Jezus im odpowiedział: „Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo mają pośród siebie pana młodego. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i gorsze staje się przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Wino się wylewa i bukłaki przepadną. Raczej młode wino należy wlewać do nowych bukłaków”.

 

Parafrazując szekspirowską sentencję, można przy dzisiejszej perykopie powiedzieć: „Pościć, czy nie pościć? – oto jest pytanie?” Na czym polega Jezusowa nauka o młodym winie i łacie z surowego sukna? O co tu chodzi w kontekście postu faryzeuszowego i uczniów Chrzciciela? Trzeba nam zauważyć, że Ewangelia zawsze jest młoda i świeża. Zawsze dopasowana do naszego życia, chociaż to życie trzeba ciągle dopasowywać do Ewangelii. A zatem, jak możemy dzisiaj odczytać słowa Markowej Ewangelii?

Otóż pierwsza rzecz, to jak dzisiaj przeżywać wymiar postu i umartwienia? Współczesny człowiek nastawiony na konsumpcję i używanie tego świata nie za bardzo rozumie, dlaczego i po co Kościół ustanowił przykazanie: „Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach”? O pokucie i umartwieniu zapominamy wówczas, gdy zapominamy o tym, czym jest grzech, za który trzeba nam zadość czynić i wynagradzać.

Na myśl przychodzi mi w tym miejscu spuścizna duchowa sługi Bożego o. Leona Dehona – założyciela Zgromadzenia Księży Sercanów. Zgromadzenie to bowiem w swoim charyzmacie ma nieść wynagrodzenie Bożemu Sercu za grzechy świata. Myślę, że każdy chrześcijanin powinien odnajdywać choćby część samego siebie w tym niesamowitym powołaniu. O. Dehon pisze swoim duchowym synom, aby „przyjmowali ochoczo, składając Mu (Sercu Jezusa) w darze, wszystkie wyrzeczenia, których zażąda od nas Wola Boża”. W innym miejscu przypomina, aby „przyjmować ochoczo cierpienia i z radością dźwigać krzyż dla rozkrzewiania Królestwa Najświętszego Serca, nie szczędząc również w tym celu dobrowolnych ofiar”.

Z tego rozważania możemy wyciągnąć prosty wniosek, że post i umartwienie jest konieczne naszemu duchowemu życiu, ale nie przyniosą one żadnego efektu, jeśli nie będą spełniane z miłością i tą intencją, aby czynić dobro w zamian za popełnione w słabości i ludzkiej ułomności grzechy. Post dla postu albo dla sprawdzenia samego siebie jest pusty. Post z miłości do Serca Jezusowego uczy mnie życia miłością na co dzień. Niejednokrotnie trzeba nam uczyć się życia miłością do samego siebie, przyjmując codzienne krzyże, które nas spotykają, albo które dźwigamy w formie cierpienia lub słabości.

Na zakończenie przytoczę jeszcze jedną myśl o. Dehona, która sądzę, że idealnie reasumuje powyższe rozważania: „nie wystarczy bowiem nieść krzyż tylko zewnętrznie i z konieczności. Należy go objąć z miłością, dźwigać radośnie”.