Zresztą, pewnie i tam znalazł zaskrońca – bohatera kolejnej psoty. Zajrzyjmy na moment do małego, dziecięcego świata, w którym rodziło się wielkie powołanie. Na dobry początek bieda Gurtweil to mała, górzysta wioska w Niemczech położona w południowo-wschodniej Badenii. W 1848 roku, kiedy rodzi się Jan Chrzciciel Jordan, mieszka tu około 400, no może 460 osób. Przez wieś przepływa rzeka Schlucht (dopływ Renu).

Tuż obok młyna i tataraku, pomiędzy gospodą „Pod Jeleniem” a pocztą stoi mały, parterowy dom. Jak większość domów w okolicy i ten jest drewniany, a nie murowany, a na dodatek pokryty kiepską słomą. Zresztą, nie ma nawet komina, więc cały jest sczerniały od dymu.

16 czerwca 1848 roku tę biedę wypełnia dodatkowo krzyk małego dziecka, chłopca. A ponieważ zbliżają się uroczystości Jana Chrzciciela, to następnego dnia – 17 czerwca, podczas obrzędu chrztu św., maluch zostaje Jankiem. Decyzja o takim wyborze imienia mogła mieć też inny, bardziej prywatny wymiar. W rodzinie bowiem jest już jeden Jan, dziadek Jordana, który w wiosce cieszy się ogromnym szacunkiem.

Mały Janek Jordan stawia pierwsze kroki wśród domowników: dziadka Franciszka, taty Wawrzyńca, mamy Notburgi oraz starszego brata Marcina. A kiedy Janek już nie tylko dobrze chodzi, ale nawet biega, czyli trzy lata później, w 1851 roku, na świat przychodzi młodszy brat Edward.

Na razie jednak jest lato 1848 roku. Ojciec Jordana jest rolnikiem, od czasu do czasu podejmuje się też dorywczych prac jako stróż wioskowy lub grabarz. Ale i tak to niespłacone długi jego ojca Franciszka w głównej mierze decydują o sytuacji materialnej całej rodziny. Swoją żonę, matkę Janka, Wawrzyniec poznał podczas pracy w karczmie „Pod Aniołem”, gdzie Notburga była służącą. Trudno się jednak dziwić, że i ona nie ma teraz cierpliwości ani do 5-letniego Marcina, ani do nowonarodzonego Janka. Zrzędliwa, szorstka, nawet trochę gburowata, tego lata jeszcze nie wie, że jako 40-letnia wdowa będzie musiała się zmierzyć nie tylko z tak odmiennymi temperamentami swoich trzech synów, ale to na jej barkach spocznie w głównej mierze utrzymanie rodziny.

Wawrzyniec Jordan umrze bowiem jesienią 1862 roku w następstwie nieszczęśliwego wypadku (spłoszony koń kopnął go, łamiąc mu nogę i klatkę piersiową i powodując ogromne oklaczenie). To wydarzenie na zawsze odmieni los wszystkich Jordanów, bowiem jeśli latem 1848 roku było im ciężko i bieda kryła się po kątach małej chaty, to lata, które nadeszły potem, były jeszcze trudniejsze.

Fajnie mieć rodzeństwo. Najstarszy z trójki małych Jordanów - Marcin zostaje murarzem. W 1864 roku rozpoczyna też służbę wojskową i bierz udział w kilku wojnach. Ożeni się dopiero w wieku 36 lat. Wtedy też odziedziczy skromny majątek Jordanów, włącznie z długami. Najmłodszy Edward uwielbia łowić ryby, więc dyplom mistrza rybołóstwa jest pięknym ukoronowaniem jego pasji, ale wśród wielu zainteresowań jest też myślistwo. Zostanie inspektorem wojskowym, a jego przedsiębiorczy charakter, który przejawił się m.in. podjęciem pracy przy budowie dróg, przyniesie niewielką, ale jednak finansową ulgę wszystkim Jordanom.

Pomiędzy nimi dorasta mały Janek. Biegnie nad rzekę, do lasu, bywa, że ucieka z lekcji. Nauczyciel Franz Xaver Boll ma z nim wiele kłopotów, szczególnie ze względu na dość energiczny i spontaniczny charakter, ale na szczęście dostrzega też liczne talenty chłopca, w tym malarski. Powołany w psocie. Na razie Janek Jordan ma 6 lat. Wezwany do tablicy, by pomóc nauczycielowi podczas lekcji arytmetyki, jedną ręką pisze cyfry, a drugą szkicuje śmieszne rysunki ku wielkiej radości pozostałych uczniów. Zresztą żart jest na tyle udany, że po cichu śmieje się nawet sam nauczyciel.

