... a naszą prawdziwą ojczyzną jest niebo. Wiedzą bowiem, że słowa bł. Jana Pawła II o „nowej ewangelizacji” nie mogą zamknąć się jedynie w opasłych tomach papieskiego nauczania i naukowej refleksji. Echem tego wezwania jest m.in. podjęta na terenie diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej ewangelizacja nadmorska (z nieoficjalnym dopiskiem „na żebraka”). Ewangelizatorzy od 2009 r. wychodzą na plaże i deptaki nadmorskich miejscowości, aby mówić o żywym Bogu, o Jezusie, którego działania doświadczyli w swoim życiu.

nasza siła pochodzi od Jezusa

Każdy dzień ewangelizacji cała grupa rozpoczyna od godzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu, a gdy już wyruszy „w miasto”, przynajmniej dwie osoby zostają i na zmianę trwają przed eucharystycznym Jezusem aż do wieczornej Mszy św., błagając o otwarte serca napotykanych ludzi i błogosławieństwo dla ewangelizatorów. A Ci, którzy wyruszają, starają się dotknąć ludzkich serc przez śpiew, pantomimę, świadectwa, rozmowy i głoszoną przez kapłana Ewangelię.

„Dziękuję wam! Opowiadajcie o tym, wszędzie”

Jednym z publicznie głoszonych świadectw było doświadczenie małżeństwa z kilkunastoletnim stażem. Można powiedzieć standard naszych czasów: mąż za granicą, żona z dziećmi w kraju, rodzina praktycznie w rozsypce. Jak wspomina Teresa, była już na pewno w depresji, zaczynała zaglądać do kieliszka, zagubiła drogi do Boga. A był to czas, kiedy umierał Jan Paweł II, o czym zresztą dowiedziała się od koleżanek. Świadoma swojego stanu i sytuacji rodziny zaczęła modlić się, gorąco błagać Boga o ratunek. Jak się okazało, w tym samym czasie jej mąż Andrzej w Szwecji przeżywał podobne zagubienie. Postanowili wspólnie zakończyć jego zagraniczne wojaże. Mężczyzna powrócił do Polski, co przypłacili chwilami prawdziwej biedy. Uratowali za to rodzinę, swoją wiarę i dzieci. Jej udało się wyjść z depresji. Jak mówią, wszystko to tylko dzięki zaufaniu do Boga. Teraz zaś są w stanie wyjść na ulicę i głosić żywego Jezusa. To oczywiście bardzo wielki skrót ich historii życia. W Darłówku, gdzie mówili o tym na plaży, podeszła do mnie starsza pani, niezwykle wzruszona, i płacząc, powiedziała: „Opowiadajcie o tym, wszędzie. Mój mąż umarł na depresję – powiesił się. Dziękuję wam, opowiadajcie o tym!”.

Matka Boża ratuje dziecko

Jedno z najbardziej niezwykłych wydarzeń ewangelizacji nadmorskiej wydarzyło się w niewielkim Dźwirzynie. Było to przed dwoma laty w pierwszy dzień ewangelizacji. Wtedy to Bóg dał wyraźny znak, jak bardzo błogosławi naszemu „bieganiu po plaży”… Na plażach i deptakach, po zakończonej rozmowie i modlitwie, oddawaliśmy ludzi pod opiekę Matki Bożej, nakładając im również na szyje cudowne medaliki. Na „do widzenia” otrzymywali dodatkowo ulotkę z zaproszeniem na wieczorną Mszę św. oraz późniejsze modlitwy. Na końcu znajdowało się tam następujące zdanie: „Jeżeli potrzebujesz jakiejkolwiek pomocy, to dzwoń 0048…”. I już pierwszego wieczoru ewangelizacji, tuż przed Mszą św. w telefonie ewangelizacyjnym zabrzmiał głos przerażonej matki, której dziecko zagubiło się na plaży. Zrozpaczona kobieta poprosiła, aby wszyscy ludzie zebrani w kościele wyszli na plażę i pomogli szukać jej synka (całą rodzinę spotkaliśmy rano na plaży, a rozstając się, dziecko zostało powierzone Matce Bożej poprzez nałożenie medalika). Oczywiście spełnienie jej prośby nie było możliwe, ale zrobiliśmy, co tylko się dało… Całą zebraną wspólnotą wezwaliśmy jeszcze przed rozpoczęciem Eucharystii pomocy Matki Bożej i Anioła Stróża. Kilka osób z naszej ekipy wzięło przenośne nagłośnienie i udało się na plażę. Mszy św. przewodniczył ks. Radosław Siwiński (organizator tej ewangelizacji) i – jak sam wspomina – kiedy rozpoczął kazanie, przyszła mu do głowy myśl o tym dziecku. Wahał się bardzo, czy zaczynać temat, bo przecież większość takich zaginięć kończy się tragicznie – utonięciem. W ułamku sekundy przyszło natchnienie: „Przecież Matka Boża nie pozwoli, aby temu dziecku stała się krzywda. Jezus potwierdzi głoszoną tu Ewangelię znakiem”. Po czym zdecydował się mówić o tej sytuacji, a z kościoła odezwał się głos: „dziecko się znalazło” i ludzie zaczęli spontanicznie klaskać. To było niesamowite doświadczenie obecności, troski i miłości Boga. Myślę, że każdemu z obecnych przeszedł wtedy po ciele dreszcz emocji, niesamowitej radości z powodu obecności Boga wśród swojego ludu.

