W Kafarnaum lud powiedział do Jezusa: "Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”. Rzekł do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu". Rzekli więc do Niego: "Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!" Odpowiedział im Jezus: "Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie".

 

Fragment Ewangelii dany nam przez Kościół na dzisiejszy dzień przypomina mi dwie prawdy.

Pierwsza mówi o obecności Jezusa w konsekrowanym kawałku chleba. Często spotykałam się ze stwierdzeniem "idę do komunii po opłatek". To smutna rzeczywistość wielu, którzy identyfikują się z wiarą katolicką, z Kościołem. Ale czy z realnie obecnym pośród nas Jezusem? Zdaję sobie sprawę, że nie wynika to ze złej woli tych osób. Po prostu nie spotkali żywego Boga, który został z nami w tej kruchej postaci. Wierzyć, że Jezus jest w tym kawałku chleba to łaska, to dar, za który trzeba dziękować, ale i o który nieustannie prosić.

Druga prawda dotyka rzeczywistości życia. Jakiego życia pragnę? Skąd je czerpię? Świat oferuje bardzo wiele źródeł. Bóg też daje nam życie, którego źródłem jest On sam. Przychodzi codziennie, by nasycić sobą, tylko czy my Go jeszcze łakniemy? A może jesteśmy tak napchani ofertą z prawa i z lewa, że prawdziwe życie przechodzi przed naszymi oczyma.