Nie dziwcie się, bracia, jeśli świat was nienawidzi. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego. Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci. Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga? Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą! Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serce. A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga.

     Jeden z najczęściej powtarzających się zarzutów wobec chrześcijan, jakie słyszę od ludzi, którzy odeszli z Kościoła to ten, że katolicy są dwulicowi. Zajmują pierwsze ławki w kościele, a potrafią wbić przysłowiowy nóż w plecy drugiemu, jak z niego wychodzą. Chyba jest w tym wiele prawdy... Odeszliśmy bardzo od wskazań św. Jana. Czas, by to zacząć zmieniać!