„Zapyta Bóg w swym niebie,
co dałem Mu, od siebie.
Wierzyłem i kochałem,
i byłem tym, kim chciał bym był.
I żyłem jak, chciał bym żył
i byłem, kim miałem być”.

Wtorek, III Tydzień Zwykły (Mk 3,31-35)

Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie. Odpowiedział im: Któż jest moją matką i /którzy/ są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.

Sprawdzam, czy aby na pewno jest ono takie, jakie powinno być, czy aby na pewno zrobiłam wszystko... Na szczęście sama siebie stopuję, bo przecież Bogu nie chodzi o to, bym uczestniczyła w jakimś duchowym wyścigu szczurów, bo inaczej nie będzie nagrody. On jest MIŁOŚCIĄ – Tym, czego i Kogo najbardziej potrzebuję i… pragnę, dlatego tak ważne jest szukanie Jego woli; On zna mnie jak nikt i po prostu wie, że właśnie na takiej, a nie innej drodze życia osiągnę szczęście i będę spełniona. Właśnie tak, a nie inaczej… pozwolić, by zrobił wszystko, co zechce… Nie jest mi łatwo odczytywać TĘ wolę – bardzo często jestem ślepa i głucha… Jednak, kiedy czytam słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii zaczynam nasłuchiwać, bo bardzo chcę być Jego krewną – tu i teraz… zawsze ☺

A przy okazji, mam nadzieję, że zaśpiewam Bogu tam… wtedy - wierzyłam i kochałam, i byłam tą, którą chciałeś mieć…