hotel ****

Ewangelizacja nadmorska prowadzona jest „na żebraka”, co oznacza, że ewangelizatorzy ruszają na nią, całkowicie zdając się na Pana Boga: bez pieniędzy, jedzenia ani wcześniej zapewnionych noclegów, jedynie z rzeczami osobistymi. Jezus każdego dnia dawał nam dowody swojej troski o nas poprzez to, że każdy z kilkudziesięcioosobowej grupy miał gdzie spać i co jeść. Pewnego dnia jeden z właścicieli pizzerii zaproponował nam: „Upiekę tyle pizzy, ile tylko będziecie mogli zjeść”, ale za to na drugi dzień na obiad były suche bułki. Zdarzyło mi się, że żebrałem o obiad dla 60 osób w dużym kołobrzeskim domu wczasowym. Chyba cztery razy powtarzałem w różnych miejscach (recepcja, kelnerka, kierowniczka sali itd.), kim jesteśmy i o co prosimy, aż trafiłem na najwyższe piętro do biura prezesa! Po zajęciu miejsca w wygodnym fotelu zwróciłem się do niego w następujących słowach: „Pan nas tak elegancko przyjmuje i chce wysłuchać, ale raczej na nas nie da się zarobić”, na co on odpowiedział: „Nie na wszystkim w życiu trzeba zarabiać”… Po czym zaprosił nas wszystkich na zupę do swojej restauracji.

O noclegi prosiliśmy w kościele, po zakończeniu wieczornej Mszy św., i jeżeli była taka potrzeba, to także w czasie późniejszych modlitw. Zdarzyło się jednak raz, że zabrakło noclegów dla 20 osób! W ciągu dnia poznałem jednak właściciela najbardziej ekskluzywnego czterogwiazdkowego hotelu i licznych punktów gastronomicznych w miejscowości. Poprosiłem go wtedy o spełnienie mojego małego marzenia, aby każdy z grupy mógł zjeść lody. Z uśmiechem i łagodnością odpowiedział, że nie ma problemu. Tego samego dnia wieczorem ok. 22.00 poszukiwałem go już w znacznie trudniejszej sprawie: „Proszę pana, mam teraz o wiele poważniejszy problem niż lody. Dwudziestu ewangelizatorów nie ma gdzie spać. Czy nie znalazłby się jakiś kąt u pana w hotelu?”. Odpowiedział mi, że wprawdzie wszystkie pokoje są zajęte do końca wakacji, ale jest sala, na której można by było na podłodze się przespać, tyle tylko, że do północy będą tam tańce latynoamerykańskie. Umówiłem się więc z nim, że młodzież przyjdzie do hotelu około północy. Kiedy kładłem się do snu w ofiarowanym mi przez właścicielkę pensjonatu pokoju, zadzwonił jeszcze mój telefon. Jeden z ewangelizatorów pytał: „Proszę księdza, bo te tańce się jeszcze nie skończyły. Czy możemy potańczyć?”. Pan Jezus nie dość, że zatroszczył się o nocleg, to i dał trochę radości z tańca! Często teraz opowiadam, że podczas ewangelizacji nadmorskiej śpi się nawet w hotelach czterogwiazdkowych!

