Arcykapłan i wszyscy jego zwolennicy, należący do stronnictwa saduceuszów, pełni zawiści, zatrzymali apostołów i wtrącili ich do publicznego więzienia. Ale w nocy anioł Pański otworzył bramy więzienia i wyprowadziwszy ich, powiedział: "Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa o tym życiu!" Usłuchawszy tego, weszli o świcie do świątyni i nauczali. Tymczasem arcykapłan i jego stronnicy zwołali Sanhedryn i całą starszyznę synów Izraela. Posłali do więzienia, aby ich przyprowadzono. Lecz kiedy słudzy przyszli, nie znaleźli ich w więzieniu. Powrócili więc i oznajmili: "Znaleźliśmy więzienie bardzo starannie zamknięte i strażników stojących przed drzwiami. Po otwarciu jednak nie znaleźliśmy wewnątrz nikogo". Kiedy dowódca straży świątynnej i arcykapłani usłyszeli te słowa, nie mogli pojąć, co się z tamtymi stało. Wtem nadszedł ktoś i oznajmił im: "Ci ludzie, których wtrąciliście do więzienia, znajdują się w świątyni i nauczają lud". Wtedy dowódca straży poszedł ze sługami i przyprowadził ich, ale bez użycia siły, bo obawiali się ludu, by ich samych nie ukamienował.

 

Mogłoby się wydawać, że Zmartwychwstanie przyniesie wreszcie upragniony pokój. Tak się jednak nie dzieje. Przez kilka dni słuchaliśmy historii Piotra i Jana, którzy byli prześladowani za... uzdrowienie. Taka logika rządzi światem: jeśli będziesz za dobry, świat cię przeżuje i wypluje. Świat będzie cię niszczył, jeśli będziesz zbyt wyraźnym znakiem, że istnieje prawdziwe życie.

Zastanów się, czy chcesz tak się poświęcać? Czy nie lepiej oddalić się od tej całej historii i wierzyć po cichu? Zastanów się i zdecyduj, bo wiara, to nie pobożne mrzonki. Wiara to wybór. 

Apostołowie wybrali wierność Bogu – aż po więzienie. A kiedy w nocy usłyszeli nakaz: „Idźcie i głoście w świątyni ludowi wszystkie słowa tego życia!”, niezwłocznie, o brzasku dnia, nie bacząc na ludzkie konsekwencje, wypełnili nakaz. Uczmy się od nich wiary.