Modlimy się za tych,
którzy przed nami zasnęli, wierząc, że wielce
na tym skorzystają dusze,
za które ofiarowane
jest błaganie, podczas
gdy sprawuje się tak święta
i niezwykła ofiara

(Cyryl Jerozolimski, „Katecheza mistagogiczna”, V, 9, 10).

„Modlitwa za żywych i zmarłych” jest jednym z siedmiu uczynków miłosierdzia co do duszy. Nasze modlitwy mogą pomóc zmarłym przebywającym w czyśćcu w oczyszczeniu z winy grzechu i przyśpieszyć chwilę ich ostatecznego zbawienia (por. „Breviarium Fidei”, BF VIII 104, 106, 112-113, 117; por. św. Grzegorz Wielki, „Dialogi”, 4, 41, 3; por. Katechizm Kościoła Katolickiego, KKK 1031).
Czyściec jest zdecydowanie czymś innym niż kara wiecznego potępienia (dusze tych, którzy umierają w stanie grzechu śmiertelnego, bezpośrednio po śmierci idą do piekła, gdzie cierpią „męki ognia wiecznego” – por. Mt 12, 32; por. 1Kor 3, 15; 1P 1, 7; por. Benedykt XII, „Benedictus Deus”, BF VIII 110; por. Paweł VI, „Wyznanie wiary Ludu Bożego”, 12).

Możemy przyczynić się do tego, by zmarli przebywający w czyśćcu uzyskali świętość konieczną do wejścia do radości Boga (por. KKK 1054). Aby im przyjść z pomocą, Kościół pielgrzymujący przedstawia Bogu modlitwy i odpusty uzyskane przez żyjących, a przede wszystkim Ofiarę Mszy 
świętej (por. Sobór Lyoński II, IX 32nn, 
BF 106; „Patrologia graeca”, 61, 594-595).
Modlitwa za zmarłych jest wyznaniem wiary w Świętych Obcowanie (w sposób szczególny tej prawdy doświadczamy 2 listopada, we wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych). Od ludzkiej strony, jest to wyraz wdzięczności i pamięci o tych, którzy odeszli do wieczności. Jeśli zmarli czegokolwiek od nas potrzebują, to przede wszystkim modlitwy.

Przykład modlitwy za zmarłych przytacza 2 Księga Machabejska – głosząc pochwałę poczynań Judy Machabeusza, który złożył ofiarę przebłagalną za zabitych żołnierzy, by zostali uwolnieni od swoich grzechów (por. 2Mch 12, 43-46). Wierząc w „komunię świętych”, Kościół od początku istnienia z wielkim pietyzmem czci pamięć zmarłych i ofiaruje za nich Ofiarę eucharystyczną i modlitwy, a także zaleca jałmużnę, odpusty (możemy je zyskać praktycznie w każdy dzień roku, np. odprawiając Drogę Krzyżową, odmawiając różaniec czy Koronkę do Miłosierdzia Bożego lub spełniając wiele innych aktów pobożności) i dzieła pokutne (KKK 958; por. Sobór Watykański II, „Lumen gentium”, 50). Msze święte za zmarłych to najważniejszy, najcenniejszy i najbardziej skuteczny sposób wstawiania się za nimi. Podczas Eucharystii prosimy Jezusa, by swoim miłosierdziem i zasługami otworzył zmarłym bramy nieba. Znane są tzw. Msze św. gregoriańskie, polegające na odprawianiu 30 mszy za zmarłego przez kolejne 30 dni.
Na świeckich uroczystościach upamiętniających poległych przeprowadza się tzw. apel poległych, wyczytując imiona i czcząc ich pamięć chwilą ciszy. Modlitwa wypominkowa (tzw. wypominki – wyczytywanie imion i nazwisk oraz wspólna modlitwa za zmarłych) nie jest kościelnym apelem poległych ani jedynie naszą prywatną modlitwą, ale wołaniem całego Kościoła. Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie (Rz 14, 7). Gdy cierpi jeden członek, współcierpią wszystkie inne członki (…) Najmniejszy nasz czyn spełniony w miłości przynosi korzyść wszystkim, w solidarności z wszystkimi ludźmi, żywymi czy zmarłymi, która opiera się na komunii świętych (KKK 953).

Oni o to proszą
Modlitwa za zmarłych to także naturalna konsekwencja wiary w istnienie czyśćca. Święty Paweł sam modlił się za zmarłego Onezyfora (2Tm 1, 18), a św. s. Faustyna czy św. Ojciec Pio niejednokrotnie wspominali o osobach, które przychodziły do nich po śmierci z prośbą o modlitwę. Po modlitwie wstawienniczej czy Eucharystii odprawionej w intencji zmarłego pojawiali się jeszcze raz, dziękując i mówiąc, że już opuścili czyściec i teraz radują się chwałą nieba.
Kardynał Joseph Ratzinger w bardzo znamienny sposób wypowiada się o sensie modlitwy za zmarłych: Człowiek chciałby – jest to jego pierwotnym impulsem – coś jeszcze uczynić dla zmarłych, zwłaszcza gdy widzi, że pozostawał ich dłużnikiem, i ustanowić dodatkowe formy aktu miłości. (...) Modlitwę za zmarłych można uznać za wyraz głębokiego przekonania, że możemy dla nich jeszcze uczynić coś dobrego. Myślę, że właśnie ten ludzki aspekt pokazuje, co oznacza idea czyśćca. Zmarli znajdują się jeszcze w sta-nie, w którym mogą im pomóc nasze modlitwy (por. J. Ratzinger, P. Seewald, „Bóg i świat. Wiara i życie w dzisiejszych czasach”, Kraków 2005).

