Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu. Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go rozpoznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

 

Wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

Jak się czyta rozdział 6 Ewangelii św. Marka, to nie ma wątpliwości – Jezus lituje się nad wszystkimi, którzy są jak owce bez pasterza. Jego Miłość jest dla Wszystkich. Nie ma takiego momentu w życiu, żebyś nie mógł stanąć przed Nim i doznać Jego Łaski.

To dlaczego nie otrzymujemy? – tak się nieraz wydaje. Skoro wszyscy i zawsze otrzymują Łaskę, to dlaczego my czasem nie otrzymujemy? Jakie specjalne warunki trzeba spełnić? Z mojego skromnego doświadczenia nie ma wielkich wymagań. Trzeba naprawdę chcieć. W Ewangelii ludzie biegali po okolicy i znosili chorych. Młodzi powiedzą, ale się najarali. Ale to jest to proste i szczere zaangażowanie. Trzeba naprawdę zwrócić się do Jezusa. Tutaj ludzie przychodzili i prosili Go, żeby chorzy mogli się choć dotknąć. To nie był rytuał, oni prosili Go patrząc Mu w oczy. Trzeba przyjąć to, co Jezus zrobi, nie narzucając Mu oczekiwanego wyniku czy czasu. Proszę zwróć uwagę, że nie ma tu żadnych rytuałów. Nie mówię o specjalnych charyzmatycznych wspólnotach. Nie ma mowy o żadnych nietypowych lub trudnych praktykach. Wszyscy, wszyscy którzy prosili, otrzymali. Na miarę swojego zaangażowania, wiary i zaufania Jezusowi i na miarę swoich potrzeb.

Kiedy nasze dziecko zachorowało na raka, od razu zrozumiałem, że o tym mogę rozmawiać tylko z Bogiem. Długo trwało leczenie, bez skutku. My w tym czasie z żoną chodziliśmy codziennie na Mszę – jeśli tylko się dało. Długo modliłem się o zdrowie, a z czasem o to co lepsze dla zbawienia. Przyszedł moment, kiedy już nie widać było ratunku i zadzwonił przyjaciel z młodości, ksiądz Robert (teraz on jest przykuty do wózka – pomódl się proszę w jego intencji, kiedy to czytasz). Zapytał o zdrowie, powiedziałem, że kiepsko. Powiedział prostą rzecz: - wyciągnij mi chłopaka ze szpitala, ja kończę rekolekcje w Zakopanym i przyjeżdżam. Czuję, że musimy odprawić Mszę Św. i będziemy się modlić. Następnego dnia była Msza Św. w domu i krótka modlitwa po Komunii nad chorym dzieckiem. I to był moment i czas uzdrowienia.

Naprawdę rozmawialiśmy o tym z Jezusem. Naprawdę nie mogłem do nikogo innego się udać. I naprawdę zgadzałem się na wszystko, byle to On zadecydował. I patrząc na nas, widział, że jesteśmy jak owce bez pasterza. I ulitował się i dotknął. Dlaczego to piszę? Bo nikt nie musi się pytać, jak ma dotknąć Jezusa. Najświętszy Sakrament jest w każdym kościele. Msze odprawiane są w każdym kościele. Ludzie mają prawdziwe potrzeby i słabości. Więcej, teraz jest masa wspólnot charyzmatycznych i są tam raz w miesiącu odprawiane Msze z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie. Wszyscy mogą dostąpić Łaski. Na prawdę wszyscy. I Jezus każdego dnia gotów jest dotykać i zbawiać. Niech Jezus będzie uwielbiony.

A dzisiaj mamy wspomnienie Matki Bożej z Lourdes – Uzdrowienie chorych módl się za nami.