On ich zapytał: Co chcecie, żebym wam uczynił? Rzekli Mu: Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie. Jezus im odparł: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony? Odpowiedzieli Mu: Możemy. Lecz Jezus rzekł do nich: Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których zostało przygotowane. Gdy dziesięciu [pozostałych] to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu.

1. Chcemy…
Niedawno moja znajoma podzieliła się ze mną pewnym spostrzeżeniem, od razu udowadniając mi, że istotnie tak jest stwierdzając, że współcześni ludzie (sama już należy powiedzmy do pokolenia tuż powojennego), są bardzo, ale to bardzo roszczeniowi. Nawiasem mówiąc ubawiłem się opowiedzianą historią i pozwólcie, że ją tutaj przytoczę. Zadzwoniła do niej córka znajomych z problemem, że chce wynająć od niej pokój na weekendy, gdyż miała rozpocząć studia zaoczne w tym samym mieście. Moja znajoma na to odpowiada, że jest to niemożliwe, gdyż jej mieszkanie to zaledwie jeden pokój z malutką kuchnią. „Ale mi to nie przeszkadza!” – usłyszała. „Ale mi to przeszkadza” – zripostowała moja znajoma. Na co usłyszała od biednej studentki: „No to nie mamy o czym rozmawiać!”
Nic się nie zmieniło od tysięcy lat. Roszczeniowość nie jest problemem tylko i wyłącznie Synów Zebedeuszowych, czy też wspomnianej studentki, czy nawet nas, ludzi XXI wieku. Wypływa ona z naszej natury, która obciążona skłonnością do grzechu, domaga się by tylko mieć i mieć i tylko dla siebie.

2. Możemy…
Problem jednak nie leży w tym, że „chcemy” wszystko i już, ale w tym, co my z owym pragnieniem robimy. Czy jesteśmy jak bohaterowie dzisiejszej Ewangelii i bez zastanowienia odpowiadamy, że na wszystko jesteśmy gotowi, nie mierząc zupełnie sił na zamiary? Czasem owym „możemy” wpędzamy się w czkawkę pragnień, a nieraz krztusimy się ilością tego, co nabraliśmy w momencie, gdy Bóg nas pytał, czy damy radę, a my bez zastanowienia odpowiadaliśmy, że tak, bo przecież „możemy”. I tu koło się zamyka, a nasze roszczenia względem Boga, drugiego człowieka i otaczającej nas rzeczywistości urastają do gigantycznych rozmiarów i grożą takim czy innym końcem.

3. Nie tak będzie…
Jezus jednak wyznacza nam inną drogę zaspokajania naszych pragnień. Po ludzku wydaje się to sposób bezsensowny, gdyż na pierwszy rzut oka, potrzeba coś z siebie dać i nic się nie zyskuje. Ta propozycja Jezusa kryje się w tajemnicy słowa „służba”. To niesamowite, że sama w sobie choć kosztowna i wymagająca, owocuje w naszym życiu wieloma cudami i obfitością. Ale to co z niej płynie, choć zaspokaja nasze potrzeby stokroć bardziej niż tego oczekujemy, nie sprawia, że mamy czkawkę, czy też nie grozi nam, że się udławimy nadmiarem szczęścia. W logice Bożej bowiem, wszystko choć w obfitości, to jednak ma swój umiar.

Blog: www.slowopana.com

Fot. sxc.hu