Listopad wbrew pozorom pełen jest zabawnych scen. W sposób szczególny bawią one dziecięce głowy. Ot, choćby taki kadr. Pewien dorosły zbiera już trzecią plastikową reklamówkę liści. Zgarnia je z cmentarnego pomnika i ze ścieżki obok. A te liście przecież jak deszcz. Tylko fajniejszy - pełen barw. Naprawdę ulewa. Dorosły się denerwuje. Dziwne.

Listopad sprzyja też zabawnym rozmowom. Dużo się mówi o chryzantemach  – w doniczce lub ciętych. Za ile, gdzie itp. Zabawne słowo: chry – zan – te - ma. „Co to jest chryzantema?”. Dorosły się znowu denerwuje. – „Nie krzycz, to kwiat”. „A, kwiat! Piękny, mamo!”.

Wydaje się, że dzieci nie lubią cmentarzy. Nie ma to jednak nic wspólnego ze śmiercią i ze zmarłymi. Chodzi raczej o życie i o tych, którzy zostali.

Psychologia podpowiada, że małe dzieci mają znikome pojęcie o śmierci. Jeżeli nie spotyka ona osoby szczególnie bliskiej (jak rodzic albo ukochane zwierzątko), to reakcja bywa zazwyczaj bardzo słaba. Dotyczy to nawet czterolatków. Z zasady maluchy nie wyrażają żadnych specjalnych uczuć, choć mogą słowami ujawniać świadomość, że śmierć łączy się ze smutkiem i z żalem. To widzą.

Dla pięciolatków pojęcie śmierci zaczyna nabierać bardziej szczegółowej i konkretnej postaci. Dociera do nich słowo „koniec”. Poza tym zaczynają rozumieć też pojęcie „bezruch”, więc zwyczajnie się boją, gdy zobaczą martwego gołębia. Ciekawe, bo uważają, że same będą żyły wiecznie, chociaż już wtedy pojawia się u nich strach przed śmiercią mamy lub taty. Ten lęk nasila się w wieku sześciu lat. („Rozwój psychiczny dziecka”, wyd. GWP) A potem? Potem maluchy idą do szkoły. Zaczynają dorastać. Piszą o śmierci na blogach i internetowych forach. To jednak już zupełnie inna historia.

Wracając do momentu, w którym jeszcze nie piszą, nie czytają i nie wyrażają specjalnych uczuć z powodu śmierci. W pewnym domu, pewien malec z nieukrywaną radością: - Tato, a wiesz, że babcia umarła i poszła do Nieba! – Wiem - odpowiada smutny ojciec. Hm. Odkąd chłopiec ogarnia temat Boga i Nieba, jednocześnie przyswaja informacje o Zmartwychwstaniu i o szczęśliwym życiu wiecznym. Dlatego teraz kompletnie nie rozumie tego tonu głosu.

Wydaje się, że w pytaniu o podłogę zawiera się cała troska maluchów związana z tematem śmierci. Jest to pytanie o to, czy babcia jest szczęśliwa i o logikę wszechświata, który jakoś musi się zmieścić w tej trz y- lub czteroletniej głowie. Zresztą on się ledwo mieści w dorosłych głowach. W listopadzie nie mają już one dokąd uciec i nad grobami bliskich też sobie muszą jakoś radzić. Rozmawiają więc o chryzantemach i o kolorach granitu.

Do czasu. Nagle znowu wkracza mały chłopiec. Ciągnie za rękaw i wymusza: „Mamo, a Szymon się przebrał za Floriana”. Co? – No mówiłaś, że za Floriana. Ja też chcę się przebrać!”. ?. A tak, tak -wczoraj był Bal Wszystkich Świętych.