tak samo jak za czasów Jezusa

Można śmiało powiedzieć, że jeżeli chodzi o przyjmowanie lub odrzucenie głoszonego na plaży słowa Bożego, to nic przez dwa tysiące lat się nie zmieniło. Jedni szli za Jezusem i słuchali Jego Dobrej Nowiny, inni mówili: „ma belzebuba”, „trudna jest ta mowa”. A oto dowód. Jednym z istotnych elementów ewangelizacji są świadectwa, czyli najprościej mówiąc konkretne doświadczenie Boga w życiu. Jedno ze świadectw, mówione przez młodą pielęgniarkę Ewelinę, dotyczyło podejmowanych przez nią prób odebrania sobie życia. Jak sama mówiła, w szkole średniej wszelkie tego rodzaju próby były niemym wołaniem do świata: „Halo, jestem, żyję, zwróćcie na mnie uwagę!!!”. Ale po maturze na serio targnęła się na życie i cudem ją odratowano. Jak jednak przyznała, pierwszą myślą po przebudzeniu w szpitalu były słowa: „Taka jesteś beznadziejna, że nawet nie potrafisz się zabić!”. Dla niej życie nie miało już sensu, do czasu zaproszenia na rekolekcje, podczas których usłyszała jedno kluczowe zdanie: „Bóg Cię kocha niezależnie od tego, jaka jesteś i co się w twoim życiu wydarzyło”. I tak zaczęła się droga jej nawrócenia. Jak została odebrana przez słuchaczy? Po zakończeniu tzw. „nabożeństwa” na plaży (śpiew, pantomima, świadectwa świeckich, orędzie ewangelizacyjne głoszone przez księdza, ewangelizacja indywidualna) podszedłem do grupki młodych ludzi. Dwóch stojących gentelmanów z puszkami alkoholu w ręce zgodziło się na rozmowę. Grupa była o wiele liczniejsza, ale ci opalający się na ręcznikach średnio byli zainteresowani podjęciem tematu (było wyjątkowo gorąco, a do tego w lipcu ubiegłego roku słońce stanowiło mocno deficytowy towar, więc każdy promień padający na ciało był bezcenny). Zauważyłem, że z wysokości piasku przysłuchuje się nam tylko jedna dziewczyna, która nagle powiedziała: „Ja, proszę księdza, pochodzę z bardzo wierzącej rodziny, ale mam pytanie. Czy to, co wy tutaj opowiadacie, jest w ogóle prawdą? Czy oni nie zmyślają?”.

Pytanie zadane przez Jezusa apostołom jest ciągle aktualne: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?” (Mt 16,13). Za kogo Go uważasz? Legenda, fikcja, bajki wymyślone dla utrzymania armii księży? Czy żywy Bóg?

po owocach ich poznacie

Po powrocie z ewangelizacji otrzymałem na skrzynkę e-mailową następującą wiadomość:

„W tym roku miałam okazję spotkać księdza i ekipę ewangelizacji nadmorskiej w Darłówku, podczas Mszy św. wieczornej. Pewnie mnie ksiądz pamięta, bo byłam jedyną osobą na wózku inwalidzkim. Nie zamierzałam zostać na spotkaniu z Wami, bo byłam po długiej podróży ze Śląska, a poza tym czekał na mnie Tata. Ale (dwukrotnie!) zatrzymał mnie taki chłopak z długimi włosami, który w pantomimie grał rolę Jezusa. Było to dla mnie niezwykłe doświadczenie. Jestem chora, długo zastanawiałam się, czy ryzykować i w ogóle jechać na wakacje, byłam zestresowana, tymczasem Pan Bóg pozwolił mi pierwszego dnia spotkać Was i pokazać mi (namacalnie!), jak bardzo się o mnie troszczy. Ten chłopak, który mnie namawiał, bym zawróciła, był tak pewny tego, że mam zostać. I nie mylił się! Nie wiem, na ile Pan Bóg uzdrowił mnie tego wieczoru (badania kontrolne mam dopiero 5 IX), ale dał mi wewnętrzny spokój i radość wakacji. Już dawno tak dobrze nie spałam, nie odczuwałam niepokoju, niesamowicie się zregenerowałam”.

Kolejny e-mail po około dwóch tygodniach brzmiał tak: „Byłam na kontroli, jestem prawie zdrowa (miałam rozległą zakrzepicę), z każdym dniem czuję się lepiej. Głęboko wierzę, że Bóg uzdrawiał mnie cały czas, a Was zesłał mi, by umocnić mnie w wierze, namacalnie pokazać mi troskę – bardzo tego potrzebowałam. Potrzebowałam znaku, że On jest tuż obok mnie i czuwa nad moim losem, a także zbawieniem. Na początku choroby, gdy musiałam leżeć, cały czas czytałam fragment o kobiecie, która cierpiała na krwotok, a w tamten wieczór w Darłówku ksiądz także odniósł się do tej sceny. Wszystko to jest tak niezwykłe, tak się zazębia... Z Bogiem i jeszcze raz dziękuję”.

w tym roku po raz czwarty

Od 15 do 30 lica 2012 r. trzy grupy ewangelizatorów nadmorskich wyruszyły w trasę. O tym co Pan Bóg czynił w tym roku, może jednak innym razem…