Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!

 

Wyjątkowo jasny jest przekaz dzisiejszej Ewangelii. Pan Jezus wzywa nad do czuwania. Trudność jednak polega na tym, że postawa ta utraciła w dzisiejszym świecie swoje podstawowe znaczenie. Czujność, czuwanie przestały być modne i atrakcyjne. Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek liczy się spontaniczność, atrakcyjność chwili. Czuwanie wymaga bowiem wysiłku, poświęcenia i samozaparcia. I tak też było w naszej niedawnej historii. Wspomnijmy chociażby czuwanie wojennego sierpnia, polskiego robotnika czasów zrywu solidarnościowego czy też czuwanie polskiego rolnika, aby osiągnąć dobro dojrzałego ziarna. Im większe dobro ma być strzeżone, tym większa potrzebna jest czujność.

Cóż to za dobro ukazuje nam Chrystus w dzisiejszej Ewangelii, skoro każde nam czuwać tak długo, bo aż do czasów nadejścia Jego Królestwa? Tym dobrem najwyższym jest sam Bóg oraz nadzieja i wiara w ostateczne przyjście Pana. A szczęśliwi będą owi słudzy, których Pan zastanie czuwających, gdy przyjdzie. „Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”.