Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?" Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze". Jezus im rzekł: "Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce". Arcykapłani i faryzeusze, słuchając Jego przypowieści, poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go pochwycić, lecz bali się tłumów, ponieważ miały Go za proroka.

 

Czy sprawiedliwie, to znaczy po równo? Matematyka powie jasno: 4 kg jabłek sprawiedliwie podzielić pomiędzy dwiema osobami, to znaczy obdarować poszczególne osoby po 2 kg tegoż owocu. Ale to matematyka. Bóg ma inną sprawiedliwość. Hmm… tylko żeby dobrze zrozumieć. Boża sprawiedliwość wykracza poza tą ludzką. Jest połączona z miłosierdziem i bez niego byłaby jałowa. 

Sprawiedliwości poszukiwali dzierżawcy winnicy. Im też się w pewnym momencie wydawało, że mogą za swoją pracę trochę więcej otrzymać. Ba! Przejąć całą winnicę, nie zważając na właściciela, który napracował się by ją stworzyć. Gospodarz przygotował wszystko, począwszy od sadzonek, poprzez wieżę, tłocznię i mur. Wyjeżdżając powierzył ją rolnikom. 

Jakaż ogromna przewrotność wdziera się w ich serce, kiedy po pewnym czasie zaczęli traktować ją jak swoją. Nie wiem czemu, ale jakoś przyszedł mi na myśl serial telewizyjny z 1983 r. pt. „Alternatywy 4”. Ciekawe środowisko PRL-u lat 80. Interesujące podejście mieszkańców do dobra wspólnego etc. (myślę, że wielu z nas znany serial).

Wracając do tekstu biblijnego. Kiedy wreszcie nadchodzi czas zbiorów gospodarz wysyła sługi po należny mu plon. Obrywa im się nieźle. Kiedy wysyła syna – zabijają go. Oczywiście. Chcąc odkryć sedno tej przypowieści musimy posłużyć się alegoriami: właściciel winnicy to Bóg, winnica – naród wybrany. Bóg, aby uratować winnicę, wysyła swojego Syna. Wcześniej byli to jego słudzy – Prorocy. Jednak naród wybrany nic sobie z nich nie robił. W końcu i Syn oddaje życie. 

Tak się ma z ludźmi, którzy odrzucają Jezusa i Jego zaproszenie do królestwa Bożego. Myślę, że jest to także przestroga dla tych wszystkich, którzy uważają, że złapali Pana Boga za nogi. W swoim niejednokrotnie ciasnym myśleniu dawno odeszli od Ewangelii albo uznali ją już za swoją i mogą z nią robić co tylko się im podoba. Takie kościołowe „Alternatywy 4”. Kościół jest prywatnym folwarkiem i mogę z nim robić co mi się podoba. Nic bardziej mylnego! 

Królestwo Boże to najwyższa wartość, do której powinno zmierzać każde ludzkie życie. Nie jest on prywatną wartością. Wszyscy jesteśmy najemnikami. Rozumie to ten, kto kieruje się w życiu wiarą. I to właśnie ona staje się wyznacznikiem życia w królestwie Bożym.

Św. Matka Teresa z Kalkuty tak powie o niezwykłym darze swojej wiary, dzięki któremu tak wytrwale pracowała w winnicy Pańskiej: „Nikt nie może odebrać mi mojej wiary. Nikomu nie uda się zabronić mi jej praktykować. Nikomu nie uda się jej wyrwać. Ona tkwi głęboko we mnie. Gdyby nie było dla mnie innej alternatywy niż prześladowanie, gdyby taką drogą Chrystus chciał przychodzić do swoich, rozsiewając swą miłość do ludzi poprzez moje czyny, ja nie przestałabym ofiarować im swojej służby. Nie zrezygnowałabym jednak z mojej wiary. Jestem gotowa zrezygnować z życia, ale nie z wiary (…). Sama nie jestem w stanie nic zrobić. Jezus robi wszystko. Oto czym jestem: ołówkiem w rękach Boga. Słabym ołówkiem, którym On pisze to, co chce. Bóg pisze za naszym pośrednictwem. Bez względu na to, jak bardzo niedoskonałymi narzędziami jesteśmy, On pisze to, co chce. «Dzieło jest Dziełem Boga. W żadnej mierze go sobie nie przypisuję. Jestem tylko ołówkiem w Jego rękach. To On myśli. To On pisze. Ołówek nie przejawia inicjatywy. On tylko pozwala się używać. W kategoriach ludzkich nasze dzieło nie mogłoby odnieść sukcesu” (Gonzales-Balado Jose Luis, Matka Teresa z Kalkuty. Autobiografia. Wszystko jest dziełem Boga, Kraków 2010, s. 251-252).

Gdyby biblijni najemnicy, którzy pracowali w winnicy, w taki właśnie sposób podchodzili do swojego zadania, właściciel posiadłości sowicie wynagrodziłby ich pracę. Naszym zadaniem jest tu i teraz budować królestwo Boże jako godni najemnicy, którzy będą oddawać swemu panu wszystko we właściwym czasie, bez ociągania się i bez próby zawłaszczania sobie czegokolwiek. Może czasem okazać się to dość trudne jednak pamiętajmy: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9).