Odpowiedzieli Mu Żydzi: "Nie kamienujemy Cię za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty, będąc człowiekiem, uważasz siebie za Boga". Odpowiedział im Jezus: "Czyż nie napisano w waszym Prawie: "Ja rzekłem: Bogami jesteście?” Jeżeli Pismo nazwało bogami tych, do których skierowano słowo Boże – a Pisma nie można odrzucić – to czemu wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: „Bluźnisz”, dlatego że powiedziałem: „Jestem Synem Bożym”? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie! Jeżeli jednak dokonuję, to choć nie wierzylibyście Mi, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu". I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

 

Po raz kolejny, ludzie podnoszą ręce na Jezusa. Tym razem rozchodzi się o Synostwo Boże. Słowom Jezusa przypisano bluźnierstwo, a Księga Kapłańska jasno mówiła: „… ktokolwiek przeklina Boga swego, będzie za to odpowiadał. Ktokolwiek bluźni imieniu Pana, będzie ukarany śmiercią. Cała społeczność ukamienuje go. Zarówno tubylec, jak i przybysz będzie ukarany śmiercią za bluźnierstwo przeciwko Imieniu” (Kpł 24, 15-16). Oczywiście sposób i tryb w jaki chcieli tego dokonać był niezgodny z zasadami sprawiedliwego procesu. Jezus natomiast spokojnie opowiada o relacjach z Bogiem Ojcem. 

Poddając rozwadze myśl teologiczną tekstu posłużę się słowami Silvano Fausti: „[Jezus] otwiera oczekiwanie mesjańskie na niesłychaną perspektywę: Mesjasz jest samym Synem Bożym; zbawienie, jakie przynosi, to dar Jego życia. Marzenie Adama, by stać się jak Bóg (Rdz 3,5), jest darem, jaki Bóg pragnie im uczynić. Ale ręka zamknięta w chęci przywłaszczenia sobie tego daru, nie jest w stanie przyjąć go. Jest pewne crescendo w historii zła: Gdy Adam wyparł się Ojca i jego syn Kain zabija swego brata, to jego potomkowie zabiją Syna, który staje się ich bratem. To, co brzmi jako bluźnierstwo (w. 33), stanowi prawdę Bożą: Bóg jest miłością a Jezus zostanie zabity jako Syn, który miłuje braci taką samą miłością jak Ojciec.

Jezus potwierdza swoje objawienie za pomocą Pisma i przez swe dzieła, które objawiają Go jako Syna Bożego, który jest w Ojcu, jak Ojciec jest w Nim. Mamy tu szczyt objawienia Jezusa. Do nas należy przyjąć je lub odrzucić, uwierzyć w Jezusa lub nie.

Jezus jest Chrystusem i Synem Bożym. Jest Chrystusem jako Syn: oswobadza naszą wolność objawiając nam, że Bóg jest Ojcem miłującym a my umiłowanymi synami. Zostanie zabity, gdyż ogłasza się Synem, lecz właśnie jako zabity, ofiarując za nas swoje życie, objawia chwałę Boga i zbawia każdego człowieka.

Kościół za centrum swej wiary ma to, co dla wierzących stanowi zgorszenie i bluźnierstwo: Boga, który miłuje człowieka, staje się do niego podobnym i daje mu swoje życie” (szerzej w: Silvano Fausti, Rozważaj i głoś Ewangelię. Wspólnota czyta Ewangelię według św. Jana, Kraków 2005, s.298-308). 

Po tej argumentacji Jezus oddala się „na drugi brzeg Jordanu” i dalej naucza. Co ciekawe, właśnie po tej „drugiej stronie” Słowo wydaje owoc. „Wielu w Niego uwierzyło”. Myślę, że warto w tym miejscu zastanowić się: po której stronie własnego Jordanu ja się znajduję? Czy to jest strona, gdzie tylko czekają, aby w ruch poszły kamienie? Czy raczej tak skora do słuchania, analizowania i wyciągania słusznych wniosków. 

Współczesny świat jest okropny, jeżeli chodzi o walkę z Ewangelią, ze słowami Boga. Jakże okropne hasła są wykrzykiwane publiczne w tzw. manifestacjach. Czy nie jest to rzucanie kamieniami w Jezusa? Wulgaryzm i niejednokrotnie profanacja świętych znaków chrześcijaństwa sięgają zenitu.  Jaka jest nasza reakcja? Często chowamy głowę w piasek… Boimy się odezwać, zamanifestować swoją wiarę i miłość do Boga. 

Dzisiaj częsta sprawa: pojawia się w mediach, tabloidach news uderzający w Kościół. Niemalże natychmiast w komentarzach przelewa się fala agresji i wrogości. Rzucane są kamienie nienawiści, bardzo często niesłuszne i wyssane z palca.

Zobaczymy Jezusa z dzisiejszej ewangelii, który pomimo grożącego niebezpieczeństwa potrafi ze spokojem i miłością wobec bliźniego głosić Słowo Boże. To wzór dla każdego wierzącego, motywacja, aby stawać się odważnym świadkiem Prawdy! Nawet wtedy, gdy tłum ludzi będzie wrzeszczał i krzyczał przeciw nam. Z Prawdy nie wolno nigdy zrezygnować!