Jego rodzina nie należy do wyjątkowo pobożnych. Chłopiec uczestniczy w niedzielnych mszach świętych, ale raczej zgodnie ze schematem narzuconym przez ówczesny obyczaj, niż z powodu szczególnej religijności bliskich. W wieku 12 lat Janek przystępuje do sakramentu spowiedzi. Bierzmowanie otrzymuje w 1860 roku, a uroczystość Komunii św. odbędzie się rok później 7 kwietnia 1861 roku. I tego dnia wydarzy się coś szczególnego. Zarządzający parafią pobożny i surowy ksiądz Kessler po zakończeniu nabożeństwa komunijnego karci Janka za dziwne i nieco ekscentryczne zachowanie, które skupiło uwagę innych, i które w jakiś pewnie sposób wpisało się w jego żywy charakter.

Ale tu następuje moment zaskoczenia. Mały Jordan, choć może czuje, że nie zabrzmi to zbyt wiarygodnie, mówi z rozbrajającą szczerością dziecka: „Biała gołębica krążyła koło mojej głowy. Nic nie mogłem poradzić, choć próbowałem ją przepędzić. Potem wzbiła się w niebo”. Co można zrobić wobec takich słów? Można za nie skarcić, można je wyśmiać, a można też wykazać się niezwykłą intuicją i od tego czasu uważniej przyglądać się chłopcu. I tą trzecią z dróg, na owe czasy bardzo otwartą, wybiera ks. Kessler.

Na koniec garść faktów. Fakt nr 1: Janek Jordan po pierwszej Komunii św. zmienia się i tę zmianę zauważają jego bliscy. Brat Edward powie po latach: „Po Pierwszej Komunii wydawał się odmieniony. Przystępował do spowiedzi co trzy albo co najwyżej cztery tygodnie (…). W okresie po Pierwszej Komunii nigdzie nie chodził, a po szkole nigdy nie można go było spotkać w gospodzie. Nie spotykał się z dziewczętami nawet w latach praktyk zawodowych”. Świadectwo to uzupełnia szkolna koleżanka Regina Schloser: „W lesie zbudował sobie drewniany szałas, który służył mu jako miejsce modlitwy i studium”.

Fakt nr 2: Gołębica powróci jeszcze trzykrotnie w ciągu życia kapłańskiego ojca Jordana.

Fakt nr 3: bieda nie była w stanie pokonać jego pragnień. Kiedy ujawnia swojej matce zamiar kontynuowania nauki, ta próbuje zgasić jego zapał: „Nie mogę ci dać nawet 20 fenigów na naukę. Wbij to sobie mocno do głowy!”. Co robi nastoletni Janek? Oczywiście rozumie sytuację swojej rodziny i postanawia pomóc, ale w sercu nie rezygnuje z wielkich pragnień. Jego brat Edward wspomina po latach: „Chodził wszędzie, gdzie mógł cokolwiek zarobić, ponieważ czuł się w obowiązku przyczynić się do polepszenia warunków życia rodziny”. Udaje się więc Jankowi zdobyć trochę pieniędzy podczas służby przy ołtarzu, choć nie należy do grupy ministrantów, a potem w wieku 14 lat pracuje jako robotnik przy budowie linii kolejowej Waldshut–Konstancja (ponad 88 kilometrów). Wtedy jeszcze nie ma koparek, wywrotek, walców, wszelkie prace wykonuje się ręcznie.

I tak po prawie 2,5 roku ciężkich, fizycznych robót, które kształtują charakter młodego chłopaka, Janek idzie na praktyki do zakładu malarstwa dekoracyjnego. Mieszka w tym czasie u swego mistrza Jakuba Hildebranda i tu rozwija swój talent artystyczny, ale odkrywa również ogromne zamiłowanie do nauki języków, by w końcu w którymś momencie życia powiedzieć: „Dopóki żyje na świecie choćby jeden tylko człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa, nie wolno spocząć ci”. Na całym świecie! Choć niewątpliwe dla Jordana ten ogromny świat ma swój początek w maleńkiej wiosce Gurtweil, w ubogim domu, w zabawach nad rzeką, w szkolnej ławie, w małym kościele parafialnym.