Słyszeliście, że powiedziano przodkom: „Nie zabijaj!”; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: „Raka”, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: „Bezbożniku”, podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj. Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie wydał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: Nie wyjdziesz stamtąd, dopóki nie zwrócisz ostatniego grosza".

 

Gdyby tak Jezus dzisiaj przyszedł i w kościele tuż po Ewangelii nakazał uczynić to, co przed chwilą powiedział. Ile osób musiałoby wyjść ze świątyni, aby rzeczywiście i szczerze pojednać się z bliźnim? „Proszę księdza, nienawidzę mojego męża/żony (bo i takie głosy też się pojawiają)! - Idź i pojednaj się, a nie noś w swoim sercu gniewu!”. Oczywiście, to nie takie proste. Pojednanie jest trudną sztuką. Dlatego trzeba się o nie gorąco modlić. „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34) – słowa ukrzyżowanego Jezusa. „Panie, nie poczytaj im tego grzechu!” (Dz 7,60) – św. Szczepan w momencie kamienowania. A współczesny wierzący? Co rzekłby swoim krzywdzicielom? 

W wielu osobach doświadczenie gniewu staje się ogniem pochłaniającym całą otaczającą rzeczywistość. Co gorsza: tego ognia gniewu nie potrafią sami ugasić!

Spójrzmy na rady jakie pozostawia nam dzisiaj Jezus i pragnie, abyśmy nimi kierując się, potrafili gasić niszczący płomień gniewu.

Już w pierwszym wersecie Jezus mówi o sprawiedliwości. Sprawiedliwości wyższej niż tę, którą posiadali faryzeusze. Sprawiedliwość w ujęciu faryzeuszów bardzo częsta była subiektywna i obłudna. Rzeczywiście oni głosili różne doktryny i zachęty, ale były one legalistycznym wypełnieniem prawa. Ta „ich” sprawiedliwość nie była naznaczana radością i pokojem w Duchu Świętym. Często przechwalali się swoją sprawiedliwością, jednocześnie gardząc drugim człowiekiem. Boża sprawiedliwość polega na objawieniu się dobroci Bożej, Jego miłości i Jego miłosierdzia.

Dalej Jezus zwraca uwagę na częsty problem – gniew. Wyrzucenie go z serca i dokonanie przebaczenia jest warunkiem owocnego spotkania z Bogiem. Nawet najpiękniejsze dary (mogą to być najdłuższe znane na świecie koronki do wszystkich Świętych) na nic się zdadzą, jeżeli w sercu człowieka pozostaje gniew. Nie można prawdziwie kochać Boga, nie kochając człowieka. Zatem gniew tak naprawdę uniemożliwia właściwą więź z Bogiem. Zauważmy także jeszcze jeden szczegół: Jezus nie doszukuje się winnych. Nie jest ważne czy ja czuję żal do drugiego człowieka. Ważne w tym momencie jest to, czy on nie ma czegoś przeciwko mnie. Jeśli tak by było – to właśnie ja powinienem wyjść z inicjatywą przebaczenia, bez względu na to, czy jestem winien, czy nie. Dopiero po dokonanej próbie (skutecznej lub nie) mogę z czystym sercem przystępować do modlitwy. 

Nikt z nas nie jest aniołem. Dlatego sami powinniśmy przebaczać i prosić innych o przebaczenie. Nie wystarczy być poprawnym tylko moralnie. Aby wejść do królestwa Bożego potrzebne jest życzliwe i pełne miłości spojrzenie na człowieka. 

13 maja 1981 r. Mehmet Ali Agca o godz. 17:19 strzela do Jana Pawła II. Cztery dni po tym wydarzeniu Ojciec Święty miał przebaczyć swojemu oprawcy, chodź jeszcze nie wiedział kim on jest. „W niedzielę 17 maja Papież za pośrednictwem Radia Watykańskiego publicznie odmówił modlitwę Regina Coeli: «Modlę się za brata, który mnie zranił, a któremu szczerze przebaczyłem. Zjednoczony z Chrystusem, Kapłanem i Ofiarą, składam moje cierpienie w ofierze za Kościół i świat» … „Czyjaś ręka strzelała, ale inna Ręka prowadziła kulę”. A kiedy bliski przyjaciel, abp Andrzej Deskur, zapyta, czy interesuje go śledztwo i proces Agcy, Papież będzie tym pytaniem zdziwiony i może nawet lekko zakłopotany. „Po co? Przecież wiadomo, że to zrobił diabeł, a kim się posługiwał, jest zupełnie obojętne”. Wiele lat później (1994) Ojciec Święty powie: «Wszyscy pamiętamy tamto popołudnie, kiedy oddano kilka strzałów do papieża z zamiarem pozbawienia go życia. (...) To matczyna dłoń kierowała torem lotu pocisku i konający papież, przewieziony do kliniki Gemelli, zatrzymał się na progu śmierci. (...) Papież żyje – żyje, aby służyć»” (zob. J. Poniewierski, Pontyfikat, Kraków 2005, s. 53-54). 

Wyzbycie się gniewu bywa trudnym ogniem do ugaszenia. Może dlatego potrzeba trwania ciągle przed Najświętszym Bogiem z prośbą o uwolnienie i uzdrowienie tego obszaru ludzkiej duszy.