15 stycznia, zima rozgościła się na dobre, ranek,  minus 3 stopnie, niby nie zimno ale zdecydowanie nieprzyjemnie. Wysiadam z ciepłego busa w Pacanowie, nie przyjechałam szukać Koziołka Matołka, przyjechałam pobyć pod siostrzanym dachem. Przyjechałam zobaczyć dom, "Dom Ojca Gwidona". Pomimo, że temperatura nie jest drastycznie niska, śnieg skrzypi pod butami. Idę w stronę „Centrum Bajki”, za nim,  na końcu miasteczka schowany jest klasztor Sióstr Kanoniczek Ducha Świętego. Tam też jest dom dzieci, dom przykryty siostrzanym dachem. Chcę porozmawiać z Siostrami, zwyczajnie podpatrzeć życie tych, co tu mieszkają. Tak często pisze się o domach prowadzonych przez siostry w świetle co najmniej nie kolorowym… O tym domu słyszałam tak dobre słowa. Zobaczę.


Wyszło słońce, jakoś radośniej, podchodzę pod klasztor. W drzwiach już stoi ktoś uśmiechnięty. To pani Danusia, kucharka, rozbraja mnie jej uśmiech. Wchodzę do domu, pachnie z kuchni tak domowo, kapustą i ciastem, istne pomieszanie zapachów. Z kuchni wygląda siostra Alina, no cóż teraz musze umyć ręce  i zjeść co naszykowane. Pierwsze moje wrażenie… dobrze tu. Z podwórka dobiegają radosne głosy dzieciaków, wyjeżdżają dziś na ferie. Nasłuchuję… ot taka zwyczajna dziecięca radość bez zbędnych brzydkich słów. Myślę,  sobie… o można jeszcze cieszyć się zwyczajnie i nie przeplatać tej radości niczym wątpliwym.

Najedzona biorę aparat, idę,  może uda mi się coś uchwycić. Wiem, że nie mogę fotografować dzieci… mój zmysł fotograficzny równy jest zeru, ale coś tam pstrykam. Obserwuję  maluchy bawiące się w śniegu. Jestem zaskoczona ich zwyczajnością. To nie są dzieci „bidulowe”, nie są to dzieci smutne, to zwyczajne maluchy. Miałam tu być ze względu na nie, ale postanowiłam najpierw poszukać przyczyny, dlaczego tu jest tak normalnie. Postanowiłam zostać na noc… postanowiłam przeżyć ciut z tymi, dzięki którym tak tu jest. Zostaje dziś w klasztorze.

Wieczór, spotykam się z siostrami na pogaduchy. Rozmawiamy o wszystkim, śmiejemy się, ba! wręcz zrywamy boki. Później mówimy o Bogu, o Tym, który nas spotkał, o Tym który daje i Siostrom i mi codziennie siłę. Zaczynam rozumieć… siostrzany dach jest Bożym dachem, dlatego tu tak inaczej. Nocka, nie mogę zasnąć.  Siostry już dawno u siebie, ja z w pokoju gościnnym. Noc będzie krótka.  Jest 23.20, a o 6.00 trzeba wstać. Zaczynam dzień z domownikami o 6.30 w kaplicy, na Eucharystii.

Poranek. Gnam do kaplicy. Cudna, pod wezwaniem Ducha Świętego, w końcu to kaplica duchacka. Siostry już w ławkach. Cisza. Wiem że tu właśnie, w tym miejscu szukają sił… dla siebie i dla dzieci. Po Mszy idę porozmawiać z siostrą.  Chce ją wypytać o Tego, który daje życie, chce porozmawiać o Duchu Świętym… Siostra Marionilla nie miała nic przeciw temu, abym tę  rozmowę nagrała…

Rozmowa z s. Marionillą:

