Ktoś pisze, że bał się Buki z Muminków, ktoś inny, że Buki akurat nie, ale przerażał go pochód wilków z Akademii Pana Kleksa. Jeszcze innego przerażała, tak jak mnie zresztą, postać wesołego diabła Piszczałki. Ja się tego stwora bałem do tego stopnia, że zobaczyłem jak wygląda na ekranie dopiero chyba jak skończyłem dziesięć lat i odważyłem się na chwilę otworzyć oczy w czasie oglądania tego filmu. 

Z wracaniem do takich filmów jest trochę jak z powrotami do rodzinnych czy ulubionych miejsc po długim czasie, kiedy się tam dawno nie było. Wydają się często jakieś mniejsze, czasem mniej imponujące, zwykłe, a potwory może bardziej oswojone. 

Bardzo nie lubimy czekać. Przecież czekać ileś lat, żeby spokojnie obejrzeć przerażający film z dzieciństwa to trochę niedorzeczne. Ale to właśnie czas tworzy dystans, który pozwoli na spokojnie spojrzeć tym potworom w oczy. Przed chwilą sprawdziłem – obejrzałem fragment z Piszczałką, który kiedyś mnie paraliżował. Dziś wywołuje uśmiech. 

Czas i oczekiwanie, których nie znosimy staną się lekarstwem na życiowe rany, jeśli pozwolimy sobie trochę poczekać. Trzeba zgodzić się z tym, że często potrzebujemy wewnętrznej duchowej rehabilitacji. A to bardzo trudne do zaakceptowania – czekać. Jednak warto, żeby się w końcu przekonać, że jednak nie taki diabeł straszny, jak się początkowo wydawało.