Przyszedł bowiem Jan Chrzciciel: nie jadł chleba i nie pił wina; a wy mówicie: Zły duch go opętał. Przyszedł Syn Człowieczy: je i pije; a wy mówicie: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników. A jednak wszystkie dzieci mądrości przyznały jej słuszność.

 

Jezus jest mistrzem obserwacji życia. Daje tego wyraz w dzisiejszym fragmencie Ewangelii, kiedy przywołuje obraz dziecięcego przekomarzania się… Chodzi o zabawę w wesele i pogrzeb, w której jednak uczestnicy zabawy nie za bardzo dogadują się w tym, co akurat chcą przeżywać Owa kapryśna zmienność jest czymś częstym w przypadku dzieci.

Jezus jednak odnosi tę dziecięcą kapryśność do życia dorosłych, a to już jest smutne. Bo kiedy dojrzały człowiek sam nie wie, czego chce, to jak ma sobie życie poukładać? Spotykają Jana Chrzciciela z jego ascetycznym sposobem życia – i go wyśmiewają. Spotykają Jezusa z Jego bliskim sercu podejściem do człowieka – i też Go obśmiewają. Izraelici na widok dwóch mężów Bożych obu odrzucają, czego więc szukają? Na jakiego „proroka” czekają? Historia pokazuje, że w tych swoich oczekiwaniach minęli się z prawdziwym Mesjaszem, Synem Bożym.

Zapomnieli, że to Bóg posyła proroków na swój sposób, a nie prorocy idą do ludzi, jak chcą. Czy i my nie mamy kapryśnych oczekiwań wobec Boga?  On pokazuje, czego chce, a nam ciągle zdarza się zmieniać zachcianki. To głupota, która uchodzi dzieciom, ale w życiu dojrzałym przynosi tylko opłakane skutki.

Tańczmy więc tak, jak przygrywa nam Pan w swoim Słowie!