Każdy arcykapłan, spomiędzy ludzi brany, dla ludzi jest ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy. Może on współczuć tym, którzy nie wiedzą i błądzą, ponieważ sam podlega słabości. I ze względu na nią powinien tak za lud, jak i za samego siebie składać ofiary za grzechy. A nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga jak Aaron. Podobnie i Chrystus nie sam siebie okrył sławą przez to, iż stał się arcykapłanem, ale uczynił to Ten, który powiedział do Niego: "Ty jesteś moim Synem, Ja Cię dziś zrodziłem", jak i w innym miejscu: "Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka". Z głośnym wołaniem i płaczem, za swych dni doczesnych, zanosił On gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają, nazwany przez Boga arcykapłanem na wzór Melchizedeka.

 

Kiedy czytam Ewangelię, gdzie Jezus mówi o łatach, bukłakach i winie, to jakoś automatycznie myślę o nowej ewangelizacji. W kręgach duchownych istnieje głęboki podział, na tych, którzy chcą głosić Słowo Boga inaczej niż 30 lat temu i na tych, którzy twierdzą, że "nie ma żadnej nowej ewangelizacji". 

Czytając dzisiejszą ewangelię Jezus upewnia mnie w tym, że jednak jest coś takiego jak nowa ewangelizacja – mówi: nie lejcie młodego wina do starych bukłaków, bo wszystko przepadnie. Ewangelia jest jak wino – od wieków taka sama, ale trzeba szukać nowych sposobów na jej "serwowanie".