Niewolnicy, ze czcią i bojaźnią, w prostocie serca bądźcie posłuszni waszym doczesnym panom jak Chrystusowi, nie służąc tylko dla oka, by ludziom się podobać, lecz jako niewolnicy Chrystusa, którzy z duszy pełnią wolę Bożą. Z ochotą służcie, jak gdybyście służyli Panu, a nie ludziom, świadomi tego, że każdy, jeśli uczyni coś dobrego, otrzyma to z powrotem od Pana – czy to niewolnik, czy wolny. A wy, panowie, tak samo wobec nich postępujcie: zaniechajcie groźby, świadomi tego, że w niebie jest Pan zarówno ich, jak wasz, a u Niego nie ma względu na osoby.

 

Jesteś dzieckiem. Może też jesteś rodzicem. Może czujesz się czyimś niewolnikiem. A może masz poczucie panowania nad kimś. Kimkolwiek jesteś, pamiętaj o Nim – o Chrystusie. I absolutnie wszystko w życiu rób ze względu na Niego.

Podczas lektury dzisiejszego czytania mimowolnie przypomniała mi się moralna zasada, wpojona mi pewnie dawno temu (chyba w "zerówce"):

"A co zrobiłby na moim miejscu Pan Jezus?"

Naiwne? Nie. Raczej: proste. Więc piękne.

Łatwe? Nie. Bardzo trudne. Nie jesteś Jezusem, mimo wszystko.

Wykonalne? Tak. Jeśli jesteś z Jezusem.

"Opłacalne"? Tak. "Jeśli uczyni co dobrego, otrzyma to z powrotem od Pana".

Spróbujesz?

To miał być bardzo mądry komentarz o relacjach rodzinnych i społecznych za Jezusowych czasów, o prawdziwiej wolności, o "prosopolempsia" – o "braniu-według-twarzy", czyli o "względzie na osoby" – na szczęście wyszło inaczej. Mam nadzieję, że to właśnie zrobiłby Pan Jezus na moim miejscu ;).