– W „Szlachetnej” działam od sześciu lat. Najpierw w liceum całą klasą robiliśmy paczkę, potem na studiach poznałam jedną z liderek i zaangażowałam się jeszcze bardziej – mówi Kasia Polczyńska. – Jako wolontariuszka odwiedzałam rodziny i to było dla mnie największe przeżycie. To ten moment, kiedy przychodzisz do rodziny, wysłuchujesz ich problemów i zadajesz pytania. Wtedy poznajesz biedę, której często na pierwszy rzut oka nie widać. Tak było choćby na jednej z głównych ulic Krakowa. Wyremontowane kamienice, wielkie sklepy, znane marki. Ale kiedy weszliśmy do jednego z mieszkań, nie mogliśmy uwierzyć. Grzyb na ścianie, ogromna wilgoć, co powodowało nieprzyjemny zapach, i wielka bieda – wspomina Kasia. – Spotkanie z rodziną to coś niezwykłego. To moment, w którym zapomina się o swoich problemach, jest to czas, kiedy poznaje się historię człowieka za każdym razem inną. Są ludzie, którzy mimo swojej trudnej sytuacji są szczęśliwi i paczka jest dla nich czymś, co pozwala im stawać naprzeciw swoim problemom. Są również ludzie, którzy pozostają sami ze swoimi trudnościami, bardzo często nikt obok nie wie o sytuacji, jaka jest w ich domu. Dla nich paczka to głównie spotkanie z drugim człowiekiem, z wolontariuszem i darczyńcą, którzy poprzez paczkę przekazują komunikat „jesteś dla mnie ważny”. Widok takich ludzi to coś, co zapisuje się w sercu i wspomnieniach na bardzo długi czas – mówi Łukasz Adach, koordynator wojewódzki w Małopolsce.

 

Nic przypadkowego
„Szlachetna Paczka” to niesienie konkretnej pomocy. W praktyce znaczy to tyle, że konkretna rodzina w konkretny sposób pomaga innej konkretnej rodzinie w potrzebie. Projekt ten co roku realizowany jest według tych samych, ściśle określonych kroków. Wolontariusze różnymi sposobami wyszukują rodziny, którym naprawdę potrzebna jest pomoc, bo cierpią niezawinioną biedę. Umawiają się na spotkania i rozmawiają z nimi, dowiadując się, czego najbardziej im potrzeba. Potem zebrane informacje umieszczają w sieci na stronie „Szlachetnej Paczki”. Tam osoby, które mogą i chcą pomóc, czyli darczyńcy, wybierają konkretną rodzinę, dla której przygotowują paczkę według jej potrzeb. Dzięki temu do potrzebujących trafiają rzeczy, których naprawdę potrzebują, a nie przypadkowe, z którymi nie wiadomo, co potem robić.
Przygotowane paczki darczyńcy przywożą do specjalnie wygospodarowanych magazynów, skąd zabierają je wolontariusze i dostarczają potrzebującej rodzinie. Darczyńcy nie spotykają się z tymi, którym pomagają. Chyba że na wyraźną prośbę obu stron.
– Magazyn zorganizowaliśmy w salce u księży salwatorianów – wspomina Kasia. – Pamiętam, jak jeden z nich przyszedł któregoś dnia z pianką do golenia w ręce i z uśmiechem powiedział: „Dołóżcie to ode mnie do jakiejś paczki”.

Każdy dzień pracy to wyzwanie
Ponieważ „Szlachetna Paczka” ma dziś ogromny zasięg i angażuje tysiące ludzi, potrzebni są tacy, którzy tymi ludźmi pokierują. Każde województwo ma koordynatora wojewódzkiego, który sprawuje pieczę nad „Paczką”. – Do zadań koordynatora wojewódzkiego należy zarządzanie i monitorowanie przebiegu poszczególnych etapów projektu. Rekrutacja Rady Wojewódzkiej i liderów, którzy później realizują „Szlachetną Paczkę” lokalnie, na terenie swojej miejscowości. Organizacja szkoleń, w trakcie których liderzy przygotowywani są do zadań, które przed nimi stoją w ramach projektu – tłumaczy Łukasz Adach. – Kolejnym z etapów jest Kampania SuperW, a więc czas, kiedy poszukujemy i rekrutujemy wolontariuszy. W tegoroczną edycję w Małopolsce zaangażowało się blisko 1200 SuperW. Później odbywają się szkolenia dla wolontariuszy i wizyty u rodzin. Wreszcie poszukiwanie darczyńców oraz dobroczyńców, którzy poprzez swoje finansowe wsparcie przyczynią się do tego, że projekt będzie mógł być realizowany w przyszłym roku. Jest to bardzo intensywny czas, który trzeba na bieżąco monitorować. Każdy dzień jest inny i stawia przede mną nowe wyzwania – mówi Łukasz.

