Jezus powiedział do swoich uczniów: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz przemieni się w radość. Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu – z powodu radości, że się człowiek na świat narodził. Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic nie będziecie Mnie pytać".

 

Tak się stanie, że będziemy płakać i smucić się będziemy! Ale to nie wszystko. Przyjdzie na nas cierpienie, jak na kobietę w dniu porodu. Z jakiego powodu ten smutek? Czyżby Jezus miał odejść? Dziś wielu już krzyczy, iż to, co się dzieje to przez Jezusa, bo to On pokazał, jak żyć duchem a nie literą. Nie jest to łatwa droga. Gdy człowiek żyje DUCHEM to wszystko widzi. To duch wskazuje nam drogę. To On porusza nasze sumienia. To On mówi, że to, co robię jest złe. To On popycha mnie do bliźniego. To on oświeca serce i sumienie, by umieć podać każdemu dłoń. To On działa we mnie.

Więc, po co to cierpienie? Tak łatwo jest bez niego w życiu. Cierpienie, jakie doznaje kobieta w czasie porodu?! Tak takie samo, bo my mamy „rodzić” dla Jezusa innych. Bo z naszej dobroci i miłości ma „rodzic” się pokój. Bo z nas ma wyjść życie dla tych, co z daleka od Boga. A to nie jest łatwe. I często będzie towarzyszył nam smutek, bo niejednokrotnie zostaniemy odrzuceni i zdeptani, wręcz wyśmiani. Jednak będzie też radość z powodu każdego zagubionego człowieka, który dzięki nam i Duchowi, który działa, wróci do Jezusa. Nie bójmy się „rodzić” innych dla Boga.