O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: " Ty jesteś Syn Boży!" Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem. Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. Lecz On rzekł do nich: "Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo po to zostałem posłany". I głosił słowo w synagogach Judei.

 

Ludzie, którzy byli świadkami cudów jakich dokonywał Jezus, chcieli go zatrzymać dla siebie. Zapewne sądzili, że jeśli będą mieli wśród siebie uzdrowiciela i cudotwórcę, to nie będą już ich trapiły więcej choroby i inne nieszczęścia. Ale Jezus nie zgodził się na taki scenariusz. Poszedł do innych miast, aby tam głosić Dobrą Nowinę, bo jak sam powiedział, po to został posłany. Czasem może się nam wydawać, że Bóg powinien spełniać nasze życzenia. Skoro gorliwie modlimy się w jakiejś intencji, to nasza modlitewna prośba, powinna się spełnić. Gdy tak się nie dzieje, to popadamy we frustrację i rozgoryczenie. W naszej relacji do Boga, musimy nauczyć się jednego. Bóg jest wolny i to On decyduje o tym, jaką łaskę może nam dać, a jakiej nie. My możemy jedynie chylić przed nim czoło i z pokorą prosić go o coś, co wydaje się nam potrzebne. 

W dzisiejszej Ewangelii czytamy o licznych uzdrowieniach. Te historie mogą ożywić w nas wiarę. Bóg chce naszego uzdrowienia. On nas kocha. Ale to On decyduje o tym, co dla nas jest w danym momencie dobre. Módlmy się więc cierpliwie i z pokornym sercem czekajmy na to, czym chce nas obdarować.