W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: "Podnieś się na środek!" A do nich powiedział: "Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić?" Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: "Wyciągnij rękę!" Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

 

Wsłuchując się w dzisiejszą Ewangelię, myślę, że wielu z nas chciałoby utożsamić się z człowiekiem, którego Jezus uzdrowił. Uschnięta ręka symbolizuje nasz niedowład. Niekoniecznie musi dotyczyć on części ciała. Często jesteśmy sparaliżowani duchowo, i to jest jeszcze bardziej dramatyczne, od paraliżu fizycznego. Nasz wewnętrzny świat poraniony przez przykre doświadczenia, sprawia, że nie potrafimy w pełni kochać. Nie jesteśmy zdolni otworzyć całkowicie naszego serca, zarówno na dar miłości Bożej, jak i tej płynącej od drugiego człowieka. 

Uschnięta ręka była ograniczeniem dla człowieka z dzisiejszej Ewangelii. Ale może warto zapytać przy tej okazji samego siebie: czy noszę w sobie coś, co mnie ogranicza i nie pozwala mi w pełni kochać Boga i moich bliźnich? Może warto zagłębić się w sobie i poszukać przyczyny tego stanu rzeczy. A później pójść z tym do Jezusa.