Św. Paweł w Liście do Kolosan pisze: „Postępujcie mądrze względem tych, którzy są z zewnątrz, wykorzystując każdą okazję. Słowo wasze niech zawsze będzie życzliwe, przyprawione solą, abyście wiedzieli, jak należy każdemu odpowiadać” (4, 5–6). To wskazanie apostoła pojawia się jako zachęta do przyjęcia postawy apostolskiej, uświadomienia sobie, że naszym życiem i słowem musimy świadczyć o Chrystusie, bo jesteśmy odpowiedzialni za wiarę innych. Życzliwe słowo w połączeniu ze szczyptą soli, która w Liście do Kolosan symbolizuje mądrość, może rzeczywiście przemienić człowieka i wprowadzić go na drogę Chrystusa.

Z życia wzięte
W pierwszą niedzielę Adwentu, kiedy rozpoczynaliśmy kolejny rok duszpasterski, którego hasłem są słowa „Być solą ziemi” (por. Mt 15, 13), na każdej Mszy św. święciłem sól. Moi parafianie zabierali ją do swoich domów, by chroniła ich od zepsucia, czyli grzechu, oraz by im przypominała, że mają w swoim chrześcijańskim życiu być mocni i wyraziści jak sól, która potrafi przemienić smak każdej potrawy.
Myślę, że dla wielu z nich to niewielkie opakowanie z solą, zawierające dosłownie jej szczyptę, było okazją do zastanowienia się, czy i w jaki sposób to, co przeżywamy w kościele, w czasie liturgii, słuchając słowa Bożego znajduje odbicie w codziennym życiu. Ta poświęcona sól, którą zabiera się do domu, stała się jakimś pomostem między modlitwą a codziennym życiem; niezwykle wymownym przypomnieniem, że nasze religijne przeżycie, niedzielna Eucharystia, ma „posolić” naszą codzienność, a więc nadać jej zupełnie inny charakter. W tej soli mamy odnaleźć jakiś obraz naszego chrześcijańskiego życia, którym mamy przemieniać nasz świat: dom, rodzinę, miejsce pracy czy nauki, chwile odpoczynku i zabawy, ale także politykę i gospodarkę.

Sól ziemi
Wyrazistość życia chrześcijańskiego, symbolizowana przez sól, o której pisałem na początku Adwentu, to jednak nie wszystko. Św. Paweł w przytoczonym fragmencie Listu do Kolosan mówi nam, że musimy wiedzieć, „jak należy każdemu odpowiadać”. Słowa, wypowiedziane w postawie życzliwości i świadectwo naszego życia, muszą być „przyprawione solą”, a więc mieć w sobie tę mądrość, która każe ważyć słowa. Podpowiada nam, że są różne ludzkie wrażliwości i stąd potrzebne jest inne do każdego podejście. Słowo Chrystusa jest niezmienne i trwa na wieki (por. 1 P 1, 25), jednak trzeba je głosić tak, by każdy otrzymał dokładnie to, co odpowiada jego życiowej sytuacji. Co pomoże mu się zwrócić ku Chrystusowi. To może nie być od razu pełne nawrócenie – niektórzy muszą iść przecież wolniej lub dłuższą drogą – ważne jest jednak, by kierunek był właściwy.
Skoro przy gotowaniu trzeba bardzo uważać, by nie przesolić jakiejś potrawy, tym bardziej znając wrażliwość ludzkiego serca, trzeba pamiętać, by zachować umiar i każde słowo przyprawiać solą mądrości.

Język zrozumiały dla wszystkich
Język symboli z łatwością przemawia do naszej wyobraźni, zachęca do myślenia, a czasem wręcz porusza nasze serca. Trzeba jednak uważać, by na tych wewnętrznych poruszeniach się nie zatrzymać. Benedykt XVI w adhortacji Verbum Domini mówi, że „nieodwołalnym darem i zadaniem Kościoła jest dzielenie się radością rodzącą się ze spotkania z Osobą Chrystusa, Słowem Bożym obecnym pośród nas. W świecie, który często uważa Boga za zbytecznego lub obcego, my – podobnie jak św. Piotr – wyznajemy, że tylko On ma «słowa życia wiecznego»
(J 6, 68). Nie ma rzeczy ważniejszej od tego, by umożliwić na nowo dzisiejszemu człowiekowi dostęp do Boga – do Boga, który przemawia i przekazuje nam swoją miłość, abyśmy mieli życie w obfitości (por. J 10, 10)” (VD 2). Od sentymentów, które poruszają nasze serca, trzeba więc przejść do dzielenia się wiarą z innymi.
Po niedzielnym błogosławieniu i rozdawaniu soli pewna pani przyszła do biura parafialnego prosić o Mszę św. Przy okazji spotkania powiedziała mi, że w niedzielę, przyjmując w domu gości, zachęcała wszystkich, by używali tej pobłogosławionej soli i by pamiętali, że Pan Bóg chroni ich od złego. Poruszające było przede wszystkim to, że na obiedzie połączonym z tak pięknym świadectwem był też ktoś niewierzący i ludzie religijnie obojętni. Dla wspomnianej kobiety wyzwanie było więc bardzo duże. A wydaje mi się rzeczą wprost niemożliwą, by ci, którzy zasiedli do stołu, pozostawili to wydarzenie bez komentarza czy przynajmniej chwili osobistej refleksji.
Bóg dotyka serc ludzi swoją łaską w każdej sytuacji. Potrzeba jednak również, by każdy z nas, jak ta kobieta, nie bał się stawać światłem dla innych i solą dla ziemi.

Adwentowo
Zachęcam, żebyśmy ostatni już tydzień Adwentu przeżyli jako czas szczerego i głębokiego religijnego zaangażowania. Warto naszą jednoznacznością i wyrazistością w podejściu do świąt, które są przed nami, pokazać innym, że są to święta religijne. Dla wielu odkrycie tego Bożego wymiaru świąt jest dziś coraz trudniejsze. Sklepy zostały opanowane przez czerwone krasnale, które ze św. Mikołajem nie mają nic wspólnego. Kolędy, które powinny wybrzmieć dopiero na Pasterce, można usłyszeć w sklepie i na ulicy, a wiele z nich zaczyna być wykorzystywanych w prymitywnych reklamach tylko po to, by dało się sprzedać jakiś towar. Nawet opłatek staje się dla wielu częścią jakiejś świeckiej obrzędowości, w którą włączają się chętnie ludzie religijnie obojętni i niewierzący. Na marginesie dodam, że od lat się zastanawiam, po co im nasze Boże Narodzenie. Głupota ludzka jest niepojęta – w Boga nie wierzą, a Boże Narodzenie obchodzą.
Właśnie w kontekście niszczenia najgłębszego sensu świąt, które należą do Boga, musimy poczuć, że nasze świadectwo może się tu naprawdę stać solą ziemi. Tylko my, jako ludzie wiary, możemy pokazać, że nie są to święta choinkowe czy gwiazdkowe, ale Narodzenie Pańskie. Radość z tego, że Bóg posłał nam swojego Syna, abyśmy mieli życie, życie wieczne, i kochali się tak, jak Bóg nas umiłował. 

Tylko my, jako ludzie wiary, możemy pokazać, że nie są to święta choinkowe czy gwiazdkowe, ale Narodzenie Pańskie. Radość z tego, że Bóg posłał nam swojego Syna, abyśmy mieli życie, życie wieczne, i kochali się tak, jak Bóg nas umiłował.

 

Za: Przewodnik Katolicki

Fot. sxc.hu