Istotnie, był On człowiekiem miłosierdzia, czemu dał wyraz zawierzając świat Chrystusowi w łagiewnickim sanktuarium. Ta wyobraźnia miłosierdzia kształtowała się w sercu Papieża Polaka poprzez różne sytuacje życiowe, którym musiał sprostać. Przyjęte z ufnością w Bożą Opatrzność, doprowadziły Go do świętości.

Pochylony nad Matką
Pierwszym bolesnym doświadczeniem, które wpisało się w życiową drogę Karola Wojtyły – późniejszego papieża – była śmierć Jego ukochanej matki. Miała ona miejsce 13 kwietnia 1929 r. Gdy Karol kończy trzecią klasę, przychodzi mu pochylić się nad trumną matki Emilii, którą Pan powołuje do siebie w wieku czterdziestu pięciu lat. Niedługo po matce, umarł starszy brat Lolka – Edmund.

Pochylony nad Ojczyzną
Gdy Karol Wojtyła rozpoczął studia na Uniwersytecie Jagiellońskim, przenoszą się z ojcem z rodzinnych Wadowic do Krakowa. Tam po niespełna roku nauki, przychodzi młodemu Wojtyle, pochylić się nad umiłowaną Ojczyzną. 1 września 1939 roku, niemieckie samoloty zaatakowały Polskę, a 17 września wojska radzieckie przekroczyły wschodnie granice kraju. Wychowany w duchu patriotyzmu i szeroko pojętej miłości do Ojczyzny, Karol Wojtyła cierpiał wraz z udręczonym narodem polskim. Podjął walkę z okupantem – walkę słowa i obrony narodowego dziedzictwa w „podziemnym” Teatrze Rapsodycznym. Przeżywał bardzo mocno skutki wojny. Ginęli Jego ukochani profesorowie i przyjaciele. W końcu 18 lutego 1941 umarł Jego Ojciec – ostatnia z bliskich Mu osób.

Pochylony nad światem
Odkąd został wyświęcony na kapłana a później bpa krakowskiego, zwykł się pochylać nad miejscami, gdzie pracował, nad ludźmi, dla których był pasterzem, przewodnikiem. Jednak apogeum tego zatroskania o człowieka i świat w którym żył, przyszło na dzień 16 października 1978 roku. W tym dniu z „przedziwnych wyroków Opatrzności”, na Placu św. Piotra rozległ się głos nowego papieża. Poprzedziło go słynne:

Annuntio vobis gaudium magnum:
habemus Papam,
Eminentissimum ac Reverendissimum Dominum
Carolum. Sanctae Ecclesiae Cardinalem Wojtyła,
quis sibi nomen imposuit Ioannem Paulum Secundum.

Do zaskoczonego tłumu  przemówił nowy Pasterz Kościoła: I oto, najprzewielebniejsi kardynałowie powołali nowego biskupa Rzymu. Wezwali go z dalekiego kraju… dalekiego, lecz zawsze tak bliskiego przez wspólnotę wiary i tradycji chrześcijańskiej (…) Oto stoję przed wami, (…) aby rozpocząć na nowo tę drogę historii Kościoła – rozpocząć ją z pomocą Boga i z pomocą ludzi.
  Cały jego pontyfikat był tym nieustannym pozyskiwaniem ludzi dla Chrystusa, był towarzyszeniem utrudzonemu człowiekowi, był nieustannym pochylaniem się nad ludzką nędzą. Był tak bliski osobom niepełnosprawnym, dla których miał zawsze czas, nawet wtedy, gdy nie przewidywał tego kalendarz spotkań. Jego wyobraźnia miłosierdzia, nie była ograniczona protokołem dyplomatycznym, ale pisana sercem.

Pochylony nad cierpiącym
„1 stycznia, roku nie pamiętam – wspomina Artoro Mari, osobisty fotograf Jana Pawła II - (…) zadzwonił do mnie arcybiskup Dziwisz i poprosił, bym przyszedł jak najszybciej do apartamentów papieskich. Założyłem marynarkę, wybiegam, wchodzę do kaplicy. I tam widzę sytuację niezwykłą – Ojciec Święty klęczy przy wózku inwalidzkim, na którym siedzi młody (…) mężczyzna”. Człowiek ten pochodził z biednej rodziny, która w obliczu nadchodzącej śmierci chłopca zebrała pieniądze na wyjazd do Rzymu. Podprowadzili go pod Spiżową Bramę, skąd Szwajcarzy skontaktowali owego mężczyznę z sekretarzem Papieża. Abp Dziwisz przedstawił sytuację Ojcu Świętemu. Jan Paweł II kazał przyprowadzić chłopca do kaplicy. „Była to niezwykle wzruszająca scena. Ojciec Święty klęczał tak, modląc się i trzymając chłopca za rękę, jeszcze ok. 20 minut. Następnie wstał, objął go, pobłogosławił, potem rozpiął swoją białą szatę, zdjął łańcuszek i nałożył na szyję chłopca (…) W chwili, gdy miał się oddalić, chłopak chwycił Go za rękę i powiedział: (…) Do zobaczenia w raju. (…) Dwa dni później chłopiec umarł”.

Pochylony z okna domu Ojca
Kilka lat po śmierci Papieża Polaka, każdy kto miłował Jana Pawła II, ma prawo czuć się osamotniony. Szczególnie człowiek cierpiący i chory, dla którego Papież Polak, był towarzyszem na ścieżkach Golgoty. Jednak sposób Jego odejścia daje nam wyraźnie do zrozumienia, że Miłosierdzie Boga jest większe od ludzkich zmartwień i bólu. Ta wyobraźnia miłosierdzia namalowana przez Jana Pawła II w dzień jego paschy pozwala nam mieć nadzieję na spotkanie w niebie. Niech pokrzepieniem dla nas będą przytoczone słowa z Mszy św. pogrzebowej sprzed kilku lat, które w homilii wypowiedział obecny papież Benedykt XVI: Możemy być pewni, że nasz umiłowany Papież stoi obecnie w oknie domu Ojca, spogląda na nas i nam błogosławi. Tak, błogosław nam, Ojcze Święty.

Fot. L`Osservatore Romano