Ciągle ich więcej
Według danych „Szlachetnej Paczki”, której kolebką jest Kraków, podczas pierwszej edycji, czyli 12 lat temu, w „Paczce” wzięło udział kilkunastu wolontariuszy, którzy zorganizowali pomoc dla 30 rodzin. Akcja nie przekroczyła granic miasta. Dziś „Szlachetna Paczka” obecna jest w każdym województwie, a w pomaganie zaangażowało się 7700 wolontariuszy. Z każdym rokiem ta liczba rośnie. Większość osób, które raz wzięły udział, wraca za rok. – Dziś już nie wyobrażam sobie świąt bez „Paczki” – mówi Kasia. – Byłyby dla mnie niepełne.
Czemu jest ich tak wielu i czemu wciąż więcej? – „Paczka” to projekt, który daje ogromną satysfakcję i poczucie spełnienia, ponieważ pozwala na realizowanie siebie poprzez pomoc ludziom. Jest to miejsce, gdzie stale można się rozwijać, podejmować wyzwania i pokonywać swoje ograniczenia – tłumaczy Łukasz Adach. – To praca, która niesie ze sobą ogromną odpowiedzialność, a często także sytuacje trudne, jednak ciągle w myślach ma się obraz tego, do czego dążymy i co chcemy osiągnąć poprzez „Szlachetną Paczkę”. Stowarzyszenie WIOSNA, organizator projektu, dało mi możliwość pracy w niezwykłym miejscu, gdzie mogę dać siebie innym – dodaje.

Chciałam skakać ze szczęścia
Wszyscy są zgodni, że najpiękniejszą chwilą i tym, co najbardziej zapada w pamięć, jest finał „Paczki”, czyli moment dostarczenia prezentów. – Przyjechałam z paczką do jednej rodziny z dziesięciorgiem dzieci. Patrzyłam, jak te maluchy rzuciły się na prezenty i rozpakowywały je, a potem biegały po całym pokoju, krzycząc z radości. Ile tam było szczęścia! Ze wzruszeniem patrzyłam na te buzie – wspomina jedna z wolontariuszek.
– Pamiętam, że miałam problem ze skontaktowaniem się z jedną rodziną. Z powodu różnych obowiązków nie mogli się ze mną spotkać wystarczająco wcześnie, długo czekałam. Umówiliśmy się ostatniego dnia rekrutacji i po spotkaniu zostało mi niewiele czasu, by wszystkie dane wprowadzić do systemu. Kosztowało mnie to dużo stresu. Ale nigdy nie zapomnę, jak wróciłam do nich z paczką. Kilkoro dzieci, które wychowywała sama mama… Ich ogromna radość i niedowierzanie tej pani. To są chwile, w których – mimo że te prezenty nie są dla ciebie – rozpiera cię taka sama, jeśli nie większa radość! Miałam ochotę skakać tam razem z nimi! Od razu zapomniałam o wszystkich wcześniejszych trudnościach – entuzjastycznie opowiada wolontariuszka Zosia spod Krakowa. – Jestem przekonana, że jeśli dajemy coś z siebie, to to dobro powraca do nas zwielokrotnione – wtrąca Kasia.
Małopolski koordynator Łukasz dodaje od siebie, że tym, co najbardziej ujmuje go w tej pracy jest właśnie możliwość odkrywania potencjału w drugim człowieku. – Doświadczałem tego na etapie rekrutacji zarówno moich koordynatorów, jak i liderów, którzy w 58 miejscach w Małopolsce prowadzą rejony „Szlachetnej Paczki”. Był to czas, kiedy spotkałem się z wieloma ludźmi, którzy mieli różnorodne doświadczenia i pomysły. Teraz patrzę na to, jak się rozwijają i realizują. Widzę rokrocznie, jak wielką radość daje im ten projekt. To jest dla mnie najpiękniejsze – podsumowuje rozmówca.

Jest wreszcie zapłata
Faktem jest, że „Szlachetna Paczka” to niezwykle rozwijające przedsięwzięcie. Szczególnie dla młodych ludzi, których zdecydowana większość jest zaangażowana w to dzieło. Na różnych etapach projektu uczą się rozmowy z ludźmi, spotykają się bezpośrednio z biedą, której potem wspólnie próbują stawić czoło. Uczą się otwartości, zdecydowania i mądrego planowania. Wszelkimi sposobami, wykorzystując swą kreatywność i pomysłowość, przygotowują pomoc. – Zaangażowanie w to dzieło naprawdę uczy odpowiedzialności, zorganizowania, kontaktu z ludźmi. To jest taka świąteczna szkoła życia – stwierdza z uśmiechem wolontariuszka Zosia.
I po wielu trudach otrzymują wreszcie prawdziwą i niedającą się zmierzyć nagrodę za swój wysiłek. Uczestniczą w dostarczeniu paczki i osobiście mogą zobaczyć łzy radości tych osób, którym udało się pomóc. Te doświadczenia zmieniają ich. – Bo kiedy komuś pomagasz, stajesz się po prostu innym człowiekiem. Lepszym. Chce ci się żyć! – puentuje Zosia. 

Za: Przewodnik Katolicki