I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

 

Wspaniałe wybrzeże jeziora Galilejskiego stało się na kartach Ewangelii św. Marka miejscem początku ewangelizacyjnych peregrynacji Jezusa. Nie stanowi zatem zaskoczenia prezentowana w dzisiejszym fragmencie reakcja mieszkańców Genezaret – miejscowości nieopodal Kafarnaum. Mając na uwadze niedawne spektakularne zgromadzenie kilku tysięcy ludzi, którzy zostali nakarmieni do syta pięcioma chlebami i dwiema rybami, a także wiele wcześniejszych uzdrowień łatwo zrozumieć tych nieszczęśliwych, chorych ludzi, oczekujących otuchy i rozpaczliwie poszukujących w Chrystusie ratunku. 

W obszarze duchowym zapewne we współczesnym świecie znacznie więcej „chorych na noszach” ... Igram zatem z myślą, jakie tłumy zgromadziłyby się dziś, w dobie błyskawicznie rozchodzących się informacji na wieść o takim Cudotwórcy. A On przecież przychodzi do każdego z nas, objawiając znakami swoją Bożą moc. Czy jednak potrafimy docenić płynącą z Niej możliwość uzdrowienia naszego ciała i duszy? Czy biegamy, prosimy, poszukujemy tych frędzli Jego płaszcza, by choć ich dotknąć? Nie tylko w widowiskowy sposób – w czasie mszy o uzdrowienie, spotkań charyzmatycznych, wizyt o. Boshobory, ale zwyczajnie w gorliwej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem lub przy kratkach konfesjonału?

Zamiast coraz częściej szukać pociechy u psychoterapeutów, w lekach antydepresyjnych, a nierzadko u wróżek, numerologów i innych szarlatanów, uwierzmy, jak mieszkańcy Genezaret, że wystarczy Jego bliskość, by odzyskać pełnię życia!