Gdy nadszedł czas, posłał do rolników sługę, by odebrał od nich należną część plonów winnicy. Ci chwycili go, obili i odprawili z niczym. Wtedy posłał do nich drugiego sługę; lecz i tego zranili w głowę i znieważyli. Posłał jeszcze jednego, i tego zabili. I posłał wielu innych, z których jednych obili, drugich pozabijali. Miał jeszcze jednego – umiłowanego syna. Posłał go do nich jako ostatniego, bo mówił sobie: „Uszanują mojego syna”. Lecz owi rolnicy mówili między sobą: „To jest dziedzic. Chodźcie, zabijmy go, a dziedzictwo będzie nasze”. I chwyciwszy, zabili go i wyrzucili z winnicy. Cóż uczyni właściciel winnicy? Przyjdzie i wytraci rolników, a winnicę odda innym. Nie czytaliście tych słów w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach”. I starali się Go ująć, lecz bali się tłumu. Zrozumieli bowiem, że przeciw nim opowiedział tę przypowieść. Pozostawili Go więc i odeszli.

 

Pewien człowiek założył winnicę – właśnie o tym dziś słyszymy w ewangelii. Co się stało później? Same nieszczęścia, zło i morderstwa. Nie to jednak dla nas jest ważne. Ważne jest to, co zrobi Bóg. Bóg zawalczy o swoje dzieło.

Dzisiaj Pan Jezus bardzo prosto pokazuje nam miłość Boga Ojca. Pokazuje nam to, że jeśli ktokolwiek niszczy dzieła Pana Boga, to nie skończy dobrze. Jeśli ktokolwiek niszczy Bożą miłość i tych, którzy Pana Boga kochają, z pewnością zostanie przez Pana Boga ukarany. Nie bójmy się więc niczego, bo z nami jest Bóg!