Jezus powiedział do swoich uczniów: "Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę". Odezwał się do Niego Tomasz: "Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?" Odpowiedział mu Jezus: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie".

 

No jak? No jak ma się nie trwożyć serce nasze, jak śmierć przychodzi czasem tak z nagła, nieprzewidywalnie... Wierzymy w Boga, wierzymy w życie wieczne, ale mamy jeszcze tu na ziemi życie wśród naszych bliskich, rodziny, przyjaciół, które nie chcemy oddać tak szybko.

Ta droga nie jest tak prosta. Droga do mieszkania w niebie. Którędy tam iść? Czy przez pagórki trudów i ciężkiej pracy? Czy przez radosne i szczęśliwe łąki naszej dobroci, szczęścia, uśmiechu, miłości bliźniego? A może z rwącym potokiem życia, który zabiera to, co dla nas cenne, a prowadzi nas do prawdziwego życia?

Panie, tak naprawdę trwoży się trochę serce nasze, gdy chcesz zabrać nas do Siebie. Tak trudno jest nam zostawić życie. Tak trudno zostawić dobrych ludzi, miłość ludzką, miłość cichą przyjacielską – niełatwe to dziś. Panie Zmartwychwstały, prowadź mnie po Twojej drodze, bym umiał zmartwychwstać ze swoich upadków. Prowadź mnie, bym miał siły zerwać kamień z mojego serca.