Jezus powiedział do swoich uczniów: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu – z powodu radości, że się człowiek na świat narodził. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic nie będziecie Mnie pytać".

 

Gdy patrzeć po ludzku, to smutek, że Jezus odchodzi, że zostawia przyjaciół i bliskich, że nie będzie już przemawiał do tłumów, uzdrawiał i karmił. Smutek, bo zabraknie Kogoś, kto nadawał sens, wlewał nadzieję, uczył i wskazywał, napominał i chwalił.

Smutek, ale tylko, dlatego, że patrzymy po ludzku. Jezus wskazuje inny sposób patrzenia, oceny konkretnej sytuacji. Mówi, że trzeba z dystansem, z cierpliwością. Wszak przecież i w naszych realiach życia najpierw jest ból rodzenia, a potem radość z nowego życia. Trzeba tylko popatrzeć szerzej, cierpliwie czekać finału. Trzeba pozwolić Bogu działać do końca. Niecierpliwość niszczy najpiękniejsze zamierzenia.

Przeczekać smutek rozstania z Jezusem, bo On przyjdzie ponownie. Tak obiecał. Dał słowo. Wierzysz w to? Jeśli tak, to nie ma miejsca na smutek, a nawet, jeśli po ludzku dusza się smuci, to tylko w tym celu, by radość była jeszcze większa z ponownego spotkania, z perspektywy wieczności, którą niesie ze sobą Jezus. Ból duszy po to, by była radość nowego życie. Musi boleć rozstanie, aby była radość z życia wiecznego. Smutek odejścia od tego, co ziemskie, aby było szczęście, którego nie ma końca, które jest pewnością. Wtedy już tylko kontemplacja, bez pytań, bez wątpliwości, bez smutku. Tylko radość oglądania Boga twarzą w twarz. Tej radości nikt nie odbierze i warto przeżyć odrobinę smutku, by taką radość przeżywać bez końca.