Tradycyjny żłóbek z dzieciątkiem Jezus, w wielu kościołach i kaplicach znajduje się przed ołtarzem. Za ołtarzem zaś jest krzyż z wiszącym na nim Jezusem. Czyż nie narzucają się nam dwa obrazy: małe i radosne Dzieciątko Jezus oraz dorosły Jezus cierpiący na krzyżu? Radość i cierpienie, przyjęcie i odrzucenie, splatają się ze sobą jak dwa pukle włosów w piękny warkocz. Taki był los Jezusa i taki jest także nasz.

Chcieliby niektórzy święta Bożego Narodzenia sprowadzić tylko do zwyczajów, tradycji, czasu wypoczynku i świętowania – do radości.  Tymczasem życie sprawia, że nie można uciec od cierpienia, szarości dnia, obowiązków w pracy; od trudu i mozołu. I jak pokazuje samo życie, to właśnie w te Święta najbardziej dotyka ludzi uczucie samotności i pustka. Najwięcej się podobno zdarza samobójczych ucieczek od życia i od problemów właśnie w Święta Bożego Narodzenia.

Ilość przeprowadzonych świątecznych rozmów, zjedzonych i wypitych produktów, spędzonych godzin na oglądaniu śmiesznych programów, a nawet godzin spędzonych w kościele automatycznie nie sprawi, że nasze życie stanie się bezproblemowe. Jak zatem połączyć atmosferę Świąt z codziennym życiem? Jak sprawić, żeby radość i cierpienie, wzajemnie się przenikając w naszym życiu, były właściwie przeżywane? Przypatrzmy się św. Szczepanowi, patronowi dnia dzisiejszego.

Św. Szczepan był prawdopodobnie Grekiem. Uwierzył w Chrystusa, to znaczy przyjął go do swojego życia. Został po pewnym czasie wybrany na diakona i nie tylko opiekował się ubogimi, ale także głosił Ewangelię i dokonywał wielu cudów w imię Jezusa. Ta sytuacja bycia tak bardzo obdarowanym przez Pana Jezusa, bycia szczęśliwym, spełniającym się człowiekiem nie uchroniła go od cierpienia jakim stało się ukamienowanie. W jego życiu kiedyś Bóg się narodził. On w Niego konsekwentnie wierzył, za Niego oddał życie. Odwaga i wierność, z jaką wytrwał św. Szczepan przy Jezusie, są dla nas zaproszeniem, abyśmy i my konsekwentnie, nie bojąc się cierpienia, odrzucenia, opowiadali się bez wahania za Chrystusem.

Jak zatem połączyć atmosferę świąt z codziennym życiem? Jak sprawić, żeby radość i cierpienie, wzajemnie się przenikając w naszym życiu, były właściwie przeżywane?
Odpowiedź nasuwa się tylko jedna: wytrwać przy Chrystusie, wytrwać przy Nim w radości, wytrwać przy Nim także i w cierpieniu. Dobre słowo, które On nam dziś daje to: „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.
Dzisiejszy dzień mówi więc o innej radości, radości z wytrwania przy Chrystusie do końca. Są bowiem dwie radość: jedna, która szybko się pojawia i szybko przemija i ta druga, która jest głębsza i rodzi się z wierności. Chrystusa jest w centrum żłóbka. Chrystus jest na krzyżu. Tam gdzie jest prawdziwa radość jest Chrystus, tam gdzie jest cierpienie jest Chrystus. Być wiernym Chrystusowi – w każdym momencie życia, nie przekroczyć granic, które On daje i wpisuje w sumienie, to właśnie znaczy przenieść atmosferę świąt w codzienność. Radość z wierności, która czasami boli. Paradoks życia.

Szukałem życiowych przykładów do tej refleksji. Przypomniał mi się bł. Jan Paweł II i jego trwanie przy Chrystusie do końca. Przypominali mi się młodzi ludzie, którzy wbrew opinii kolegów i koleżanek trwają w czystości przedślubnej. Przypominali mi się ojcowie czy matki modlące się codziennie razem albo osobno. Przypomniała mi się Agata Mróz, która nie zgodziła się na usunięcie ciąży chociaż to zagrażało jej zdrowiu. Przypominały mi się osoby, które nie godząc się na pracę w niedzielę, ryzykowały i zwalniały się z pracy. Takich przykładów znajdujemy wiele. I to nas napełnia radością, że się da wytrwać, że jest nadzieja, że cierpienie nie będzie nie do zniesienia, że radość nie stanie się krótkotrwała. Dzięki obecności Chrystusa w naszym życiu, dzięki codziennej modlitwie, przyjmowaniu Komunii św., dzięki uczciwości, ofiarności życie nabiera innego smaku, innego wymiaru.

Wytrwajcie przy tym co Boże. Módlmy się zatem o łaskę wytrwania przy wierze i przy tym co wiara nakazuje. Módlmy się, aby lęk przed cierpieniem, odrzuceniem, nie sprawił, że wyrzekniemy się naszych dojrzałych przekonań; że wyrzekniemy się wiary.
Na zakończenie tej refleksji chcę Wam zacytować słowa św. Matki Teresy z Kalkuty, która wyjaśnia, kiedy jest Boże Narodzenie.
„Zawsze ilekroć się uśmiechasz do swojego brata i wyciągasz do niego rękę.
Zawsze ilekroć milkniesz by innych wysłuchać.
Zawsze kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna obręcz uciskają ludzi w ich samotności.
Zawsze kiedy dajesz odrobinę nadziei załamanym.
Zawsze kiedy rozpoznajesz w pokorze jak bardzo znikome są twoje możliwości i jak wielka jest twoja słabość.
Zawsze ilekroć pozwolisz, by Bóg pokochał innych przez ciebie
zawsze wtedy jest Boże Narodzenie”.
Pan Jezus jest z Wami w każdej okoliczności waszego życia. Wytrwajcie przy Nim.

Fot. sxc.hu