Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu, których też nazwał apostołami: Szymona, którego nazwał Piotrem; i brata jego, Andrzeja; Jakuba i Jana; Filipa i Bartłomieja; Mateusza i Tomasza; Jakuba, syna Alfeusza, i Szymona z przydomkiem Gorliwy; Judę, syna Jakuba, i Judasza Iskariotę, który stał się zdrajcą. Zeszedł z nimi na dół i zatrzymał się na równinie. Był tam duży poczet Jego uczniów i wielkie mnóstwo ludu z całej Judei i Jerozolimy oraz z wybrzeża Tyru i Sydonu; przyszli oni, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych chorób. Także i ci, których dręczyły duchy nieczyste, doznawali uzdrowienia. A cały tłum starał się Go dotknąć, ponieważ moc wychodziła od Niego i uzdrawiała wszystkich.

 

Nie bez przyczyny Jezus poprzedził wybór konkretnych apostołów całonocną modlitwą. Daje ona bowiem moment dystansu, zastanowienia, zmierzenia się ze swoimi przemyśleniami w klimacie Bożej obecności, który sprawia, że nie liczy się tylko to, czego ja chcę, ale także, a może przede wszystkim to, co stanowi Jego wolę. Modlitwa wyzwala z tylko ludzkiego spojrzenia. Pomaga zobaczyć rzeczywistość niejako „oczami Bożymi”. W takim spojrzeniu przecież liczy się serce: „… bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16, 7).  

Takiego spojrzenia ciągle potrzebujemy. Potrzebowali go apostołowie, którzy zeszli z góry razem z Jezusem, wchodząc w tłum ludzi potrzebujących łaski. Nie mogą się bez niego obejść ludzie każdej epoki, by dokonywać prawdziwych a nie pozornych wyborów, które oparte są zazwyczaj na zewnętrznej ocenie rzeczywistości. Przestrzeń modlitwy tworzy klimat dla dobrych, właściwych, z serca płynących wyborów; trzeba nam o tym pamiętać.