Reinkarnacja – zemsta losu
Wraz z rozpowszechnianiem się poglądów nurtu New Age pojawiły się koncepcje religijne obce chrześcijaństwu ze względu na treści, jakie w sobie zawierają. Należy do nich wiara w reinkarnację, która staje się obecnie bardzo popularna.
Reinkarnacja (łac. reincarnatio – transmigracja, metempsychoza, palingeneza) to wielokrotne odradzanie się człowieka po śmierci przez wstępowanie jego duszy w ciało innej istoty (człowieka, zwierzęcia czy jakiegoś elementu przyrody). Wiara w reinkarnację jest właściwa dla hinduizmu, buddyzmu, dżinizmu, a w przeszłości dla manicheizmu, gnozy czy religii egipskiej. Współcześnie stała się przedmiotem badań parapsychologii, łącząc się ze spirytyzmem (teozofia i antropozofia), magią i psychoterapią. Wyznaje ją m.in. Ruch Hare Kriszna, a także Kościół scjentologiczny.
Reinkarnacja to swoista „zemsta losu” za czyny popełnione w poprzednim wcieleniu – rodzaj długu, który musi być spłacony. Z każdym działaniem człowieka, według hinduizmu, związane są ściśle jego skutki. Karma to właśnie wszelkie następstwa dobrych lub złych czynów popełnionych podczas wcześniejszych wcieleń („dług” nagromadzony przez duszę). Wszystko, co dzieje się z człowiekiem, jest spowodowane życiem w poprzednim wcieleniu. Trzeba się zatem starać, aby jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki danego wcielenia, by wtedy w kolejnym życiu urodzić się w wyższej kaście.
W świadomości ludzi Zachodu (żyjących w „zmiękczonym i rozcieńczonym” systemie doktrynalnym „karma-coli”) wiara w reinkarnację dostosowana jest do ich mentalności – w przeciwieństwie do swego wschodniego pierwowzoru. Cechu-je ją swoisty optymizm: traktowana jest jako kolejna szansa dana człowiekowi. Pozwala przede wszystkim spojrzeć na często nie-udane życie z nadzieją, że „w przyszłym wcieleniu będzie lepiej”. Poza tym wcielenia dokonują się tylko w postaciach ludzkich – nie powraca się zatem do wcieleń niższych. W buddyzmie i hinduizmie jest zupełnie inne ujęcie wiary w reinkarnację (por. A. Zwoliński, „Na zachód od Gangesu”, Kraków 1998; por. P. Descouvemont, „Przewodnik po trudnościach wiary”, Kraków 1998).

W hinduizmie
Hinduizm postrzega istotę ludzką jako mikrokosmos ściśle powiązany z makrokosmosem, pojmowanym jako wielkość nieskończona. Jeden i drugi są podporządkowane dharmie – odwiecznemu prawu, które rządzi porządkiem wszechświata i egzystencją ludzką. Bóstwo jest nieosobową energią, która występuje w każdym żywym organizmie. Nie ma więc zasadniczej różnicy pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem. Dusza zwierzęcia w kolejnym wcieleniu będzie miała kształt ludzki. Jeżeli karma jest dobra, kolejne wcielenie duszy nastąpi w wyższej kaście, natomiast gdy jest zła – w niższej. Celem zaś wszelkiego istnienia jest uwolnienie się z materii i zlanie w jedno z nieosobowym bogiem. Człowiek „oczyszcza” się na drodze kolejnych wcieleń, aż osiągnie stan doskonałości i jedności ze Wszechświatem (moksza). Celem reinkarnacji jest odrabianie nagromadzonej złej karmy i unikanie tworzenia nowej – cykl kolejnych wcieleń trwa, aż człowiek spłaci cały dług swej karmy i uwolni się od samsary (koła wcieleń, cierpień) – dojdzie do ostatecznego oświecenia (samadhi). Człowiek zbawia się sam (wyzwolenie z niewoli własnego „ja”) własnym wysiłkiem poprzez ćwiczenia różnych form jogi, medytację i kolejne wcielenia – prowadzi to do skrajnego egocentryzmu i całkowitej obojętności na potrzeby innych. Cnota życzliwości (maitri) polega na obojętności, a współczucie (karuna) na braku uczuciowego zaangażowania oraz obojętności na potrzeby drugiego człowieka. Ideałem jest osiągnięcie błogostanu i doskonałej obojętności w stosunku do wszystkiego, co istnieje poza własną jaźnią.
Ponieważ cierpienie zawsze jest spowodowane złą karmą (dusza w kolejnym wcieleniu przyjmuje takie ciało, na jakie zasłużyła), dlatego rzeczą bezsensowną, wręcz niemiłosierną, jest pomaganie osobie cierpiącej, gdyż to ona sama i tylko ona musi wypracować sobie lepszą karmę. Stąd nie wolno nikomu pomagać, bo zaburzamy w ten sposób jego karmę – czynimy mu po prostu krzywdę (por. J.J. Steffon, „Satanizm jako ucieczka w absurd”, Kraków 1993).