Jestem zaskoczona tą rozmową… życie takie po prostu z Bogiem. Jakoś spodobała mi się ta forma dialogu, postanawiam upolować jeszcze jakąś siostrę, chcę żeby była to osoba która jest blisko dzieci, siostra z „Domu Ojca Gwidona”. Szukam. Wychodzę z klasztoru, idę w stronę drugiego domu, całe szczęście nie idę sama.  Mam serce na ramieniu… ciut się boję swoich reakcji, w końcu idę tam gdzie mieszkają ci, którzy tak pragną miłości i ciepła. Idziemy wraz z siostrą Dobromiłą, przełożoną i dyrektorką domu. Siostra chwyta mnie pod rękę (jakie to złamanie mojego sterootypowego myślenia o chłodnych zakonnicach). Wchodzimy do domu maluchów. Dziś panuje tu ogromny rajwach. Wszyscy przemykają z torbami i plecakami większymi od siebie. Ferie! Wyjazd w góry.  Patrzę na nie i samej mi się buzia cieszy, to jest dom, już to wiem. Siostra oprowadza mnie po pomieszczeniach. Jest przejęta, ja zresztą też. Pokazuje mi nowe dywany, szafki, pokoje dzieciaków. Normalnie tu, nie sterylnie. Gdzieś leżą zabawki, czyjeś buty przewrócone, koc na łóżku nierówno położony. Wypytuje o dzieci, jestem ciekawa jak im tu jest, jakie panują relacje. Siostra Dobromiła prowadzi mnie do siostry Karmeli, która prawie tu mieszka.  To Siostra od dzieci. Chcę z nią porozmawiać. Siadamy w pokoju wychowawców, przytulnie i bardzo ciepło tu. Wyciągam dyktafon, Siostra ciut onieśmielona, ale daje się namówić na taką formę rozmowy. Zaczynamy…

Rozmowa z s. Karmelą:

Udało się, nagrałam. Pytam czy mogę pochodzić po domu… mogę.  Zabieram aparat i idę. Najmłodszy maluch ma 17 miesięcy, najstarsze, juz nie dzieciaki chodzą do szkoły średniej. Łapię każdy moment. Właśnie przebiegł po moich nogach ktoś, niewielkiego wzrostu… z plecakiem. Był zbyt szybki abym choć z tyłu zrobiła mu zdjęcie. W tych warunkach fotografować powinien korespondent wojenny.
W tym domu też pachnie… domowo. Pójdę do kuchni porozmawiać z siostrą Aliną, przecież  jak to wiemy „przez żołądek do serca” więc do serc dzieciakowych trafia właśnie Ona. Zastanawiam się czy uda mi się namówić Siostrę na rozmowę. Nie musiałam nikogo namawiać, siostra Alina przeciepła, sympatyczna, uśmiechnięta. Siostra Kucharka. Usiadłyśmy, a Ona śmieje się w głos. Matko! Jak ja Ją nagram? Siostra co gotuje? To co inni lubią? Posłuchajcie…

Rozmowa z s. Alinką:

Dom pod dachem siostrzanym… zaskoczył mnie. Tak wszędzie dokoła świat cudaczy, a tu jest normalnie. Nie koloryzuję rzeczywistości, problemy też tu są, dlatego piszę, że to normalne miejsce. Są tu też nieszczęścia i smutki, nie ma tu mam i ojców… ale są One, są Siostry… Kochają i to jest najważniejsze. Kochają… i są kochane, bo kto jak nie dzieci potrafi szczerze miłość wyrazić.
Dziękuję , że mogłam tu być.

 

Ps.
Siostry Kanoniczki Ducha Świętego De Saxia, żeńska gałąź zakonu Ducha Świętego. Należą do najstarszych zgromadzeń w Polsce. Przybyły tu wraz z braćmi duchakami w 1220 roku. Założycielem zakonu jest Bł. Gwidon – zwany apostołem miłosierdzia. Siostry żyją tak, aby w każdym człowieku dostrzegać Chrystusa. Żyją miłością do Boga i do człowieka.