1. Wbrew niebu…
Zdumiewa mnie fakt, że tak wielu dziennikarzy, którzy przecież są ochrzczeni, nagle staje po stronie tych, którzy z sakramentów kpią i czynią siebie sędziami we wszystkim, co związane z kształtowaniem się ruchów i poglądów społecznych. Dlaczego tak jest? Myślę, że głównym tego powodem jest utracona wiara, taka zdrowa i nieznosząca dziwnych opowieści. Czy nie jest bowiem wbrew niebu, owa kampania w dużych miastach, jakoby Boga niebyło? Czy nie jest wbrew Niebieskiemu Jeruzalem, ogłoszona przez satanistów akcja na facebook-u palenia kościołów. W Hiszpanii po takich nawoływaniach palono kościoły i mordowanych księży. Nie trzeba wyszukiwać czegoś „extra”, wystarczy spojrzeć wokół, włączyć telewizor, czy posłuchać co mają do powiedzenia tzw. celebryci.

2. Z niebem…
A tym czasem w niebie Pan przygotował nam wiele miejsc, w które po tułaczce życia będziemy mogli zapełnić. W polskiej tradycji te dwa dni z początku listopada, stają się dla nas szansą, by temu światu, który żyje wbrew Ewangelii, przekazać Dobrą Nowinę o zbawieniu. Nie bójmy się podjąć tę ewangelizację „małych koków”. I tak, 1 listopada, stając wobec świętych i aniołów śpiewajmy z nimi dla Baranka. Wcześniej czy później trafimy przed tron Pana, a On wtedy zapyta nas o to życie. Już dzisiaj warto sobie uświadomić, co robić, by to życie nasze nie było wbrew Ewangelii i wbrew niebu, ale stało się gwarantem naszego życia wiecznego. W ten pierwszy dzień listopada, błogosławimy Boga za dar tylu świętych.
Przy tej okazji odnówmy w sobie pragnienie życia w świętości, jak także odnówmy relację ze świętymi, z naszymi patronami od chrztu i bierzmowania oraz z naszym aniołem stróżem. Bardzo szybko dostrzeżemy, że z niebem idzie nam o wiele lepiej to życie.

3. Dla nieba…
Pozostaje jeszcze pytanie o tych, którzy oczekują na oglądanie Pana twarzą w twarz, ale jeszcze ze względu na odbywanie kary za grzechy, nie mogą wejść do nieba i cierpią w czyśćcu. Kościół od wieków wierzy głęboko, że my możemy im pomóc w tym cierpieniu i w tej drodze do nieba! Jak? Otóż nie wystarczy zapalona świeczka, czy położone na grobie kwiaty. Wszystko to bowiem, musi być jedynie symbolem zanoszonej do Boga modlitwy za zmarłych, a nie same w sobie niczym przedmioty magiczne, świecą się i spalają. Bóg bowiem w serce każdego człowieka „wkłada” poprzez natchnienia Ducha Św. owo pragnienie modlitwy. Jeśli na to zaproszenie odpowiemy pozytywnie, wtedy stajemy się „bogatsi” o tę łaskę daną nam z nieba, a bogaci w Miłosierdzie od Pana, możemy się nim dzielić z innymi. Przez to oczywiście uświęcamy nasze serca.
Potrzeba więc jakiegoś spokoju w tym wszystkim, by nie walczyć z niebem, by otworzyć się na obecność Świętych klękając przed tronem Baranka. Na koniec zaś, zróbmy wszystko, by tym, którzy jeszcze cierpią, przyjść z darem modlitwy i ulgi dla ich czyśccowego pokutowania. 

Fot. sxc.hu