W buddyzmie
Buddyjska doktryna ponownych narodzin nie obejmuje wiary w duszę, co ją odróżnia od podstawowej doktryny hinduizmu. Podmiotem transmigracji jest nie dusza, lecz zespół wytworzonych bądź umocnionych w poprzednich egzystencjach dyspozycji psychofizycznych. One to kształtują nową osobowość w oparciu o „historię” poprzednich wcieleń. W buddyzmie źródłem złudzenia, a przez to cierpienia są: pożądanie, nienawiść i błąd. Wszystko, co istnieje, jest zbiorem cierpień, a kresem wcieleń jest nirwana (wygaśnięcie cierpienia, wyzwolenie z dukkha – wyzwolenie się z samego istnienia, będącego źródłem udręki). Proces ten można „usprawnić” przez medytację i wytwarzanie sprzyjających warunków karmicznych.

Albo Biblia, albo reinkarnacja
Wielu chrześcijan nie widzi nic sprzecznego w twierdzeniu, że po śmierci można odradzać się wiele razy i przeżywać kolejne wcielenie. Na progu 2012 roku, według badań CBOS-u i Centrum Myśli Jana Pawła II,
26 proc. ankietowanych Polaków przyznawało się do wiary w reinkarnację (KAI, 13.04.2012).
Statystycznie również około 93 proc. Polaków deklarowało się przy tym jako katolicy.
W Biblii nie znajdziemy nic, co mogłoby być potwierdzeniem dla tych teorii. Kościół katolicki głosi, że śmierć jest końcem ziemskiej pielgrzymki człowieka (Sobór Watykański II,
„Lumen gentium”, 48), nie wrócimy już do kolejnego życia ziemskiego. Po śmierci zatem nie ma reinkarnacji (KKK 1013), bo postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd (Hbr 9, 27) i nie zapominaj, że nie ma powrotu (Syr 38, 21a). Przyjęcie koncepcji wędrówki duszy jest równoznaczne z zanegowaniem sensu zbawczej śmierci Chrystusa i Jego Krzyża. Jezus umarł za nasze grzechy, aby nas zbawić. Reinkarnacja łączy się z odrzuceniem Jezusa Chrystusa Odkupiciela.

Ciąg reinkarnacji prowadzi do samozbawienia – doskonałość osiąga się samemu – nie jest zatem potrzebny żaden Zbawca. Dla chrześcijanina jedynym Zbawicielem jest Jezus Chrystus. Gdyby nawet przeszedł cały ciąg wcieleń, jak chcą reinkarnacjoniści, to nie wystarczy, by sam siebie oczyścił z win i przez to osiągnął życie z Bogiem.
Wiara w reinkarnację wyklucza chrześcijańską koncepcję zbawienia: Chrystus raz jeden był ofiarowany dla zgładzenia grzechów wielu, drugi raz ukaże się (…) dla zbawienia tych, którzy Go oczekują (Hbr 9, 28), Chrystus bowiem raz umarł za grzechy (1P 3, 18n).
Ojcowie Kościoła (św. Justyn, św. Ireneusz z Lyonu, św. Klemens Aleksandryjski, Tertulian, Orygenes, św. Grzegorz z Nyssy, św. Ambroży, św. Augustyn, św. Bazyli, św. Grzegorz z Nazjanzu, św. Jan Chryzostom) występowali, podobnie jak i późniejsze sobory, przeciwko doktrynie reinkarnacji – jej potępienie nabiera u nich charakteru radykalnego, nie znającego żadnych wyjątków ani zastrzeżeń.
Teoria ta jest nie do pogodzenia z nauką o zmartwychwstaniu ciał (por. BF VIII 102; por. BF IX 2, 4,8-9, 10, 28, 30). Bóg nie stwarza dla zagłady i pragnie zbawienia całego człowieka – ostatecznie także jego cielesności. Reinkarnacja odrzuca naukę o czyśćcu i jest sprzeczna z doktryną wiecznej kary dla potępionych, która obecna jest w Biblii (por. Hi 7, 9; por. Iz 66, 24; por. Jdt 16, 17; por. Mk 9, 43; por. Mt 10, 28).

Wiecej artykułów znajdziesz w miesięczniku "Egzorcysta". Kliknij i zamów prenumeratę już dziś!

Fot. sxc.hu