XXXII Niedziela Zwykła, B, (Mk 12,38-44)

Nie rzucim ziemi skąd nasz ród, 
Nie damy pogrześć mowy, 
Polski my naród, polski lud, 
Królewski szczep piastowy. 
Nie damy by nas zniemczył wróg! 

Tak nam dopomóż Bóg! 
Tak nam dopomóż Bóg! 

Do krwi ostatniej kropli z żył 
Bronić będziemy ducha, 
Aż się rozpadnie w proch i w pył 
Krzyżacka zawierucha. 
Twierdzą nam będzie każdy próg. 

Tak nam dopomóż Bóg! 
Tak nam dopomóż Bóg

Niepodległość

Słyszymy w niej o konieczności obrony polskiego terytorium, polskiego języka. Autorka mówi, że walka będzie trwała „do krwi ostatniej”, po to, aby uspokoiła się „zawierucha”. A kto ma być gwarantem takiej postawy? Bóg! „Tak nam dopomóż Bóg”.

Bezpieczeństwo

Czy na mnie te słowa robią jeszcze jakieś wrażenie? Czy przechodzi po plecach dreszcz emocji, a serce ściska wzruszenie? Obawiam się, że raczej nie… , bo po prostu jesteśmy bezpieczni: ekonomicznie (mamy dach nad głową, coś do zjedzenia w lodówce, ciepłe grzejniki), militarnie (chociażby sojusz w ramach NATO), administracyjnie (wiem, że nie grozi mi, że za chwile ktoś zabierz mi moje mieszkanie) i pewnie spokojnie można by dalej wymieniać różne rodzaje zabezpieczeń jakie mamy.

Ale czy to oznacza, że jestem człowiekiem całkowicie wolnym, skoro nie mam wrogów, ani bezpośrednio dotykających mnie zagrożeń? Oczywiście, że nie! Każdy człowiek na świecie żyje chociażby w niewoli pieniądza! Narody dokonują wyborów parlamentów i prezydentów. Często wychodzą na ulicę i nawet brat zabija brata w imię walki o wolne wybory. Ostatecznie jednak, często nie ma za wielkiego znaczenia, kto wygra głosowanie, tylko ile kraj ma długu w Banku Światowym, czy w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Jeżeli będzie kolejna pożyczka z banków, to będzie spokój w kraju, a jeżeli nie, to nastąpią kolejne niepokoje i wybory. A wszystkim tak naprawdę sterują międzynarodowe organizacje ekonomiczne, to one trzymają „na smyczy” wiele państwa i narodów.

Na smyczy kredytów

Niedawno w Polsce odtrąbiono z zadowoleniem i ulgą, że spłaciliśmy „długi Gierka”. Edward Gierek zakończył sprawować władzę w Polsce z licznikiem długu ok. 20 mld zł.  Obecnie Polska dłużna jest ok. 800 mld, a każdy Polak ma do spłacenia 11 listopada 2012 r. 26.866 zł. Dla pocieszenia warto dodać, że przynajmniej w skali Europy jesteśmy prymusami w polityce fiskalnej. Przynajmniej przez kilka lat nie zbankrutujemy! Czy jesteśmy jednak wolnym krajem?

Przy skarbonie

Kiedy bierzemy do reki ewangelię, pochylamy się nad jej tekstem, to wtedy zmienia się podmiot. Już nie pytam się czy „my”, ale czy „ja”. Stańmy więc w świątyni obok Jezusa i przypatrzmy się ubogiej wdowie i zapytajmy siebie samych o naszą postawę wolności wobec tego co materialne. Zauważmy pozytywny wydźwięk wydarzeń sprzed skarbony. Pan Jezus nie krytykuje bogatych. Słowa ewangelisty są raczej pochwałą, bo słyszymy, że „wielu bogatych, wrzucało wiele”. Czyli nie zarzuca im się skąpstwa, braku solidarności, czy wyczulenia na potrzeby świątyni. Nie, oni wrzucali „wiele”! Pan Jezus jednak (jak zwykle) podnosi poprzeczkę i za wzór stawia ubogą wdowę. Jezus nieustannie łamie schematy myślowe swoich odbiorców, bo nie mierzy wielkości materialnej, tylko porównuje postawy serca. Jak już mówiłem bogaci dawali „wiele”, a wdowa dała „wszystko”. A dlaczego była gotowa wrzucić wszystko? Bo była „uboga”. Wszystko kim była i co posiadała było zanurzone w Bogu.

Błogosławieni ubodzy w duchu

I tu od razu przychodzi mi na myśl błogosławieństwo Jezusa z kazania na górze.

