Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.

 

Czytając dzisiejszą Ewangelię w kimś mogłaby się zrodzić pokusa, że życie wiernego wyznawcy Jezusa powinno być jednym wielkim pasmem cierpienia i umęczenia. Okazuje się jednak nic bardziej mylnego.

Z drugiej strony, czasami mogłaby się rodzić inna pokusa. Mianowicie dla swoich wiernych wyznawców Jezus powinien przygotować życie łatwe miłe i przyjemne. Skoro są Jego uczniami, to niech oszczędzi trudów, cierpień, smutku. Dzisiejszy fragment Ewangelii oraz historia tak wielu chrześcijan, również naszych czasów, pokazuje coś całkiem innego.

Czy nie jest tak, że czasami to my chcielibyśmy niemal „przymusić” Jezusa już nie tylko do tego, by podpisał się pod naszą „mową obronną”, ale również by podpisał się pod każdym planem, jaki mamy na nasze życie, pod każdą naszą decyzją. A Jezus dziś mówi: „postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość”.

Na ile ufam Jezusowi, że gdy będzie trzeba, da mi mądrość? Na ile ufam, że Jego plan na moje życie jest najlepszy? Na ile szukam i chcę poznać ten plan?

Prośmy dziś o łaskę ufności wobec Jezusa. Prośmy również o siłę, by iść tą drogą, która doprowadzi mnie do Niego. Niezależnie od tego, jaka ona będzie.