Jezus widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich. (Mt 5,1-2)

Kochani, często się nam wydaje, że Ewangelia wobec otaczającego nas świata, niosącego problemy i troski jest jakaś przestarzała, nieaktualna. A tym czasem, gdy każdy z nas zamknie choć na chwilę oczy i spróbuje spojrzeć w ów tłum słuchający Jezusa, z pewnością znajdzie tam siebie. Bo nie brak było wśród ówczesnych, niepełnosprawnych i zdrowych, nie brak biedaków i bogaczy, uczciwych i złodziei. Czas był tylko inny, inny kulturowo czy mentalnie. Chrystus jednak ze swym Słowem przenikał serca i sumienia. Podobnie i dzisiaj, staje przed nami i zaprasza nas, byśmy gromadząc się u podnóża góry otwarli serca na Jego wołanie. Szybko się przekonamy, że wobec Jego Słowa nic nie ma na świcie strasznego, ani ubóstwo, ani głód, ani płacz, ani odrzucenie przez innych.

Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy królestwo Boże…(Łk 6,20b)

W dzisiejszej rzeczywistości sukcesu i pogoni za tym co "the best", nie sposób nie ulec pokusie frustracji w momencie, gdy wydaje nam się, że ludzie wokół nas pną się po szczeblach kariery, telewizja krzyczy o kolejnych tygrysach rynku, czy modzie na jesień. Jezus tym czasem spokojnym głosem zaprasza nas na Górę Błogosławieństw i stara się przebić przez ten szum sukcesów ze swoim błogosławieni jesteście… A wszystko po to, by Jego dzieci nie zwariowały, by w zderzeniu wózka i kul z wszechobecnym luzem i karierą na różny, czasem niewłaściwy sposób pojętą, ucieszyć się ze swojego ubóstwa. Bo to nie jest tak, że cierpienie trzeba ukryć, nie jest tak, że ubóstwo trzeba ukryć, nie jest tak, że człowiek ubrany w normalność musi się siebie wstydzić gdyż jest niemodny. Jezus szepcze do twego serca; błogosławieni jesteście, wy, ubodzy…

Błogosławieni wy, którzy teraz głodujecie, albowiem będziecie nasyceni…(Łk 6,21a)

Myślę, że Chrystus miał tutaj namyśli głodujących nie tylko fizycznie. Bowiem szczęśliwy musi być człowiek, który cierpi głód ducha, który poszukuje czegoś więcej niż tylko płytkich zapewnień o szczęściu wypływającym z dobrej zabawy i życiowej beztroski. I do takiego serca Chrystus mówi błogosławieni jesteście…Jeśli Twoje serce głoduje, biegnij do Pana, i zasiadając do stołu Eucharystii, nasyć ten głód, który już sam w sobie niesie nadzieję.

Błogosławieni wy, którzy teraz płaczecie, albowiem śmiać się będziecie…(Łk 6,21b)

Zdaję sobie sprawę z tego, że łzy nie są Wam obce. Tyle razy przecież przychodziło Wam wypłakać w samotności poniżenie, wyśmianie i brak zrozumienia. Przyszedł jednak czas, by podziękować Panu i za łzy, za chwile trudne, które działały tak oczyszczająco. On wypowiadając w stronę płaczących i skołatanych cierpieniem serc błogosławieni jesteście…myślał także i o Was – niepełnosprawnych. W każdej więc łzie, wypłakanej z Jezusem roni się kropla czekającej nadziei, pewnej nadziei, gdyż obiecanej przez Tego, który jest samą Radością.

Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was z powodu Syna Człowieczego (…) cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie…(Łk 6,22-23b)

I wreszcie, Chrystus niejako podsumowuje swoje dotychczasowe błogosławieni jesteście… w tych z pozoru niosących lęk zapowiedziach prześladowań. Ale czy powiedział coś nad wyrost? Czyż obce jest człowiekowi niepełnosprawnemu w XXI wieku znienawidzenie, wyłączenie spośród innych, wyśmianie i złorzeczenia. Nie są obce i dlatego tym bardziej powinniśmy udać się do stóp Góry Błogosławieństw, by tam znaleźć pokój serca. Kochani, chcę Was prosić, abyście idąc przez życie, mieli zawsze przed oczyma – szczególnie w tych trudnych chwilach biedy, płaczu i osamotniania – szczyt góry, z której naucza Jezus. Nie trzeba jej daleko szukać. Jest bliżej niż mogłoby się wydawać… Trzeba tyko spróbować do niej dotrzeć, spróbować oderwać się od sposobu myślenia tych, którzy chodzą dolinami i z zapałem kroczyć wąską ścieżką na szczyt. Tam czeka Pan ze swoim błogosławieni jesteście…

Fot. sxc.hu