Błogosławieni ubodzy z duchu, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie (Mt 5,3)

Ubodzy w duchu? Jak to należy rozumieć? Czy to sprzeciw wobec bogacenia? Chyba niekoniecznie. Gdyby traktować to dosłownie, to fraza ta brzmiałaby po prostu: "błogosławieni ubodzy, gdyż do nich należy Królestwo Niebieskie". Błogosławieni są ci, którzy potrafią nie przywiązywać się do tego co materialne. Są ubodzy w duchu, gdyż zgromadzone bogactwa nie są dla nich najważniejszym celem życia. 

Ja jako zakonnik nie gromadzę dóbr materialnych. Czy jednak automatycznie oznacza to, że po złożeniu ślubów wieczystych Bóg daje dozgonną łaskę „ubóstwa”? (Niestety) praktycznie każdego dnia trzeba walczyć, żeby być „ubogim”. Przede wszystkim być człowiekiem zanurzonym w Bogu! A w drugiej kolejności nie zabiegać chorobliwie o to co materialne. Chodzi o wolność serca na zasadzie pawłowej: „umie cierpieć biedę, umiem i o obfitować” (Flp 4,1). Niestety zbyt często podpieram się tym tekstem na usprawiedliwienie faryzejskiego stylu życia, wmawiając sobie, że jak będzie mniej dóbr materialnych, to też to zniosę.

O bycie ubogim trzeba się bić. I tu wracamy do początków naszej refleksji, do niepodległości. Czy moje serce jest wolne, jest ubogie, jest niepodległe? Czy może pielęgnuję w sobie jakiegoś „okupanta”?

Pieniądze to największa tragedia naszego świata

Niedawno temu kiedy odwiedzałem dobroczynkę mojego Zgromadzenia. Pani Zofia leży w szpitalu w Krakowie, umiera wręcz z głodu z powodu raka narządów pokarmowych. Może „jeść” tylko kroplówki. Pierwszego dnia moich odwiedzin zastałem u niej gromadkę gości, rodziny i znajomych. Była wśród nich młoda para, która kilka minut po moim wejściu pożegnała się z panią Zofią mówiąc, że muszą iść do banku. Chora życzyła im powodzenia w załatwieniu spraw, ale dodała też, że „pieniądze to największa tragedia naszego świata”. Genialne zdanie „pieniądze to największa tragedia naszego świata”. Śmiem twierdzić, że i największa niewola naszego świta.

Doświadczyłem prawdziwości tych zadań jeszcze w tym szpitalu. Kiedy zostaliśmy sami, pani Zofia mając świadomość, że jest 10 dzień miesiąca, zagadnęła o emeryturę, czy przyszła? Listonosz przyniósł ją do domu, ale ja specjalnie nie brałem tych pieniędzy do szpitala. Zapytałem ją po co jej pieniądze. A ten człowiek, bliski już śmierci, odpowiada mi, że przecież trzeba zapłacić za szpital, pampersy i wszystko inne. Próbowałem ją uspokoić, że pieniądze bezpiecznie czekają na nią w domu, że jutro je przywiozę. Ona i tak nie dała za wygraną. Sprawdziła ile ma jeszcze w torebce pieniędzy i przekonywała, że za wszystko trzeba płacić. Pieniądze to największa niewola naszych czasów…

Z uśmiechem w wodzie

Kilka dni temu misjonarz z Kamerunu ks. Marian przesłał mi zdjęcia z powodzi w Czadzie. Jakoś automatycznie zrodziła mi się myśl, że można by pospieszyć poszkodowanym choćby z niewielka pomocą materialną. Jako raczkujący faundraiser ucieszyłem się, że mamy zdjęcia z tego wydarzenia. Moje zadowolenie jednak szybko znikło. Materiał zdjęciowy jest „marketingowo” beznadziejny. Wielu z tych ludzi, stojących po pas w wodzie uśmiecha się… Pytam misjonarza dlaczego oni się śmieją? Bo nic nie mają, odpowiedział. Wielka woda oczywiście burzy spokój ich życia, pewnie niszczyła zbiory, ale tak naprawdę nie zabiera im wiele, bo oni prawie nic nie posiadają…

Jezu dopomagaj nam być „ubogim”, wolnym. Pomóż nam zwyciężać codzienną walkę z pokusami bogactwa. Niech dzięki Twej łasce nie ufamy tylko wielkości cyfr na koncie bankowym. Uwolnij nas od wszelkiej niewoli ducha.

Tak nam dopomóż Bóg! 
Tak nam dopomóż Bóg!