to ma znaczenie dla pożycia seksualnego. Istnieje bowiem różnica między małżeńskimi grzechami seksualnymi mającymi uniemożliwić urodzenie się dziecka: małżeńskim rozbudzaniem się do orgazmu poza stosunkiem seksualnym, stosunkiem przerywanym, prezerwatywą, antykoncepcją hormonalną, spiralą wewnątrzmaciczną, aborcją. Nie uwzględniając tych różnic zatraca się ważne proporcje. Nie każdy grzech seksualny ma taką samą siłę destruktywnego oddziaływania i tak samo szybko sprowadza zagrożenie. Pieszczoty cielesne doprowadzające do orgazmu bez odbycia stosunku seksualnego mają w sobie dużo elementu spontaniczności, charakteryzują się łatwością przekroczenia cienkiej granicy, poza którą nie można już zatrzymać narastającego podniecenia. Ich podjęcie nie niszczy płodności kobiety, nie wywołuje wczesnego poronienia. Takie zachowania antykoncepcyjne są naturalną pokusą i słabością małżeństw, które są wierne fundamentalnej kwestii, jaką jest nie stosowanie żadnych środków antykoncepcyjnych.
W porównaniu z zaawansowanymi pieszczotami zgoda na użycie prezerwatywy jest przekroczeniem kolejnego progu. Już sama decyzja jej użycia powoduje, że zanim się ją zastosuje trzeba przedtem ją kupić, zgromadzić jej zapasy. Prezerwatywa i inne środki antykoncepcyjne wprowadzają w pożycie małżeńskie element dalekosiężnego przewidywania i planowania grzechu. Decyzja ta nie rodzi się pod wpływem chwili, impulsu, ale jest podjęta z namysłem, staje się wybraną i zaplanowaną opcją życia. Małżonkowie już bardziej świadomie decydują się zbudować barierę między sobą, która osłabia więź między nimi, wytwarza pewien dystans. Dokonują swoistej inicjacji w świat nie słuchający Boga. Pigułka antykoncepcyjna jeszcze skuteczniej wprowadza w niechrześcijańską kulturę. Rodzi konieczność regularnego jej stosowania, powoduje zagrożenie zdrowia a nawet ryzyko wywołania wczesnego poronienia. Decyzja ta wiąże się z zasadniczymi wyborami życiowymi, które szybko i skutecznie zmieniają mentalność człowieka. Jeszcze poważniejszy wymiar moralny będzie miał wybór spirali wewnątrzmacicznej, pigułki „po stosunku” lub aborcji.
Nie umiemy jednak określić, który grzech, u kogo i jak szybko doprowadzi do pojawienia się grzechu śmiertelnego. Kompromisy w małych sprawach mogą niekiedy szybko doprowadzić do przyzwolenia na większe zło. Bardzo trudno jest ustalić granicę tolerancji dla zła. Dlatego uznając rację takich rozróźnień trzeba pamiętać, że najważniejszy jest zasadniczy podział na grzechy powszednie i śmiertelne. „Pozostaje jednak zawsze prawdą, że istotna i decydująca różnica zachodzi między grzechem, który niszczy miłość a grzechem, który nie zabija życia nadprzyrodzonego: pomiędzy życiem i śmiercią nie ma drogi pośredniej”(P).
Pokazanie dwóch kierunków: ku życiu i ku śmierci, uświadamia istnienie pewnego procesu jaki może być obecny w życiu człowieka – ku świętości lub ku wiecznemu potępieniu. Poszczególne grzechy powszednie mogą stopniowo znieczulać sumienie i przygotowywać grunt pod znacznie poważniejsze wykroczenia. Nie raz małżonkowie mówią, że gdyby zgodzili się na prezerwatywę, to byłoby im bardzo cieżko wrócić do praktykowania wstrzemięźliwości okresowej i znaleźliby wiele powodów, aby się usprawiedliwić i trwać w grzechu. Wolą świadomie nie wchodzić na drogę zła. Doświadczenie pokazuje, że chrześcijanin ma pewność, która płynie „z faktu, że „jest zrodzony z Boga” (…) jest w nim jakaś moc, która go zachowuje od upadku grzechu; „Bóg go strzeże”, „Zły go nie dotyka”; że jeśli grzeszy ze słabości czy niewiedzy, ma nadzieję dostąpienia odpuszczenia, także dzięki pomocy płynącej ze wspólnotowej modlitwy braci” (RP 17). Wiele małżeństw katolickich, które na codzień starają się żyć z Bogiem, w wielu dziedzinach życia wiernie zachowuje Boże przykazania, ma przeświadczenie, że ich milość nie może tak od razu, nagle, zaowocować grzechem śmiertelnym w sferze seksualnej. Żyją w pokoju serca, że pomimo upadków w sferze seksualnej wynikłych ze słabości lub z niewiedzy czują się kochani przez Boga. Bóg ich strzeże przed grzechem cieżkim. Nie lekceważą sobie swoich problemów seksualnych, starają się poprawiać (wychodzi im to raz lepiej raz gorzej). Traktują je słusznie jako grzechy powszednie wyznaje przy okazji regularnej spowiedzi, albo polecają je Bogu w czasie „spowiedzi powszechnej” na początku Mszy św. i idą do Komunii św.
Ich doświadczenie miłości Boga, wspólmałżonka, ale i okresów odejść od żywej wiary, grzechów małżeńskich, także i w sferze seksualnej, pozwala nam dostrzec jeszcze inne kryteria osądu, ważne w podejściu do grzechów seksualnych. Jeżeli chce się oceniać sprawiedliwie człowieka, to trzeba też wziąć pod uwagę codzienne życie. Jest wielu ludzi, którzy mają jakieś swoje problemy seksualne, ale są znani jako bardzo dobrzy małżonkowie, troszczący się o współmałżonka, dzieci, mający słuszną opinię ludzi dobrych i szlachetnych. Starają się oni żyć uczciwie, wkładają wysiłek w uporządkowanie swojego życia seksualnego, dążą do poprawy. Widać, ze zależy im na zachowaniu czystości. „W posłudze duszpasterskiej, celem wydania w poszczególnych przypadkach słusznego osądu, powinno ocenić się cały normalny sposób działania konkretnej osoby, nie tylko co do praktykowania miłości i sprawiedliwości, lecz także co do wysiłku, z jakim zachowuje ona przykazanie czystości”. Jeżeli człowiek stara się unikać okazji do grzechu, walczy z nim, to jest to bardzo ważny znak, tego, że jest w niej dążenie ku dobru, ku Bogu, że łaska Boża w nim działa i wspomaga wysiłek pracy nad sobą. Jest to tym samym znak, że człowiek nie żyje w grzechu śmiertelnym. W takich sytuacjach trzeba pomóc danej osobie, badając czy korzysta ze wszystkich dostępnych środków pomocnych w drodze do wolności. „Przede wszystkim należy więc przekonać się, czy zostały zastosowane niezbędne środki, zarówno naturalne, jak i nadprzyrodzone, jakie na podstawie wielowiekowego doświadczenia asceza chrześcijańska zaleca dla opanowania pożądliwości i osiągnięcia postępu w cnocie (PH 9). 

RP - adhortacja Jana Pawła II, Recontiliatio et Paenitentia
PH - instrukcja Persona Humana
VS - Encyklika Jana Pawła II, Veritatis Splendor

Fot. sxc.hu